banner

Cichy bohater

W kolejnym odcinku wspomnień pana Wacława Pawliny podejmujemy temat odwagi w obliczu brutalnej codzienności niemieckiej okupacji.

Jedna historia bardzo mnie nurtuje. Na ulicy Stodolnej były kiedyś zabudowania gospodarcze. Jest to obecnie ul. Kościuszki, tam gdzie młyn, kapliczka. Kobieta szła już jakiś czas po godzinie policyjnej ulicą. Widocznie coś tam załatwiała. Nie pamiętam, czy można było wychodzić do godziny 21, czy 22. Później już chodziła ta niemiecka warta, czy też wacha, jak ją nazywano.

Usłyszeli, że coś tam się rusza między słomą, za kupą, jak to przy gospodarstwie. Żołnierz niewiele myśląc wziął karabin i strzelił. Zabił kobietę. Na drugi dzień magistrat czy ktoś, tak jak zawsze w takich wypadkach, przysłał lekarza, żeby stwierdził zgon. Dopiero potem można było zabrać ciało, by je pochować.

Tak więc lekarz przyszedł, odchylił kobietę, a ona miała zawinięte na piersiach małe dzieciątko. Zaczęło kwilić, pewnie już z głodu. Takie malutkie było. Lekarz po kryjomu to dziecko zawinął, wziął do domu i wychował. Ale robił to w tajemnicy, nawet przed sąsiadami. Ten lekarz wychował w ten sposób aż dwoje dzieci. Wcześniej znalazł podobnie chłopaczka, a w tym wypadku była to dziewczynka. I ci ludzie gdzieś teraz dalej żyją. Ale wszystko było w tajemnicy, bo zawsze mógł się znaleźć jakiś „dobry sąsiad”.

I co, nie bohater z tego lekarza? Tak, bohater. Potem po wojnie za jakiś czas umarł. A ilu jest takich cichych bohaterów, o których się nie mówi? To są ci, którzy okazali się ludźmi odważnymi i robili rzeczy, które nam teraz jest trudno sobie nawet wyobrazić.

Wielki Czwartek w Hiszpanii

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wielkanoc i wielki plan

Skomentuj