banner

O wojnie polsko-bolszewickiej, Pałacu i stadionie

Kolejna część wspomnień pana Wacława Pawliny. W tym odcinku o bohaterskiej obronie Polski przed bolszewicką nawałą w 1920 roku, a także o Pałacu i o tym, jak powstał radzyński stadion

Przed 1920 rokiem Polacy wiedzieli już co się święci i szykowali się do wojny. Także młodzież z Radzynia została powołana do wojska. W tym mój ojciec Antoni, który miał 18 lat, a także starszy od niego Kłosiński. Do armii trafił nawet pan Szlubowski, właściciel dóbr radzyńskich, który nie był już młodzieńcem – z tym ze nie wiem, czy został powołany, czy sam się zgłosił. Ojciec trafił do Zegrza do jednostki konnicy, czyli do tak zwanych ułanów. Był z niego nieduży chłopak, więc dostał mniejszą kobyłę. Cały czas trenowali doskoki, władanie szablą itd. Do ułanów brali ludzi z obyciem – ojciec miał ukończone gimnazjum (mieszczące się w budynku współczesnej szkoły zawodowej naprzeciwko parku).

Budynek dawnego gimnazjum

Cały czas szedł napór armii rosyjskiej. Marszałek Piłsudski odczytywał rosyjskie szyfrogramy i zorientował się, że tyły nieprzyjacielskich wojsk napierających na Warszawę i Radzymin są niezabezpieczone. Wydano odpowiednie rozkazy i żołnierze przejechali ponad Warszawą do rzeki Wieprz, przeprawili się wpław i nacierali na tyły wojsk rosyjskich, które zostały rozbite. Udało im się to, ponieważ nie było posiłków Armii Czerwonej ze wschodu, które zatrzymały się przy Lwowie. Dzięki temu pod Warszawą wytworzyła się luka, którą wykorzystał Piłsudski. Otoczył wojska rosyjskie nacierające na stolicę i ich dowódca Tuchaczewski, widząc co się dzieje, musiał się wycofać.

Polscy żołnierze ze sztandarami zdobytymi na bolszewikach po „cudzie nad Wisłą”

Po tym wszystkim jednak konnica rosyjska znowu masowo zaczęła nacierać i polscy ułani musieli się bronić. Stoczyli okropny bój w pobliżu Zamościa. Ojciec nawet nie wiedział jak nazywała się ta miejscowość. Takimi rzeczami zajmował się oficer, a zwykły jeździec miał skupić się na wodzach i szabli, bo nie było możliwości oderwania uwagi od walki. To ja, interesując się tymi sprawami, doszedłem, że ta miejscowość nazywa się Komarów. Teraz jest tam w kościele wymalowany ułan i upamiętniono to wydarzenie, o którym w PRL-u nie można było mówić.

Pomnik upamiętniający bitwę pod Komarowem

Polacy zwyciężyli Rosjan i pogonili ich. W międzyczasie otrzymali rozkaz by pośpieszyć na pomoc do Lwowa, gdzie miasta broniła młodzież szkolna. Udali się w tamtym kierunku. Jednak czym się kierował dowódca – tego nikt nie wie. Dylemat był taki: czy gonić tamtych cofających się Rosjan, czy pośpieszyć na odsiecz Lwowa? Ostatecznie minęli Lwów i pojechali w stronę Kijowa. Już pod Kijowem Rosjanie wycofując się rozpylili tyfus. I tak polscy żołnierze dostali wysokiej gorączki, zsuwali się z siodeł i nie byli w stanie walczyć. Zarządzono odwrót. Który już nie mógł sam jechać był zabierany taborem do szpitala. Także mój ojciec zachorował na tyfus i nawet nie wiem, gdzie leżał w szpitalu.

Odwrót oddziałów 3 Armii Wojska Polskiego spod Kijowa, czerwiec 1920

Po pewnym czasie wyzdrowiał i wrócił do jednostki. Jakiś czas jeszcze stacjonował w koszarach. Pewnego razu przyjechał do Zegrza sam marszałek Piłsudski z gratulacjami i odznaczeniami dla żołnierzy. Z tym, że sam marszałek tylko do nich przemówił, a odznaczał ich jakiś oficer. Po powrocie ze szpitala mój ojciec dostał innego, większego konia. Ze swoją starą kobyłką bardzo się zżył, bo nieraz mówił do niej w ogniu bitwy i od jej uniku zależało jego życie. Z nowym, wysokim koniem nie radził sobie. Był także wciąż osłabiony chorobą i w końcu zwolniono go. Wrócił do Radzynia i gospodarzył. Po wojnie wrócił także pan Szlubowski, ale nie chodził na lewą nogę. Nie wiem, czy była to rana od bagnetu czy postrzałowa. W każdym razie już potem nie gospodarzył, tylko sama pani Szlubowska to robiła. On jako inwalida wojenny postanowił pomóc swoim i przekazał pałac na rzecz inwalidów. Później jednak nie byli tego w stanie utrzymać i przekazali pałac na własność państwu.

Pan Szlubowski przekazał pałac inwalidom wojennym

Pan Kłosiński, którego syn zginął pod Lwowem, na starość przekazał swoje pole owsa na stadion dla sportowców. Pan Szlubowski dał drzewo z tartaku na budowę trybun i szatni. Stojący do tej pory na stadionie budynek, poza tym, że pokryty blachą, ma dalej przedwojenny wygląd. Zrobiono także ładnie basen. Rzeka była uregulowana, przekopana. Przy stadionie była tama (do tej pory jest tam mostek) i kiedy woda się w rzece podnosiła to napełniała basen na stadionie. Była trampolina, skoki… Stadion był urządzony troszeczkę inaczej niż współcześnie, bo poza murawą dokoła była jeszcze bieżnia. W ten sposób właśnie czynem społecznym powstał piękny radzyński stadion. Potem znowu przyszedł rok 1939 i zniszczyli to wszystko.

Stadion współcześnie. W tle widać przedwojenny budynek szatni

Spisał Jakub Niewęgłowski

Przeczytaj także poprzedni odcinek.

75. rocznica powstania Rady Pomocy Żydom „Żegoty”

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Na krańcu świata, cz. 17

Skomentuj