banner

Większość rodziców to kanibale

Ich dzieci są „słodkie” i „do schrupania”. Przynajmniej tak im mówią. Ludzie w ogóle mówią różne rzeczy i się nad tym nie zastanawiają. To znaczy – dorośli ludzie.

Nie dość, że powtarzają te wszystkie utarte metafory, jak „droga życia”, „blask prawdy” itp., to jeszcze ciągła słowna antropofagia*. A małe dzieci z uwagą słuchają rzekomych, niedoszłych ludożerców. Groźby konsumpcji i wszelkie przenośnie rozbierają na czynniki pierwsze. „A co to znaczy «przejść z kimś wiele dróg»?”. „A co to są żywioły? Bo Pinkie Pie śpiewa «to mój żywioł był»”. I w każdej chwili gotowe są do zapewnień, że absolutnie nie nadają się do jedzenia.
* Na usprawiedliwienie dla rodziców dodajmy, że nie jest to tylko ich pomysł. Sto lat temu pewien polski poeta i futurysta Bruno Jasieński apelował: „Ńe liżće ust kohankom, leżąc im na bżuhu! Jedzće je ze śmietaną i łykajće z cukrem!” oraz „Pożerajcie kobiety z octem i na suho! Pszestańće z ńimi robić swoje nudne świństwa!”. Cudowna ortografia i cudowne rady rodem z dwudziestolecia międzywojennego.

Podźwignęło się biedactwo

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Przyjaźń

Skomentuj