banner

Św. Szczepanie, czy ci nie żal?

Jest to jeden z tych wielu dysonansów poznawczych, jakich doznawałem na przestrzeni lat swego życia na matczynym łonie Kościoła katolickiego. No bo jak to – tutaj Boże Narodzenie, a na drugi dzień Świąt, zamiast, dajmy na to, wspomnienia rodziców Maryi, czy Józefa, czy czegoś z rodziną…. mamy śmierć?

Owszem, mamy śmierć męczeńską św. Szczepana. To właśnie wspomnienie tej pięknej postaci Pierwszego Męczennika Kościoła obchodzimy 26 grudnia. Sprawie zgłębienia arcanów tego, dlaczego Kościół tak, a nie inaczej ustalił kalendarz liturgiczny, nie pomaga zapewne fakt, że w lubelskim zamiast kazań są listy od KUL-u.

O św. Szczepanie czytamy w Dziejach Apostolskich:

Szczepan napełniony Duchem Świętym patrzył w niebo i widział chwałę Bożą oraz Jezusa po prawicy Bożej. (Dz 7, 55)

Nie omieszkał oznajmić tej wizji tłumnie zgromadzonym wokół niego Żydom, którzy przejąwszy się dogłębnie Ewangelią, postanowili go ukamienować. Bluźnił – wszak Bóg jest jeden!

Aj, ciekawe kazania można by sklecić na tę okazję…. Cóż!

W każdym razie, będąc już człowiekiem starszym, a więc także, załóżmy, mądrzejszym, zaczynam dostrzegać pewne nici łączące te wydarzenia. To znaczy narodziny Jezusa i śmierć Szczepana. Czy to faktycznie ludzka mądrość tak ustaliła, czy Duch Święty natchnął – grunt to zauważyć, że oba wydarzenia opowiadają o narodzinach. Bo przecież, jak zauważył schizmatyk Tertulian:

Semen est sanguis christianorum

Troszkę łaciny na Święta. Wszak jesteśmy ostatnimi Rzymianami. To jeszcze na dokładkę:

Sancte Stefanus, ora pro nobis!

PS: Psst. Jakby co, to w drugi dzień Świąt nie trzeba iść do kościoła! Serio. Ja wam to mówię. Vale!

Umilenie

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wigilia za okupacji hitlerowskiej

Skomentuj