Wspomnienia Karola Hurko, cz. 14

Przyszła gwiazdka 1941 r. Pierwsza gwiazdka pomimo że w obcym kraju, ale na wolności.

Pomimo, że z dala od Ojczyzny i rodziny, ale już w otoczeniu swoich i nikt nad nami z pikulcem na karabinie nie stoi. Bardzo były przykre poprzednie dwie gwiazdki w niewoli, nieraz ze łzą w oczach ale z tą nadzieją, że Bóg łaskaw pozwoli nam doczekać gwiazdki w wolnej ojczyźnie, w gronie rodziny. Otrzymaliśmy opłatek. Choinki nie było, ale w każdym namiocie była gałązka świerku. A wieczorem rozbrzmiewały polskie kolędy w namiotach. Radość i nadzieja.

Zaraz po świętach, dowództwo dywizji zorganizowało wartę przy stacji kolejowej, gdzie nadchodziły z Archangielska transporty z umundurowaniem. Jeden raz i ja zostałem wyznaczony na wartę. Był mróz 45º. Ubrałem dwa płaszcze, buty okręciłem szmatami, głowę również, tylko widać twarz. Całe szczęście, że zmienialiśmy się co 15 minut, to jakoś się wytrzymało. Zdawało się, że jestem tylko w mundurze, tak przejmowało zimno. Przez 15 minut truchtem biegałem, nie można było przystanąć. Pełniło wartę dwóch żołnierzy i jeden drugiego musiał obserwować, czy nie bieleje mu gdzie odkryta twarz. Jak tylko odkryło się nos, czy kość policzkową zaraz zbielało, czyli odmroziło się. Dużo było odmrożeń.

Nareszcie ze stacji kolejowej przywieziono do kompanii umundurowanie angielskie. Już wzywają pojedyńczo i otrzymujemy umundurowanie: nowe sukienne płaszcze, bluzy, spodnie wełniane, ciepłe grube swetry wełniane, ciepłą bieliznę, wełniane skarpetki i szaliki, tornistry, chlebaki, menażki, noże, widelce, łyżki, maszynki do golenia, pędzelki, żyletki, pas płócienny, pasek skórzany do spodni oraz furażerki.

Ubieramy się. Wszystko nowiuśkie i ciepłe. Tylko furażerki na taki mróz nie nadają się. Po tygodniu czasu przywieziono i wydano nam rosyjskie czapki papaszki, bardzo ciepłe. Nareszcie jesteśmy umundurowani i wyglądamy jak prawdziwe wojsko.

Jest już styczeń 1942 r. Krążą po obozie pogłoski, że mamy wyjechać w cieplejszy klimat, na południowe partie Związku Radzieckiego. Sprawdzają się te pogłoski. Już 20 stycznia wiemy na pewno, że wyjedziemy do Uzbekistanu. Mróz nadal siarczysty, ale nie bardzo się już go boimy w angielskim umundurowaniu. Nareszcie podstawiają na stację kolejową transport. Zwijamy się powoli. Maszerujemy na stację kolejową Tockoje i ładujemy się do wagonów. W każdym wagonie towarowym, bo takimi jeździmy, jest żelazny piecyk. Przed odjazdem otrzymujemy chleb. Jest zmarznięty na kość, nożem nie można go przekroić. Przeżynamy piłą podstawiając coś pod trociny, przecież to chleb. Potem czekamy aż chleb odtaje, dopiero jemy.

Wyjeżdżamy z Tockoje 28 stycznia 1942 r. Mijamy stacje: Soroczyńsk, Gameliewka, Krasnyj Oktriabr, Czkałów /gdzie w stołówce na stacji jemy obiad/, potem Majacznaja, Ileck, Jemba, Czerkały, Arelsk, Kariany, Dżusały, Krasiciel, Tireno-Zak, Kiził-Orda, Arys, Czanak, Taszkent, Dzisak, Samarkanda, Katta Kurgan, Ziadyń, Kahen-Kurgan i Guzar z postojem na obiad w stołówkach na stacjach: Ilech, Czerkały, Kariany, Kiził-Orda, Czanak, Taszkent i Kahan-Kurgan.

Wyładowujemy się na stacji Jakkobag dnia 5 lutego 1942 r. 16 batalion, gdzie mam dwóch kolegów, pozostaje w Jakobagu, a nasz 18 batalion, czyli moja jednostka, maszeruje jeszcze 3 km do miejscowości Czyrak-czy. Dowództwo batalionu zajmuje budynek murowany, pozostałe wojsko rozbija namioty na łące. Jest tutaj temperatura plusowa. W nocy spadło trochę śniegu, ale zaraz stopniał. Miejscowość ta położona jest w dolinie nad rzeką Kaczka-Darią. Od strony wschodniej i północnej widać ośnieżone szczyty gór. Tam za górami jest Afganistan. Rzeka Kaczka-Daria właśnie spływa rwącym prądem z tych gór. Silny, rwący prąd rzeki nawet tutaj, a woda mętna jak zmieszana z gliną, a zimna jak lód. Kąpiel w tej rzece zabroniona.

Razem z nami przyjechało z Kazachstanu dużo cywilnych rodzin Polaków, którzy ciągną za wojskiem. Dla nich Rosjanie nie dają żywności. Dzielimy się z nimi naszymi racjami.

Dostajemy częściowo uzbrojenie. 5 Dywizja otrzymała całe kompletne uzbrojenie, ale musi podzielić się z 6 i 7 dywizją, aby choć trochę mieć uzbrojenia do ćwiczeń. Uzbrojenie otrzymaliśmy od Rosjan.

12=12

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Ankieta sprawozdawcza z lat 40. (odc. 17)

Skomentuj