banner

Więc mówi pani, że wszyscy mężczyźni są tacy sami

Lubię wracać do „Tutam” Bogusława Schaeffera ( w reż. Marka Sikory, z 1992 r.), telewizyjnego zapisu przedstawienia z warszawskiego Teatru Powszechnego. Sztuka brawurowo zagrana przez Joannę Żółkiewską (Ona – Głos Ż) i Janusza Gajosa (On – Głos M). Niezapomniany duet ze słynnej „Ławeczki”.

Dwoje aktorów, a czterech bohaterów. Każdy z aktorów wciela się w dwie różne postaci. Oboje tworzą dwa wspaniałe duety, grając kelnera i kelnerkę w pewnej kawiarni oraz parę stałych bywalców lokalu. „Przeistoczenie” odbywa się na oczach widzów – nie za kulisami, lecz na scenie, gdzie zaznaczono dwa plany. Na pierwszym, przy kawiarnianym stoliku, elegancki pan i wytworna dama prowadzą dowcipną konwersację, przeradzającą się w subtelny flirt. W głębi, na zapleczu, On przeobraża się w prostackiego kelnera, Ona w prymitywną, tępą kuchtę.

Kelner bywa arogancki i bezceremonialny, nie lubi swojej pracy, choć potrafi być uprzejmy wobec stałej bywalczyni lokalu. Poprawia językowe błędy swojej koleżanki z pracy (afioryzm, Maradonna). Nie stosuje się zbytnio do zasady: „Do pracy przychodź trzeźwy i wypoczęty”. Bywa rubaszny, czasem zaskakuje trafnością spostrzeżeń i refleksji. Niespełniony kelner opowiada tez o specyficznym poszukiwaniu pracy: w „Imperialu” mi powiedzieli, że na kelnerów poszukują osobników wykształconych. Fakt zmyślony przeze mnie, że mam dwa doktoraty nie zrobił na szefie hotelu żadnego wrażenia. Powiedział: pewnie honorowe. Taki to każdy idiota może dostać, byle się umiał popisać przed innymi idiotami

Kelnerka to typowa idealistka, marzącą o księciu z bajki i wielkiej miłości. Wierzy w odmianę swojego losu, podkochuje się w przychodzącym do kawiarni pisarzu, który imponuje jej oczytaniem i szarmanckim sposobem bycia.

Pracownicy restauracji prowadzą między sobą rozmowy – pełne błyskotliwych stwierdzeń i ciętych ripost: wyobraź sobie, że sprzątam tu od godziny i cię nie zauważyłam – Widocznie sprzątasz powierzchownie.

Wspomniani bywalcy to para inteligentów – chodzą do teatru, prowadzą filozoficzne dysputy. On bywa ironiczny, ona jest sentymentalną romantyczką, szukającą w książkach otuchy i nadziei na lepsze (zachowując wszelkie proporcje, możemy zauważyć podobieństwo z naiwną kelnerką).

Oba duety łączy flirt – odwieczna gra między mężczyzną a kobietą, toczoną zarówno świadomie jak i instynktownie, na terenie nadającym się do tego idealnie – w kawiarni.

Rzecz toczy się więc równocześnie, jak pisze sam autor, na poziomie zawsze pożądanych aspiracji duchowych i na poziomie wegetatywnej egzystencji. Kwestie pisarza i jego namiętnie dyskutującej towarzyszki padają ze sceny-kawiarni, zaś druga para, kelner i kelnerka, rozmawia ze sobą na zapleczu oddzielonym od sceny wahadłowymi drzwiami i prawie przezroczystą działościanką. Ta granica jest oczywiście przekraczana, ale chodzi o zasadę: są to światy oddzielne, choć często się spotykają.(za: Kalina Zalewska, „Tutam Bogusława Schaeffera”, w: „Przegląd Powszechny”, 1992)

Nagle ich role staną się podwójne. Intelektualista zdejmie płaszcz, przyodzieje kelnerski fartuch, rozepnie guzik koszuli i rozluźni swoje obyczaje. Ona zmieni ton i zalotnie spojrzy zza wahadłowych drzwi kawiarni. Tam, na zapleczu reżyser nałoży bohaterom kolejne maski – wzajemnego zobojętnienia na miłość, która kiedyś łączyła Kelnera i Kelnerkę(za: Aleksandra Czapla – Oslislo, „Dwoje aktorów, cztery kreacje” 2008)

Tu i tam (stąd tytuł) toczą się rozmowy w krańcowo różnych tonacjach: poetyckiej i trywialnej, lirycznej i wulgarnej.

Schaeffer stawia grającym w jego sztuce nie lada wysiłek – muszą prawie jednocześnie kreować dwie odmienne, poniekąd przeciwstawne sobie postaci. Wymaga to nie lada techniki, bo zmiany są częste i szybko następują po sobie, chwilami na to, by z kelnera stać się pisarzem, przeznaczone są dwie, trzy sekundy

Nie mogę odmówić sobie przyjemności zacytowania ulubionego fragmentu: dla mnie wystarczy jedno zdanie. A tam mówią przez godzinę i jeszcze nie przestają, choć już nie ma o czym. A ja byłam kiedyś na wykładzie profesora, historyka sztuki. Był to wykład otwarty. Kiedy ktoś zapytał go o słynny obraz Rembrandta „Lekcja anatomii doktora Tulpa”. No tej pani chodziło o to, czy ten facet co tam leży na tym stole, to jest jeszcze chory czy już trup. To profesor wahał się przez dwie godziny. Z piętnaście osób wyrwało się do klozetu czy na telewizję, a ten wahał się i wahał, przedstawiał różne hipotezy. Powoływał się na takie autorytety, że aż nami było głupio.

I wtedy przebiją ją kolega kelner: powiadasz kochana, że oni marzyli o tym, żeby wyjść, więc po co przyszli? Ja tam zawsze siedzę do końca, aż mnie woźny obudzi. Śpię raz i słyszę: „Młodzieńcze, wstań i obudź się. Gasimy światło, wychodzimy”. A jeden taki młody to mi powiedział: „Spać to se możesz pan pod mostem albo na dworcu. Tu je uczelnia. Tu som docenty, profesory.”.

I zdanie, które czasem cytuję w odniesieniu do obejrzanego meczu: sztuka była źle poprowadzona. Tu każdy grał sobie.

Autor bawi się swoim dziełem, każe powtarzać aktorom po kilka razy te same kwestie, którzy kilka razy „próbują”, wypowiadając swój tekst w różnych tonacjach i nastrojach. Więc mówi pani, że wszyscy mężczyźni są tacy sami…ale jacy tacy, krakowiacy). Czasem znudzeni grą, prywatnie komentują daną sytuację.
Siłą tej sztuki są świeże, niebanalne dialogi, częsta zabawa słowem (utruję się), pewną rolę odgrywa tu mimika. Jest wchodzenie na kawiarniany stolik i wygłaszanie „z góry” swoiste manifesty. Absurd staje się okazją do opowiadania dowcipnych historyjek, jak ta o zagubionym lewym bucie, który nie mogąc ukrywać swoich lewicowych przekonań udał się na Kubę. Bawi nas również mnogość tematów: czym jest intuicja, porównywanie „transferów” piłkarzy i kelnerów, gorzka refleksja o czasach, w których wykształcenie nie odgrywa już roli.

W „Tutamie” społeczeństwo dzieli się na tych, którzy posiadają mniejsze i większe, śmieszne i mniej śmieszne aspiracje duchowe, i tych, którzy wybrali czystą egzystencję. Nie ma to nic wspólnego z urodzeniem, warstwą społeczną czy nawet otrzymanym wykształceniem (o czym wspomina kelner) – jest po prostu kwestią wyboru. Ale podział istnieje, podobnie jak odwieczny konflikt między kobiecą a męską naturą, bez względu na poziom partnerów

Przypominany czasem przez TVP Kultura spektakl śmiało można określić mianem arcydzieła. Warto zacytować jedną z recenzji:

Siedzisz TU – w kawiarni, oglądasz wiszące tandetne obrazy, czekasz na kelnera, który wcale nie ma zamiaru się zjawić, słyszysz chrobot, łoskot i brzdęk płynący sTAMtąd — z kuchni, pijesz gorzką kawę z ekspresu, i nikt poza tobą Tu nie wchodzi. Oprócz Niej, do której, po kilku kawach wypitych przy oddzielnych stolikach, przysiadasz się i zaczynasz rozmawiać

Polecam.

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Na krańcu świata, cz. 33

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wielbicielki