banner

Nie smarujcie się śmietaną

Czytałam sobie ostatnio o rzeczach poważnych (zdarza mi się, choć tym razem trochę z konieczności) i o zdumiewających pomysłach odczytywania tekstów. I trafiłam na pewną anegdotkę, która przypomniała mi wydarzenie z czasów studenckich. 

Pewien rosyjski młodzieniec miał zatelegrafować do rodziców z Monte Carlo: „Six jous baisent gros chat”, co znaczy (podobno, osobiście nie znam francuskiego) „sześć policzków całuje tłustego kota”. Otrzymał odpowiedź: „Nous ici dis”. Zabawa polega na tym, żeby odczytać tekst telegramów na głos i „usłyszeć” po rosyjsku (- Siedzę tutaj bez grosza. – No to siedź). Anegdotkę opisał Tuwim w książce „Pegaz zdębiał, a ja przeczytałam ją ostatnio w „Strategiach lektury podejrzliwej” Ireneusza Piekarskiego, gdzie były też inne przykłady. Pewien brytyjski generał miał po zdobyciu prowincji Sindh w Pakistanie wysłać do gubernatora Indii wiadomość: „Peccavi”. Po przetłumaczeniu z łaciny na angielski tekst otrzymuje brzmienie: „I have sinned” identyczne z „I have Sindh”.

Rozmyślałam więc sobie o słowach, które różne mają odmienne znaczenie, a podobne brzmienie w różnych językach, o pomyłkach w tłumaczeniu i o zdankach typu „I tower you”.

I przypomniała mi się zagubiona w sklepie anglojęzyczna studentka z kubeczkiem śmietany 12 % w rękach oraz pan, który życzliwie usiłował jej wytłumaczyć, że zdecydowanie nie jest to żaden krem. Ani pasta. Bo artykuły higieniczne i przemysłowe nie są w tej alejce.

Mundi, cz. 1

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Nagabywanie 2

Skomentuj