banner

Wspomnienia Karola Hurko, cz. 39

W końcu stycznia 1945 r. lekarze przyszli na wizytę. Był też z nimi polski lekarz. Gdy im powiedziałem, że mam bóle stale w prawej nerce, zapytali mnie czy godzę się na operację usunięcia nerki. Co mi pozostało, mam tak dalej cierpieć?

Już pół roku minęło od operacji i nie ma poprawy. Dokąd mam się włóczyć po różnych szpitalach? Zgodziłem się. 4 lutego na wizycie lekarskiej lekarz zlecił siostrom przygotować mnie na jutro, tj. 5 lutego, na operację. Wcześnie rano na wizycie zapytał mnie lekarz czy nie mam zmian i czy przygotowany jestem do operacji.

O godzinie jedenastej podstawiono wózek, usiadłem więc i zawieziono mnie na salę operacyjną. Przesiadłem się na stół operacyjny, przywiązano mnie do stołu i nałożono maskę tlenową z narkozą. Początkowo wdychałem eter spokojnie, później zaczęło łomotać w skroniach i straciłem świadomość. Całą dobę byłem nieprzytomny, wymiotowałem tylko czymś zielonym. Wyglądałem też bladozielono. Siostra z dyżuru nocnego zastawiła moje łóżko (które było przestawione jako pierwsze od kancelarii i dyżurki sióstr) kotarą i czuwała przy mnie. Obudziłem się, a właściwie oprzytomniałem w nocy. Patrzę siedzi przy mnie siostra Margareta, której to dawałem swoje papierosy. Mówię do niej: „siostro, ja już chyba umrę”. Na to ona odpowiedziała: „Karol, ty musisz żyć, ty nie umrzesz, przecież musisz wrócić do żony, do córki” po czym nachyliła się i pocałowała mnie w czoło.

Czułem się wówczas fatalnie. Jeszcze tego wieczora, proszę siostry może dobrze zrobiłaby transfuzja krwi, przecież w ciągu pół roku drugą taką operację przechodzę. Na to ona wstała i mówi: „pójdę do lekarza i poproszę”. Wróciła po chwili ze strzykawką do pobrania krwi na grupę. Mówię jej, że w szafce leży książeczka wojskowa i tam jest wpisana moja grupa. Wówczas zabrała książeczkę wojskową i poszła do lekarza. Nie upłynęło 10 minut przyszedł lekarz z siostrą, przynieśli krew, zawiesili na stojaku. Siostra „wbiła się” w żyłę i popłynęła do mnie życiodajna krew. Po transfuzji otrzymałem morfinę i usnąłem. Rano obudziłem się dopiero na wizytę lekarską. Zaraz poczułem się lepiej. Wieczorem, jak przyszła nocna siostra Margareta powiedziała do mnie: „Karol już będziesz żył. Myślałam, że będzie gorzej. Bardzo źle wyglądałeś po operacji. Jak wyzdrowiejesz, to przyjedź do nas, bardzo cię rodzice i bracia zapraszają. Tak chcieliby cię zobaczyć”.

Powoli wracam do zdrowia. Dużo zawdzięczam siostrze Margarecie, która tak troskliwie się mną opiekowała.

Dowiedziałem się od polskiego lekarza, że w Glasgow Rząd Polski w Londynie organizuje przy West of Scotland Agricultur College Szkołę Rolniczą, przeważnie dla inwalidów. Mam się zdecydować. Pozostawił adres szkoły. Zaraz następnego dnia wysyłam podanie do Glasgow, a w kilka dni po tym otrzymałem zawiadomienie, że jestem przyjęty. Otrzymam zawiadomienie o terminie rozpoczęcia zajęć. Mam uzupełnić resztę dokumentów. Pojechałem osobiście do Glasgow, po drodze wstąpiłem do Dundee do rodziców siostry Margarety, otrzymując przepustkę na dwa dni. Przyjechałem na dworzec autobusowy, wsiadłem do taxi dając kierowcy adres: 119 Clipington Road. Rodzina Deans mieszkała na przedmieściach Dundee. Ulica zabudowana jednolitymi połączonymi domkami i przed jednym z nich zatrzymał się taksiarz. Zanim ja wysiadłem z taksówki już rodzice wybiegli do bramy i zapraszają. Wyszła też za nimi siostra, która była wówczas na urlopie i idzie do domu.

Piękny schludny dom z ogródkiem. Na dole pięć pokoi, na górze cztery. W tym czasie było przygotowanie obiadu. Wszyscy się pomyli, a przed samym obiadem idziemy do pokoiku, gdzie jest ustawiony jakby ołtarzyk, a obok stoi fisharmonia. Po odśpiewaniu modlitwy idziemy na obiad, a po nim odpoczynek na wygodnych fotelach. Pytali mnie o warunki w Polsce. Ja wówczas już byłem zaawansowany w potocznej rozmowie po angielsku, to jakoś porozumieliśmy się. Była to bardzo religijna rodzina katolicka. Pod wieczór szykowałem się do wyjazdu, ale nie pozwolili mi na noc jechać do Glasgow, więc nocowałem.

105. rocznica śmierci Bolesława Prusa (19 V 1912)

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Historia Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego

Skomentuj