Smak słów

Słowa i wyrażenia niekiedy w historii zmieniały swoje znaczenie. Czasami bywało też tak, że znaczenie się nie zmieniało albo zmieniało się nieznacznie, ale za to zmieniał się ich wydźwięk.

Weźmy na przykład słowo „amator”. Słowo to miało dwa znaczenia, bliskie sobie zresztą. Z czasem jedno z tych znaczeń zanikło, drugie zaś pozostało, ale radykalnie zmienił się jego wydźwięk, wręcz o sto osiemdziesiąt stopni. Otóż słowo „amator” pochodzi od łacińskiego słowa „amare”, które znaczy „kochać”. No i amator to był ktoś, kto zajmuje się czymś niezawodowo, ale z miłości. To miało wydźwięk pozytywny. Było też związane z tym drugie znaczenie, pokrewne pierwszemu – miłośnik. Dziś to drugie znaczenie przetrwało tylko w związku frazeologicznym (ironicznym zresztą) „amator kwaśnych jabłek”. Nadal wszakże nazywa się amatorami ludźmi, którzy zajmują się czymś niezawodowo. Zmienił się jednak wydźwięk. Dziś jest on negatywny. Gdy słyszymy „amator”, to słowami, które się kojarzą, nie są „miłość”, „zamiłowanie” czy „pasja”, ale „dyletanctwo” czy „partanina”. Bliskoznacznym dla tych określeń jest pochodne słowo „amatorszczyzna”. Słowo „amator” w zależności od kontekstu może mieć najwyżej wydźwięk neutralny (np. „zawody sportowe amatorów”).

Innym przykładem zmiany znaczenia jest słowo „kobieta”. Dziś jest to zupełnie normalne, neutralne słowo. Mało kto wie, że kilkaset lat temu słowo to było wyjątkowo pogardliwe i obelżywe. Są hipotezy, że mogło być zniekształceniem słowa „kobyła” albo pochodzić od słowa „koby” oznaczającego… chlew. Neutralnym określeniem było słowo „niewiasta”.

Jeszcze innym przykładem zmiany wydźwięku, który można przytoczyć, jest słowo „propaganda”. Słownik definiuje to słowo jako „szerzenie jakichś idei, haseł, mające na celu pozyskanie kogoś dla jakiejś idei lub akcji”. Jednakże większość osób byłaby oburzona albo przynajmniej niezadowolona, gdyby ktoś powiedziałby o nich, że uprawiają propagandę. Słowo to bowiem nabrało bowiem specyficznego, negatywnego wydźwięku. Stało się tak, gdyż propaganda odgrywała istotną rolę w ustrojach totalitarnych i teraz samo słowo „propaganda” jest z nimi kojarzone, gdy zaś ktoś uprawia propagandę, nazywa ją inaczej, by uciec od tego negatywnego wydźwięku. Ciekawa rzecz, że jeszcze w latach 40. tego nie było. Armia Krajowa miała przecież Biuro Informacji i Propagandy.

Przemiany wydźwięku dotykają nie tylko pojedynczych słów, ale również dłuższych wyrażeń. Większość z nas słyszała określenie „trzeci świat”. Skojarzenia, jakie budzi, są jak najgorsze: bieda, epidemie, wojny, wychudzone Murzyniątka… Gdy coś chce się skrytykować, mówi się, że przypomina to „trzeci świat”. Najczęściej używa się tego określenia w odniesieniu do Afryki, jeszcze może do biedniejszej części Azji, w ostateczności do Ameryki Łacińskiej. Mało kto wie, że określenie miało to kiedyś miało wydźwięk pozytywny. Grupa intelektualistów, głównie francuskich, wymyśliła sobie koncepcję, że trzeci świat to będzie nowa grupa państw powstała w wyniku dekolonizacji, która zachwyci i zawstydzi resztę świata swoją niechęcią do wojen, humanitarnym podejściem do człowieka i innymi zaletami, stając się lepszymi od „pierwszego świata”, to jest kapitalistycznego Zachodu, oraz „drugiego świata”, to jest bloku sowieckiego. Oczywiście późniejsze problemy i stan faktyczny wychodzących z kolonializmu krajów zakpiły sobie z tych nadziei, a samo określenie zupełnie zmieniło wydźwięk, zamieniając się we własne zaprzeczenie.

Z kolei odwrotnie było z „Cudem nad Wisłą”. Początkowo było to określenie ironiczne i złośliwe. Endeccy przeciwnicy marszałka Piłsudskiego wymyślili je, żeby zdyskredytować bitwę warszawską. Myśl była taka, że to był cud, że w bitwie tej odniesiono zwycięstwo. Ironia była jednak niesprawiedliwa i poskutkowało to zmianą wydźwięku określenia na pozytywne.

We wszystkich pięciu wypadkach znaczenie danego słowa czy wyrażenia się nie zmieniło lub zmieniło się w sposób nieznaczny, ale zmieniły się, i to nieraz drastycznie, wymowa i odbiór. Podsumowaniem może być cytat z piosenki: „oprócz znaczeń jest słów smak”.

Szczepan Korulczyk

ur. 1986, historyk z wykształcenia, absolwent UMCS w Lublinie

A może…

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wspomnienia Karola Hurko, cz. 25

Skomentuj