banner

Rodzynek

Było sobie okienko, a w okienku Belfer. Nudziło mu się, albo miał jakąś sprawę, więc ruszył do sekretariatu. Lecz przed drzwiami natknął się na jakieś dwie panie-matki, zajęte rozmową ze sobą.

– Przepraszam, że zakłócam konwersację, ale czy waćpanie nie mają przypadkiem, że się tak nieprzyzwoicie wyrażę: interesu do sekretariatu?

– Jak to? – zapytały zdziwione i wyrwane z rozmowy panie.

– Zapytywałem, czy szanowne panie stoją tu w jakiejś intencji do sekretariatu…

– A… Tak, my do sekretariatu.

– Zatem poczekam…

– Nie, idzie pan, spokojnie, nam się nie śpieszy.

Nauczyciel podziękował i wszedł do sekretariatu. Tam załatwił swoje sprawy i już miał wychodzić, lecz panie tam pracujące prosiły go, aby jeszcze nie wychodził i tym samym – nie ściągał na nie tak szybko, oczekujących na korytarzu interesantek. Przystał na to i porozmawiał sobie jeszcze kilka minut z nimi i z zastaną tam nauczycielką matematyki. Aż tu nagle weszła jedna z oczekujących pań.

– Przepraszam, czy ja mogłabym na chwilę…?

– No niestety można – odparł nauczyciel. Poczym zwrócił się do matematyczki – Chodź Gośka, nasza misja się skończyła.

– Ależ może pan zostać mi tam pan nie przeszkadza.

– No właśnie Marcin – poparła wniosek interesantki sekretarka – możesz zostać, będzie weselej.

– Zostanie pan. Zawsze to chociaż jeden rodzynek.

– Jeden rodzynek ciasta nie czyni – zaripostował Belfer i wyszedł razem z nauczycielką.

Ledwie zdążyli wejść do pokoju nauczycielskiego i usiąść, a zaraz otwarły się drzwi, w których stanęła… ta sama kobieta z sekretariatu.

– Czy może zastałam panią Renatę?

– Niestety nie – odpowiedziała nauczycielka matematyki – pani Renata przychodzi za dwie godziny.

– A już myślałem – wtrącił historyk – że pani nas śledzi.

– No jakoś tak chodzę za tym rodzynkiem – z filuterną przekorą odparła kobieta.

– Oho… Gośka – konspiracyjnym tonem zwrócił się do koleżanki „rodzynek” – zajmij panią przez minutę, albo chociaż pół, a ja gdzieś się ewakuuję…

– A co, za stara jestem?…

– Zaraz tam „za stara” – dyplomatycznie począł uzasadniać Belfer – afera by była: nauczyciel z matką swego ucznia. Wie pani, prokurator to by raczej nie wkroczył, ale media, to wcale nie mniej nieprzyjemności mogą narobić.

– Ano chyba, że tak…

 

Kuchenne rewelacje

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Do przodu

Skomentuj