banner

Wielka draka na radzyńskim cmentarzu

Wczesne lato 1932 roku niosło sennemu, powiatowemu Radzyniowi nie lada atrakcję. Wszystko zaczęło się, gdy 18 czerwca zmarł nauczyciel z Branicy, Zygmunt Machowski.

Zdarzenie typowe dla nędznego rodzaju ludzkiego tym razem zelektryzowało społeczność miasteczka. I nie ma w tym nic dziwnego. Oto bowiem śmierć zabrała nie tylko, „internacjonalistę”, „postępowca” i „wolnomyśliciela”, ale także wybitnego praktycznego działacza rewolucyjnego, członka nielegalnej, bo agenturalnej, Komunistycznej Partii Polski, komunistę pełną gębą. Słowem ateistę. I jak na takiego przystało, w swej ateistycznej spowiedzi przed sekretarzem swej branickiej jaczejki (czyli z rosyjska komórki) komunistycznej Józefem Cepem (członkiem władz regionalnych organizacji) wyznał, że pragnie mieć świecki pogrzeb. Miał się odbyć w Radzyniu.

To ta informacja tak zelektryzowała lokalną społeczność. Oto bowiem po raz pierwszy w dziejach miasta na życzenie zmarłego odbyć się miał świecki pogrzeb: bez księdza, bez liturgii, bez święconej wody. Katolików poruszył sam fakt zaistnienia takiej sytuacji; komunistów – szansa na przełamanie „reakcyjnego” tabu i możliwość zamienienia pochówku w manifestację polityczną; antykomunistów rekrutujących się zwłaszcza spośród młodych narodowców – aktywizacja komuny; władze – możliwość spacyfikowania członków nielegalnej organizacji.

W dzień pogrzebu zwolennicy bolszewizmu zaczęli ściągać ze wszystkich stron powiatu, by pożegnać towarzysza, a przy okazji zamanifestować swoją ideologię. Wśród nich znajdowała się znaczna grupa Żydów. Co prawda, komendant radzyńskiej policji, Józef Sikorski, postanowił zatrzymać prewencyjnie co bardziej znanych i notowanych komunistów w areszcie na czas pogrzebu, jednakże pochówek i tak zgromadził ich kilkudziesięciu, którzy ideowym konduktem, na czele z towarzyszami zmarłego z jaczejki: Adamem Fijałkiem, Władysławem Pawliną oraz Józefem i Ludwikiem Cepami, przemaszerowali za trumną z ciałem Machowskiego z Branicy na radzyński cmentarz.

Z drugiej strony pogrzeb zmobilizował również młodych nacjonalistów z Obozu Wielkiej Polski, którym wizja zgromadzenia się w jednym miejscu dwóch największych przeciwników politycznych – komunistów oraz Żydów, nakazała liczne obsadzenie terenu cmentarza. Wreszcie, co było do przewidzenia, na nekropolię na Kozimrynku skierowane zostały znaczne siły policyjne, które komendant zapobiegawczo ściągnął z całego powiatu. Miał też swoich agentów pośród samych komunistów, gdyż ten prosowiecki ruch, jako wykonujący szpiegowskie funkcje, był w znacznym stopniu zinfiltrowany przez polskie służby.

Według ustalonego porządku, główne pożegnanie zmarłego towarzysza miał przedstawić Stanisław Kiryluk, późniejszy oficer sowiecki i NKWDzista. Następnie podchodzili inni, wygłaszając swoje mowy. W końcu na skraj grobu podszedł również Władysław Pawlina z branickiej jaczejki. Krótko przypomniał bliskie i długotrwałe kontakty ze zmarłym, jego walory, spuściznę, którą pozostawił, by zakończyć swą mowę słowami: „Jednak nie mogę zrozumieć, jak możecie to ścierpieć, towarzysze, że nasze święte miejsce, poświęconą ziemię, w której spoczywają chrześcijanie, swoimi buciorami bezczeszczą Żydzi. Wypędźmy ich!”.

Można sobie wyobrazić co się tam działo! Pośród komunistów rozpoczęła się przepychanka, gdyż – mimo oficjalnego internacjonalizmu – animozji żydowsko-polskich w ruchu rewolucyjnym nie udało się wyrugować do końca istnienia partii komunistycznej, a i apel Pawliny mógł trafić u niektórych Polaków-komunistów, nie do końca wyrwanych z polskiej kultury katolicko-narodowej, na podatny grunt. Na to tylko czekała bojówka narodowej młodzieży, która uderzyła na wyznawców sowieckiej idei. Nad grobem Machowskiego rozgorzała zajadła bójka, którą spacyfikowało dopiero pojawienie się zwartych szeregów policji. Aresztowano radzyńską wierchuszkę komunistyczną – Stanisława Kiryluka i Icka Hochbauma.

Stratowany grób beznamiętnie zasypał grabarz. Rodzina uroniła łzę. Tak zakończył się pierwszy ateistyczny pogrzeb w Radzyniu. Jak się później okazało, Władysław Pawlina był policyjnym agentem, czyli – jak to się wówczas określało – prowokatorem, który realizował gdzie indziej zaplanowany scenariusz. Ale to już temat na zupełnie inną opowieść…

 

096

Dariusz Magier

archiwozof

Na krańcu świata, cz. 39

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

10. rocznica „wyprawy czterech prezydentów” (12 VIII 2008)

Liczba komentarzy 1

  1. szaniec
    11/08/2018

    Współcześnie bywa, że ateistów żegna się tak:

    https://www.youtube.com/watch?v=EovwwiS90rE

    [lex orandi lex credendi, co można tłumaczyć: jak się modlisz, tak wierzysz]

Skomentuj