banner

Sandał

Po kolejnej zmianie planu zajęcia świetlicowe Belfra z jedną z klas trzecich wypadły w piątek na siódmej lekcyjnej.

Jako że był to już czerwiec, zatem – jak sam zainteresowany się spodziewał – frekwencja na tych zajęciach była skrajnie niska. Gdy więc wybrzmiał dzwonek na wspomnianą lekcję, ów wybrał się na spacer po szkole w poszukiwaniu jakichś niedobitków z klasy trzeciej „a”. Przechodząc obok szatni, napotkał pewnego pierwszoklasistę, który poskarżył mu się, iż nie może znaleźć lewego sandała i przez owe poszukiwania nie zdążył na autobus do domu. Niestety nauczyciel nie mógł mu na to wiele poradzić. Odprowadził go zatem do sekretariatu. Lecz tam była już tylko młoda stażystka, więc też niewiele mogła. Spisała jego zeznania i… i już.

Kiedy następowało owo spisywanie, stojący w drzwiach Belfer, ze zmartwioną miną, począł nucić na znaną nutę:

– Dziesiątego czerwca roku szesnastego,

Zginął lewy sandał Grzegorza naszego.

Jakiś chciwy chytrus wziął się połakomił

I rzeczony sandał Grzegorzowi złowił…

– Marcin – perswadującym tonem i jakby ze skrywanym uśmiechem warknęła stażystka – weź się uspokój! Na co osobliwy nauczyciel obrócił się na pięcie i ruszył w poszukiwaniu swoich uczniów, nucąc dalej:

– Przez to zaginięcie uciekł mu autobus,

Tak to go urządził jakiś wredny łobuz.

Musi to być z niego kawał zwyrodnialca,

By z biednego Grześka robić takie jajca…

Lublin Jazz Festival: relacja foto-video

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Bardziej “biało-czerwona”

Skomentuj