banner

Szczerość w czasach zamętu

Niespostrzeżenie weszliśmy w Adwent. Ludzie nie chcą mi odpowiadać na pytania do sondy. Już słyszałem: „Przed świętami znaleźć czas?” Nie możemy znaleźć minuty czasu dla drugiej osoby. Możne znajdźmy chociaż minutę dla samych siebie.

Jeżeli chodzi o wiarę, to najlepiej wspominam czas, kiedy mocno pościłem, dużo się modliłem i mało oglądałem youtube’a. Potem przestałem pościć, coraz mniej się modliłem i zacząłem dużo oglądać. Teraz mam dosyć bylejakości, ale nie stać mnie na neoficki zapał z czasów nawracania się na studiach.

Warto jednak każdego dnia przejrzeć listę kanałów, które się śledzi i spytać samego siebie: co ja tutaj robię? Nieraz może się okazać, że chwila medytacji nad niby drobnostką może zamienić się w punkt zwrotny. Może ten tradycjonalistyczny kanał katolików z USA, którzy robią się na obrońców wiary i atakują liberalnych biskupów, wcale nie robi mi dobrze na duszę? A autorytet, którego uważałem za katolickiego mędrca, bo umiał posklejać wszystko do kupy za pomocą teorii spiskowych… jest po prostu zgorzkniałym starcem?

Sądzę, że strasznie nam tego brakuje – myślenia na poważnie o samych sobie. Gdzie w ogóle jesteśmy? Może boimy się zajrzeć w głąb? Bo co by się okazało? Strach się bać!

Niejeden z nas musiałby przyznać, że nic już z tego nie rozumie. Może na usta zaczęłyby się cisnąć soczyste przekleństwa, zamiast mechanicznie powtarzanego Różańca? Może okazałoby się, że w chwili szczerości znów mamy ochotę posłuchać nie Arki Noego, a nieprawomyślnego albumu ćpuna z Ameryki, który co prawda nosi krzyżyk na piersi, ale w duszy ma sex, drugs and rock&roll...

Może po takiej szczerej medytacji, moglibyśmy w końcu zacząć rozmawiać z Bogiem na poważnie. A może… pomilczelibyśmy tak z tydzień, dajmy na to. Między przyjaciółmi to się przecież czasem zdarza.

Historia się nie skończyła

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Uważaj, chamie!

Skomentuj