banner

Wspomnienia Karola Hurko, odc. 51 (ost.)

Nad ranem 28 stycznia przyjechaliśmy na Dworzec Gdański do Warszawy. Muszę się przesiadać czyli przejeżdżać na Dworzec Wschodni do pociągu na Łuków. Wyładowałem swoje klamoty i rozglądam się za środkiem lokomocji.

Stoi przed dworcem kilka dorożek konnych, jeden ciężarowy samochód i kilka rikszy /rower z przyczepą na dwóch kołach/. Do samochodu już nie zdążę, bo kilkanaście osób bez bagaży podbiegło i już pełna ciężarówka. W taki sposób zajęto konne dorożki, to też nic mi nie pozostało jak ładować się na rikszę. Skinąłem na właściciela rikszy, żeby podjechał po bagaże. Mam tego: dwie duże walizki, worek wojskowy, plecak i chlebak. Wszystko zapakowane na twardo. Pytam go ile to będzie kosztować. Mówi, że pogodzimy się, nie zedrę z pana. Załadowaliśmy, usiadłem na bagaże i jedziemy. Boże, jak ta Warszawa wygląda? Wszystko w gruzach. Niektóre kamienice zbite do fundamentów, inne do pół patrzą oczodołami otworów okiennych. Ulice częściowo zasypane, oczyszczone środkiem na tyle, żeby komunikacja przejechała. Straszny widok, jakby po silnym trzęsieniu ziemi.

Przyjechaliśmy na Dworzec Wschodni, rzeczy wyładowaliśmy na poczekalnię. Jest nas trzech kolegów szkolnych. Dwóch jedzie na Białystok, ja na łuków. Za przewiezienie mnie rikszą dałem parę zelówek skórzanych i paczkę papierosów. Pieniędzy nie chciał.

Po dwóch godzinach czekania podstawiono pociąg na Łuków, załadowałem bagaże i w krótkim czasie pociąg ruszył. Mijamy stację Siedlce, jeszcze kilka małych przystanków i pociąg wjeżdża na stację Łuków. Tutaj mam przesiadkę, to tez szybko wyładowuję się. Spojrzałem na rozkład jazdy na zewnętrznej ścianie dworca, muszę jeszcze czekać trzy godziny na lubelski pociąg. Przeniosłem bagaże na poczekalnię bliżej bufetu, zamówiłem gorącej herbaty i posiliłem się trochę. Zbliżała się godzina odjazdu. Podstawiono pociąg na pierwszy tor. Wytaskałem swój bagaż, władowałem go do wagonu i wsiadłem do przedziału.

Jest już wieczór. Wagon oziębiony. Jest kilka osób ale nie nagrzeje się od ludzi. Myślę sobie już te siedem przystanków muszę wytrzymać, żeby nie wiem jakie było zimno. Pociąg wolno się wlecze. Czas się dłuży. Zrobiło się w wagonie cieplej. Pociąg zatrzymuje się w Milanowie. Już to będzie ostatni przelot. Dojeżdżamy do Parczewa. Pociąg zatrzymuje się, wyładowuję bagaż. Ileż ja razy ładowałem i wyładowywałem ten swój bagaż? Podbiega do mnie dorozkarz, proponuje przejazd do miasta. Dziękuję skorzystam. Pomaga mi załadować się do dorożki, wsiadamy i jedziemy. Do miasta jest kilka kilometrów. Rozmawiamy ze sobą. Pyta mnie, gdzie ma mnie zawieźć. Nie wiem mówię. Do domu mam jeszcze 20 kilometrów. Chyba muszę szukać noclegu w Parczewie, a jutro może znajdę jakąś okazję do domu. Proponuje mi uczciwy człowiek, żebym przenocował u niego. Nic mi nie wypada i chętnie godzę się u niego zanocować. Jedziemy do niego. Przenieśliśmy bagaż do jego mieszkania. Była już godzina 22. Poczęstowano mnie kolacją, jeszcze z godziną rozmawiamy i kładziemy się spać.

Obudziłem się rano. Jest dzisiaj 30 stycznia 1947 r. Po śniadaniu uregulowałem należność za przewiezienie i nocleg, po czym wyszedłem do miasta na rynek szukać znajomych ze swojej miejscowości. Bardzo się ucieszyłem, gdy spotkałem p. Koncerewicza z Paszenek. Pytam go czy nie zabrał by mnie do domu. Bardzo chętnie zgodził się. Podjechaliśmy do dorożkarza po moje bagaże, załadowaliśmy na sanie, podziękowałem jeszcze gospodyni za wszystko i odjechaliśmy na rynek. Mój woźnica miał jeszcze jakieś zakupy. Gdy już wszystko załatwił, wypiliśmy w herbaciarni herbatę, posililiśmy się i odjechaliśmy już o zmroku. Do Paszenek przyjechaliśmy na 19-tą.

Przyjazdem moim do Paszenek zamknąłem koło mojej wędrówki rozpoczętej 1 września 1939 r., a zakończonej 30 stycznia 1947 r. Wędrówka ta trwała siedem lat i 152 dni, albo 222 miesiące lub też 2669 dni.

Chwała Bogu Najwyższemu, Jezusowi Chrystusowi i Jego Matce Niepokalanej, że mnie strzegli w czasie mojej wędrówki od rożnych niebezpieczeństw i za szczęśliwy powrót do mojej kochanej Rodziny.

Niech będzie Imię Pańskie błogosławione!

Karol Hurko

Czytałeś?

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Rodzina Bogiem Silna, dzień 8

Skomentuj