Wspomnienia Karola Hurko, cz. 2

Jest nas kilkunastu rezerwistów, idziemy do Jabłonia. Tam dowiadujemy się, że dzisiaj o godzinie 4:30 Niemcy uderzyli na całej granicy na Polskę. A więc wojna już się zaczęła.

Jest nas kilkunastu rezerwistów, idziemy do Jabłonia. Tam dowiadujemy się, że dzisiaj o godzinie 4:30 Niemcy uderzyli na całej granicy na Polskę. A więc wojna już się zaczęła.

Wójt gminy Jabłoń dzwoni do majątku Jabłoń o trzy furmanki dla zmobilizowanych w celu odwiezienia do stacji kolejowej.

W niespełna pół godziny nadjechały furmanki, a jeszcze dołączyli rezerwiści ze wsi Jabłoń. Siadamy więc razem na dobrze wyścielone drabiniaste dworskie wozy i ruszamy do Parczewa, odległego o 18 km od Jabłonia.

W Parczewie czekam na pociąg kilka godzin. Nareszcie nadchodzi z Lublina. Zatrzymuje się na stacji, siadamy do pociągu i jedziemy do Łukowa, gdzie musimy się przesiadać na pociąg do Brześcia, gdyż wszyscy jedziemy w tamtym kierunku do Brześcia, Kobrynia i Pińska.

Dworzec kolejowy w Łukowie przepełniony zmobilizowanymi. Pociągi spóźniają się, ponieważ niektóre węzły kolejowe zostały dziś rano zmobilizowane, tak jak i wszystkie lotniska w kraju. Przewidywany pociąg na godz. 22:00 nadjechał o godzinie 1:00. Siadamy do wagonów i o godzinie 2-ej pociąg rusza w kierunku Brześcia. Mijamy stacje kolejowe: Międzyrzec, Białą Podlaskę, Terespol, Małaszewicze. Mijamy lotnisko w Małaszewiczach. Widzimy, że hangary jeszcze płoną, na lotnisku kilka samolotów spalonych. To wynik dzisiejszego nalotu samolotów niemieckich.

Już stacja kolejowa Brześć n/Bugiem. Pociąg przystaje. Wysiada mrowie rezerwistów. Idziemy na dworzec. Tam oficerowie z poszczególnych jednostek grupują swoje oddziały. Jest oficer z 9DAPL. Gromadzimy się przy nim i następnie maszerujemy do Trauguttowa, gdyż w tej dzielnicy stacjonuje nasz oddział. Przechodzimy most na Muchawcu. Naraz syreny zaczęły wyć. To alarm lotniczy. Samolotów jeszcze nie widać, bo niebo pochmurne. Naraz z chmur wyłaniają się dwa samoloty niemieckie, pikują i zrzucają bomby. Ale nie celnie, w popłochu wobec silnego ognia artylerii przeciwlotniczej i szybko kryją się w chmury.

Jesteśmy na miejscu w jednostce macierzystej. Najpierw fasujemy menażki i idziemy po śniadanie. Pobieramy chleb, porcję słoniny i kawę. Po śniadaniu zbiórka do magazynu, fasujemy umundurowanie. Ubieramy się w bieliznę i mundury wojskowe. Swoje cywilne ubranie pakujemy do swoich walizek, podpisujemy je i składamy w magazynie, żeby już ich więcej nie oglądać.

W czasie umundurowania zaczęły wyć syreny. Alarm lotniczy. Wybiegamy do schronów, a właściwie do rowów przeciwlotniczych w lesie za magazynami. Samoloty ominęły nas, a zbombardowały 82 p. p., koszary i magazyny, gdzie zginęło bardzo dużo rezerwistów, którzy byli w trakcie umundurowania.

Po ukończeniu umundurowania zbiórka po obiad. Dostajemy grochówkę, a na drugie ziemniaki z gulaszem i buraczki. Bardzo smakował ten wojskowy obiad.

Obiad skończony, znowu zbiórka. Tym razem już otrzymujemy zadania bojowe w obronie przeciwlotniczej. Otrzymałem przydział do obsługi przeciwlotniczego karabinu maszynowego przy Trauguttowie. Stanowisko ogniowe na skraju lasu. Nad wieczorem alarm lotniczy. Jest nalot, ale koncentruje się nad miastem i twierdzą. Na razie samoloty omijają Trauguttowo. Tak będzie do czasu naszego wyjazdu z Brześcia.

Brześć n/Bugiem, to bardzo ważny punkt strategiczny. Duża, węzłowa stacja kolejowa. Dużo jest tutaj wojska rożnego rodzaju specjalności. A w twierdzy duże składy wojskowe.

Dnia 6 września rano o brzasku dnia, silny nalot na centrum Brześcia. Dużo domów legło w gruzach. Są ofiary w ludziach. Dopiero po nalocie dowiedzieliśmy się, że w dniu 5 września 1939 r. do Brześcia przyjechał Naczelny Wódz Śmigły- Rydz i zamieszkał w hotelu w centrum Brześcia. Niemiecki wywiad dał cynk, że w Brześciu jest Naczelny Wódz i Sztab Armii, stąd też taki zmasowany nalot na Brześć. Ale nic z tego. Naczelny Wódz z całym sztabem armii bardzo wczesnym rankiem opuścił Brześć, kierując się w stronę Kowla i tym samym uniknął nalotu i ocalał.

Tego dnia wieczorem zmieniła nas na stanowisku OPL inna obsługa, a my poszliśmy do magazynów, ładować na ciężarówki i ciągniki wojskowe żywność i amunicję, które odwożono na transport kolejowy. W trakcie ładowania na samochód jeden z kolegów upuścił skrzynkę, która spadła mi na nogę i przytłukła duży palec. Zdjąłem but i zobaczyłem, że spod paznokcia wypływa krez. Poszedłem na izbę chorych, tam zrobiono mi opatrunek, a lekarz dał mi skierowanie do szpitala w twierdzy w celu osunięcia paznokcia.

Rano 7 września sanitarka odwiozła mnie do twierdzy do szpitala. Lekarz chirurg obejrzał nogę i stwierdził, że koniecznie trzeba zdjąć paznokieć. Kazał siostrom przygotować mnie do operacji. Położyłem się na stół operacyjny, znieczulono palec i lekarz zerwał paznokieć. Po trzech dniach pobytu w szpitalu wypisano mnie do jednostki. Szedłem piechotą w jednym bucie i w pantoflu płóciennym na drugiej nodze.

W czasie tego przejścia ze szpitala do jednostki wojskowej przeżyłem dwa silne naloty. Jeden zaraz w bramie twierdzy, zaś drugi w małej osadzie między twierdzą, a Trauguttowem, zwanej Wołynką. W tym drugim wypadku przeleżałem w rowie koło Wołynki, a gdy samoloty odleciały wróciłem do oddziału.

Będąc jeszcze w szpitalu widziałem jak wojskowe sanitarki przywoziły bardzo dużo rannych z bombardowań i z frontu, z odcinka Prus Wschodnich. Byliśmy ciekawi, jaka jest sytuacja na froncie. Jedni mówili, że nasze wojska wkroczyły do Prus Wschodnich, inni, że wojsko polskie cofa się na całej granicy. Inni, że Anglia i Francja wypowiedziały wojnę Niemcom. Byli i tacy, którzy mówili, że hitlerowcy zbliżają się do Brześcia i lada dzień wkroczą do miasta. Ta ostatnia wiadomość niestety była bliska prawdy.

Na stabilizatorze o pewnej dacie

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

77 lat temu Niemcy zbombardowali Radzyń

Skomentuj