banner

Telefon z klapką

Nic na to nie poradzę, lubię telefony z klapką. Postanowiłem zamówić taki przez Internet i… doświadczyłem globalizacji.

Zamówienie nie nastręczało większych problemów. Strona sklepu, duży wybór, przyjazny interfejs, płatność internetowa. I już. Wystarczy chwilę poczekać.

Czekam dwa dni. Czekam cztery dni. Dotrwałem do tygodnia. Człowiek przyzwyczajony do szybkich realizacji zamówień nie wytrwa długo. Piszę do sklepu. I czekam. Czekam. Czekam.

Jest odpowiedź! „Szanowny Panie, zamawiając nasz produkt nie zwrócił Pan uwagi, że oferta dotyczy telefonów produkowanych i znajdujących się w magazynach na Tajwanie. Drogę zamówionych produktów można śledzić” tu i tu. Ubaw po pachy. Śledzę.

Po upływie kolejnego tygodnia na wskazanym podglądzie pojawia się informacja, że mój telefon wyruszył z Taizhong do Hongkongu. Po dwóch następnych dniach znalazł się na lotnisku w Szanghaju, gdzie wyekspediowano go bezpośrednim samolotem do Amsterdamu. W stolicy Holandii odnotowano go już po trzech dniach! „To już blisko”, myślę. Jednak z tyłu głowy mam historyjkę kolegi pracującego w Londynie (uwaga, dygresja). Jego znajoma z pracy, Rosjanka, mówiła zawsze, że mieszka pod Moskwą. Do domu na święta docierała w dwóch etapach: trzy godziny leciała samolotem z Londynu do Moskwy, a potem trzy dni pociągiem do swojej wsi.

Na próżno się obawiam, trzy dni później widzę na monitorze komputera, że mój telefon odfajkowano na lotnisku Szopena w Warszawie. I co? I mijają niespełna kolejne cztery dni, a miły dostawca podaje mi do podpisu kwitek potwierdzenia dostawy. Po 26 dniach mam telefon w rękach! Jest świetny, taki jaki sobie wymarzyłem!

Teraz ważny proces ładowania – stara szkoła mówi, że nie mniej niż 12 godzin. Tak też robię. I wtedy okazuje się, że telefon ma jakiś defekt w systemie ładowania.  Rzucam się do regulaminu sklepu. Żaden problem. Wystarczy wysłać aparat do producenta. Drogę, którą przemierza, można śledzić w Internecie…

 

 

Dariusz Magier

archiwozof

Zmącenie umysłów

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Dawno temu nad rzeką Białą, cz. 12/13

Skomentuj