banner

Szydercy

Pewien uczeń (niestety nieodosobniony przypadek), zwykł złośliwie dokuczać koleżankom, kolegom, a także Belfrowi.

Kiedy zalazł temu ostatniemu za skórę, ów zwrócił się do niego, gdy ten znów zamierzał wszcząć prześmiewczą konwersację na korytarzu.

Wiesz co Piotruś…

Co? – zawadiacko zapytał młody ignorant.

Jeśli myślisz, że twoje złośliwości i niekończąca się szydercza kpina, jakoś mnie frustruje, irytuje, czy choćby sprawia mi przykrość, to jesteś w błędzie.

W tym momencie do dzieciaka zbliżyli się jego nieodłączni koledzy, nauczyciel zaś kontynuował swoje.

W ogóle sam fakt, iż podstawowy sposób swojej samorealizacji i zaistnienia w oczach rówieśników dostrzegasz w niekończącym się dokuczaniu innych i szydzenia z nich, wcale nie jest zabawny; jest żenujący, a nawet żałosny. Jeśli zaś twoim kolegom, to imponuje, to tym gorzej świadczy o nich.

W trakcie tej uwagi, loża szyderców swój złośliwy uśmiech zmieniła na kwaśny, a ich dokuczliwa działalność znacznie się ograniczyła; przynajmniej na jakiś czas. Bowiem – jak wiadomo – niektórzy nie wyrastają nigdy z takiego niedorozwoju.

Radzyński ksiądz na końcu świata

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Radzyniak na końcu świata, cz. 1

Skomentuj