banner

Talenta

Były sobie zawody. Pojedynkowały się dwie szkoły. Te dwie, w których uczył Belfer. Więc konflikt był nie do uniknięcia. Gdy historyk przyszedł na lekcje do swej drugiej gimbazy, tej, w której odbywały się zawody; zaczęło się…

– Proszę pana, a ja widziałem, że pan bił brawo wtedy, jak oni strzelili gola.

– I co z tego? A ja widziałem, jak ty faulowałeś…

– Co pan widział?!

– Nagranie, jak „w ramach obrony” pchnąłeś oburącz Michała, aż runął na parkiet.

– Jakie nagranie?!

– No błagam cię… w erze wszędobylskich telefonów, ty zadajesz mi takie pytanie?…

– Ale cienias z niego – odparł z tryumfem „napastnik”. – Normalnie, mówię panu, poleciał jak szmata…

– Ej!… Po pierwsze, to jak ty się wyrażasz?! Po drugie: miał prawo się przewrócić, gdyż nie spodziewał się, że preferujesz takie metody gry. A po trzecie: nie dziw się, że kibicowałem tamtym; skoro tak gracie…

– Jeszcze im nie raz dowalimy…

– Kolejna groźba?… Widzę, że jesteś specjalistą w tej dziedzinie.

– Jak to?

– A co powiedziałeś tydzień temu, kiedy zabierałem ci sprawdzian za gadanie?

– Nic…

– Nic, to może ja miałem nie usłyszeć. Ale słuch mam jeszcze dobry i twoje: „jeszcze będzie pan szukał zębów” wychwyciłem za swoimi plecami. Nawet zdążyłem uwagę ci wpisać.

– Co?… Za co?… Ja tak nie powiedziałem…

– A jak powiedziałeś?

– No, że… że jeszcze będzie płacz i zgrzytanie zębów.

– Ta – historyk parsknął pustym śmiechem. – Prędzej bym się po tobie spodziewał „stół z powyłamywanymi nogami” usłyszeć, niż to.

– A proszę bardzo: stół bez nóg.

– No właśnie…

– A powie pan Jola lo..jalna…?

– Jola lojalna, Jola nielojalna.

– A to: „Król Karol, kupił…”?

– Król Karol, kupił królowej Karolinie, korale, koloru koralowego.

– A to z grzejnikiem pan zna?

– Rozregulowany kaloryfer – znów wytrajkotał kolejnego łamańca językowego, wystawiany na próbę Belfer. – To może jeszcze: w czasie suszy szosa sucha; suchą szosą Sasza szedł? Albo: rozrewolweryzowany rewolwerowiec, rozrewolweryzował rozrewolweryzowanego rewolwerowca? Chociaż to jest trochę bez sensu…

Ostatnie słowa historyka zniknęły w ogłuszającym aplauzie klasy, będącej pod wrażeniem jego zdolności.

– No no, już wystarczy tego, bo mieliśmy mówić o wojnie…

– Proszę pana – wtrącił nagle pewien uczeń, w którego głosie podziw mieszał się ze złośliwością – ja widzę, że pan ma niezliczone talenty…

– Wystarczy powiedziałem…!

– …Jest pan: kierowcą rajdowym, aktorem kabaretowym, śpiewakiem, umie pan mówić różnymi głosami, no i jeszcze takie trudne słowa i zdania…

– Powiedz jeszcze jedno słowo – historyk interweniował po raz kolejny, tym razem z ironią i sadyzmem głosie – a zaraz przekonasz się, jak wielkie uzdolnienia mam w kierunku wystawiania jedynek z ustnych odpowiedzi…

Wielkanoc i wielki plan

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

„Dobry” sąsiad

Skomentuj