banner

Sól futbolu

Światowa Organizacja Historyków i Statystyków Futbolu na powyższy tytuł zareagowała by krótkim stwierdzeniem – gole. Dorzuciła by garść statystyk, na mecze których lig warto pofatygować się od początku, a na które można docierać spokojnie na drugą połówkę. Nie na tym jednak chcę się skupić.

Według mnie, najpiękniejszym żywiołem i najbardziej twórczym elementem piłki nożnej są kibice. Nie idzie tu jednak o tak popularnych w mainstreamowych mediach „pseudokibolach” (taki zwrot wysmażono w jednej z nich). Myślę o autentycznych tiffosi, o socios(którzy w barcelońskim gigancie w oficjalnym i tajnym głosowaniu wybierają prezydenta klubu z Camp Nou).

W powszechnym przekonaniu, kibic to jedynie widz. Kupi bilet, popatrzy na spotkanie ulubionego zespołu, w przerwie wtrząchnie kiełbaskę z grilla, a po meczu pójdzie do domu. Czasem obserwując „wyczyny” swoich pupili, sentymentalnie westchnie jak Duńczyk do Kwinty: „To już nie ta drużyna”.

Powyższy typ kibica określany jest mianem „piknika”, na meczach reprezentacji stosowany zamiennie z określeniem „Janusze”. Ci ostatni nie znają większości graczy biegających po boisku, a wypad na mecz to dla nich taki sam sposób na spędzenie wolnego czasu jak kino czy kręgielnia.

Dzięki Bogu na kibicowskiej mapie są i tacy, którzy żyją swoim klubem i w ogóle futbolem na okrągło.

Nie podoba Ci się styl gry ukochanego teamu? Za dużo porażek? Kibice Blackburn obwiniając za ten stan rzeczy trenera, wynajęli samolocik, który przez kilka spotkań latał nad stadionem z transparentem, na którym widniało hasło z żądaniem dymisji szkoleniowca. Fani Dynama Zagrzeb poszli dalej. Protestując przeciw osobie wiceprezesa klubu rozpoczęli… strajk okupacyjny pod stadionem. W namiotach zgromadziło się ponad 200 kibiców.

Jakiś czas temu znalazłem informację o zjawisku, popularnym wśród kibiców na Wyspach, zwanym: groundhopping. To zlepek dwóch angielskich słów „ground” (football ground – boisko) oraz „hopping (skakanie, podskakiwanie). Jeździmy na mecze, by zobaczyć jak najwięcej obiektów. („Od stadionu do stadionu, czyli futbolowy skok w bok” – portal weszlo.com). Poniżej kilka fragmentów: absolutnym kozakiem jest 45-letni Ansgar Spiertz z Dortmundu. Facet zwiedził 1979 aren w 87 krajach. W chwili, gdy to czytacie, te statystyki są już pewnie nieaktualne. Spiertz właśnie wrócił z Pucharu Azji i ruszył w trasę po prowincjonalnych boiskach w Belgii.

Gdy ludzie pytają go „skąd bierzesz na to pieniądze?”, odpowiada: „jakoś daję radę”. Dla chcącego, nic trudnego. Bilety lotnicze można zamówić z dużym wyprzedzeniem po dość niskich cenach, nocleg załatwić u nowopoznanego kumpla, a na stadion wejść zupełnie za darmo. Nie zawsze są to bowiem wyprawy na mecze największych.

To, czy jest to mecz ekstraklasy czy ligi okręgowej, tak naprawdę nie ma żadnego znaczenia. Ja np. lubię jeździć na Skałki Stolec. Kibice krzyczą „Stolec gola”, a miejscami siedzącymi są… opony traktorowe – przyznaje kibic z Chorzowa, który swego czasu wsiadł w pociąg i pojechał za Ruchem aż do Kazachstanu. Zajęło mu to cztery dni.

To ludzie zakręceni na punkcie piłki i stadionów. Jeden z Brytyjczyków wpadł na pomysł, że będzie jeździł na mecze… odwołane. – Wystarczy, że gdzieś jest zła pogoda, to on już chce tam jechać. Jedzie potem i robi fotki, jak pługi odśnieżają boiska. Jeszcze inny kibic na stadionie po prostu…mieszka.Facet zrobił sobie nawet system nagłośniający i został spikerem. Do domu wpuszcza tylko tych, którzy na to zasłużą. Ich zainteresowania kierują w stronę Europy Wschodniej –

lepiej wybrać się do Belgradu i zjeść na stadionie winogrona z karmelem niż napychać kieszenie skomercjalizowanemu gigantowi.

Zawsze fascynowała mnie pomysłowość fanów w wymyślaniu „na poczekaniu” stadionowych przyśpiewek. Po wstydliwej wyjazdowej porażce z niżej notowanym rywalem, ci którzy wlekli się kawał drogi za swoją drużyną, zaśpiewali „na odchodne” piłkarzom: „Wracajcie z buta, to będzie wasza pokuta”. Gdy spiker podał informację o zgubionym prawie jazdy oraz dane właściciela, fani za chwilę skandowali: „Gdzie masz samochód, hej Jacek, gdzie masz samochód?”.

Jeśli nie przypada im do gustu osoba prezesa klubu, wywieszają transparent z nieśmiertelnym cytatem z „Misia”: Czasem aż oczy bolą patrzeć, jak się jak się przemęcza dla naszego klubu, prezes Ochódzki Ryszard, naszego klubu „Tęcza”. Ciągle pracuje! Wszystkiego przypilnuje i jeszcze inni, niektórzy, wtykają mu szpilki. To nie ludzie – to wilki! Nie wspominając już o hicie polskich trybun, odnoszącym się do Toli i Donalda.

Na prośbę tego ostatniego, kibice Odry Opole pokazali całej Polsce ideał kibica według ówczesnych rządzących. Na trybunach urządzili kilka kącików: chóru, gier planszowych, wędkarski, szachowy, badmintona oraz…”oklaskiwaczy na zawołanie”, gdzie zajmowali się poprawną rozrywką, a nad ich głowami krążyły plażowe piłki. Wznosili też miłe okrzyki, skandując nazwiska znanych i lubianych: „Mariusz Pudzianowski!”, „Majka Jeżowska!” „Maryla Rodowicz!”, powrócili też do jedynie słusznych haseł: „Cała władza w ręce partii”.

Podczas jednego z  ligowych spotkań Wisły, „ultrasi” tej drużyny zaprosili do prowadzenia dopingu młodych kibiców z krakowskich domów dziecka. Gdy arbiter podjął niekorzystną decyzję dla gospodarzy, jeden z synków krzyknął przez megafon: sędzia kalosz! Powróciły wspomnienia młodzieńczych lektur: Paragon gola! oraz Do przerwy 0-1.

Gdy kibice Manchesteru City w trakcie meczu z poznańskim Lechem (w ramach Ligi Europejskiej) zobaczyli żywiołowy styl kibicowania polskich fanów, szybko przenieśli go na angielski grunt. Na Wyspach znany jest jako „doing the Poznan” i doczekał się nawet przyśpiewki: Doing the Poznan in church, doing the Poznan at the Royal Wedding, going out for a quiet one and come through your front door doing the Poznan.

Piłkarscy kibice – spontaniczni, kreatywni, przywiązani do tradycji, pamiętający o historii, często animujący lokalne środowiska. Szeroki przekrój społeczeństwa – od chłopaków spod bloku po pracowników naukowych uniwersytetów. Nie dajcie sobie wmówić, że to zakapturzeni troglodyci czy łysi mięśniacy, którzy poza stadionem odwiedzają jedynie puby i siłownie.

To właśnie spod ręki kibica – Muńka Staszczyka pochodzi poniższy utwór „Stadion”, który powstał z sentymentu do dawnego obiektu Legii:

Pamiętam stary stadion

pamiętam pot i łzy

pamiętam smród uryny

na ścianach wielki grzyb

gdy z moim synem kiedyś

chodziliśmy tam

pamiętam tamten odlot

pamiętam tamten stan

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

„Dobry” sąsiad

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Balowanie

Skomentuj