banner

Wspomnienia Karola Hurko, cz. 50

Odpływając z Anglii były pogłoski, że Anglicy będą przeprowadzać rewizję bagaży. Obawialiśmy się tego, gdyż niektóre rzeczy mogli zakwestionować.

Jednak w Anglii nie było żadnej kontroli bagaży. Tutaj już krążą pogłoski rozgłaszane przez personel obozu repatriacyjnego w Gdańsku, że nasi przeprowadzają rewizje bagaży i niektóre rzeczy zakwestionowane zabierają. Okazało się potem, że celowo puszczano takie pogłoski, żeby pewnych rzeczy się wyzbywać czyli im sprzedawać za pół darmo. Jeśli chodzi o mnie, nic sobie z tych pogłosek nie robiłem, nic nie sprzedawałem. Jedynie spotkawszy znajomą z Parczewa, która pracowała w rejestracji, dałem jej czekoladę.

Załatwienie formalności trwało do wieczora 26 stycznia. Rano 27 stycznia wydano nam paszporty i byliśmy gotowi do odjazdu. W pierwszej kolejności jadą inwalidzi wojenni. Podjeżdżają ciężarówki, ładujemy bagaże, wsiadamy i jedziemy na stację kolejową Gdańsk. Pociąg podstawiony, przekładamy do wagonu bagaże i składamy do jednego przedziału. Dwóch z nas pozostaje przy bagażach, reszta zajmuje miejsca w dalszych przedziałach.

Boże! Jak te wagony wyglądają? Szyby powybijane, a pozabijane dyktą lub deskami. A tutaj taki mróz.

Pociąg odchodzi. Jest 27 stycznia 1947 r. Oczy wszystkich naszych powracających zwrócone na bagaże. Na stacji kolejowej w Toruniu do naszego wagonu wsiada kilku Sowietów. Byliśmy zaniepokojeni tym, że może coś z naszego bagażu im spodoba się. Jednak próżne obawy. Usiedli w drugim końcu wagonu, wyjęli pół litra i popijali sobie nie zwracając uwagi na nasze bagaże. Może dlatego, że nie przechodzili w ten koniec wagonu.

Konferencja pielgrzymkowa – Początki diecezji siedleckiej

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

75. rocznica śmierci Janusza Korczaka

Skomentuj