banner

Szacunek

Politolog Marek Migalski zaćwierkał bagatelizując skale zamachu w Barcelonie uwagą, że „w długi weekend Polacy zabili na polskich drogach 30 Polaków”. Czyli, że w sumie nic takiego się nie stało.

W dyskusji na twitterze rozwinął myśl: „Prymitywne zabicie jedynie 13 osób (z szacunkiem dla wszystkich ofiar). Skala jest dramatycznie… mała”.

Ta…

Z szacunkiem dla ofiar? Być może faktycznie Pan Migalski zna pojęcia „szacunek” i „ofiara”, ale z całości wypowiedzi nijak nie wynika, ze potrafi je logicznie połączyć. Pan Marek zestawił ze sobą dwie cyferki i ucieszył się wielce, bo jedna była większa… Zapominając, jak niestosowne to zestawienie.

Ale dobrze, pomyślmy chwile na zimno, jak pan Marek. Tylko odwrotnie. 30 ofiar na drogach… To porównywanie, jak w jakimś meczu, już jest wysoce niesmaczne, ale potem o tym. Może chwilę poświęćmy kilku (kilkunastu) sprawcom tych tragedii – innym kierowcom, którzy prawdopodobnie przebywają teraz w szpitalach na intensywnej, a jeśli mieli szczęście – w aresztach, lub też dopiero czekają na wizytę policji. Kilkanaście osób, które wyszły rano z domu, wsiadły do wozu i wyruszyły w trasę (być może razem z całą rodziną) próbując dokonać prostej sztuki – przemieścić się z punktu A do B. Gdzie nie dojechali. Kobiety, mężczyźni, czyjeś matki, ojcowie, dzieci… Wasi przyjaciele znajomi, sąsiedzi – stali się sprawcami śmierci innych ludzi. Brawura, alkohol, niedostosowanie się do warunków na drodze, zwykły pech, awaria, moment nieuwagi, płaczące z tyłu dziecko, łoś, zając, dziura, martwy punkt… Tak wiele czynników, które ze zwykłych obywateli jadących z A do B nagle uczyniły winnych czyjejś śmierci. Brak mi wyobraźni by móc choćby podejrzewać, jak ci ludzie się teraz czują, gdy ich spokojne życie właśnie legło w gruzach, do końca będą musieli żyć ze świadomością skali swego czynu jak i poczuciem winy, ścigani spojrzeniami dawnych znajomych, zmuszeni patrzeć w oczy rodzinom ofiar…

W Barcelonie sprawcy śmierci „jedynie 13 osób” wstali rano i wyszli „na miasto” z prosta myślą – jedźmy zabić tylu ludzi, ilu się da.

I to jest ta różnica, panie Marku… I sprawia ona, że tych śmierci po prostu nie można sprowadzać do suchych statystyk i porównywać na zimno, jak wyników jakiejś chorej rywalizacji.

Każde tego typu działanie i wypowiedź są oznaką braku szacunku do ofiar, którym właśnie się Pan wykazał.

Na krańcu świata, cz.11

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Drugie takie

Skomentuj