banner

Wspomnienia pana Wacława Pawliny, cz. I

O pożarach w 1944 roku i zniszczonej bramie w Pałacu.

Brama powstała razem z Pałacem i zdobiła plac pałacowy od strony południowej. Przed wojną była ładnie utrzymana. Tak było do chwili oswobodzenia Radzynia Podlaskiego przez Rosjan w lipcu 1944 roku. Była niedziela. Wracając z kościoła słyszeliśmy strzały. W tym czasie w Radzyniu pozostało już tylko 12 niemieckich żołnierzy, których zadaniem było podpalanie miasta. Rozpoczęli od składu ropy naftowej przy budynku Syndykatu przy ulicy Sitkowskiego (gdzie współcześnie mieści się Urząd Skarbowy). Widzieliśmy ciemny dym – wyglądało to okropnie. Następnie Niemcy przeszli pod Pałac, gdzie podpalili główne skrzydło od strony zachodniej. Podpalono także willę, czyli domek góralski adwokata Kaczki, który stał za budynkiem żandarmerii. Tymczasem rosyjski czołg T-34 wjechał na dziedziniec Pałacu – właśnie przez bramę, którą staranował. Ponieważ w Pałacu nikogo nie było, czołg się wycofał – również po bramie. Czołg udał się w stronę stadionu i 12 Niemców ujęto. Na łąkach za stadionem nad wcześniej wykopanym okopem zostali rozstrzelani przez owych rosyjskich czołgistów. Następnie Rosjanie się oddalili, a Pałac płonął. Drewniana willa w stylu góralskim spaliła się momentalnie.

T-34 przejechał po bramie dwukrotnie – wjeżdżając i wyjeżdżając z dziedzińca. Czołg ważył 26,5 ton – co mogło zostać z tej bramy? Wszystko pogięte, połamane… Kupę lat tak to wszystko leżało na dziedzińcu, lekko tylko odciągnięte na bok. W końcu ktoś z warsztatów Szkoły Zawodowej zadecydował, żeby zabrać szczątki bramy z miejsca i zabezpieczyć przed złomiarzami. Brama została naprostowana na kowadłach. Po kawałku – aż została doprowadzona do stanu pierwotnego. Następnie pozostała na terenie szkoły, gdyż nie było nawet jak jej osadzić na zniszczonych słupach.

Dopiero w roku 1958-59 ktoś ze Starostwa zorientował się, że szkoła „ukradła” bramę. Przybył do nas w tej sprawie pan Maksymiuk, zwany również „Szabelką”. Wyskoczył on do nas z gębą, straszył. Ja w szkole pracowałem jako główny technolog i byłem odpowiedzialny za przyjmowanie wszystkich klientów. Odpowiedziałem mu: „Co pan krzyczy? Brama jest”. Zaprowadziłem go pod zadaszenie, gdzie stała. Na tym się skończyła ta interwencja.

Dopiero w roku 1970 Starostwo postanowiło obsadzić bramę. Szkoła oddała bramę, ale nie doczekała się ani podziękowań, ani zapłaty. I tak stała aż do niedawna. Od ostatniego odnowienia minęło prawie 60 lat, co było widać choćby po stanie herbików na bramie, które zdążyły pordzewieć. Parę lat temu interweniowałem w tej sprawie jeszcze u burmistrza Witolda Kowalczyka. Przekazałem odbitkę rysunku bramy burmistrzowi, który wyraził swoje zadowolenie. Nie mógł jednak rozpocząć prac ze względu na brak zgody konserwatora zabytków. W zeszłym roku wezwał mnie zaś burmistrz Jerzy Rębek i również prosił o przekazanie rysunku, który już przekazałem jego poprzednikowi. Teraz dopiero jakaś firma spod Warszawy wygrała przetarg na remont bramy i słupów. Tak więc brama znalazła się pod Warszawą – a co z tego wyjdzie, tego nikt nie wie.

Spisał Jakub Niewęgłowski

Dawno temu nad rzeką Białą III, odc. 11

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Dziś wyruszyła po raz 37., my wspominamy

Skomentuj