banner

Młyny, część 2

Kolejne wspomnienie pana Wacława Pawliny. Kontynuujemy wątek o młynach wodnych, dziś o tym w Sobolach…

Rzeka Bystrzyca ma bardzo duży spadek. Na jej długości były cztery młyny. Po Borowym ów pan z melioracji przyniósł następną dokumentację o Sobolach, parę kilometrów w górę rzeki. Tam był drewniany młyn, a właścicielem był pan Wiśniewski. Także zrobili most, przejazd, a my reduktorki, żeby podnosić przepływ wody. Bo to nie sztuka, żeby ta woda od razu płynęła pełnym strumieniem – była ona przyhamowana, a puszczana tylko jedną komorą, tam, gdzie była turbina. Kiedy chce się, żeby turbina mocniej chodziła, to się podnosi. Żeby mniej – to się obniża.

Pan Wiśniewski, starszy już człowiek, cieszył się z takiej pomocy. Jednak przekazał swój młyn synowi, a syn – wnuczkowi. Wnuczek zaś to był cholerny pijak, który w gie-esie kupował wino. A nie kupował jednego, tylko od razu całą skrzynkę. Zamiast pilnować jak się mieliła mąka, to oni pili to wino – on i jakiś pracownik czy ktoś. Kiedyś zobaczyli: „O, dziadek idzie!” I tę skrzynkę z winem – chlup przez okno! Do rzeki. Dziadek przyszedł, patrzy – siedzą, czekają. No, jest w porządku. Dziadek poszedł, to zamiast pilnować młyna, oni bosakami tę skrzynkę z rzeki wyciągali.

Te zastawy regulowało się taką ładną korbką. To wszystko gdzieś pogubili. Jak trzeba było podnieść te zastawy, brał łom i w te ładnie zanitowane drabinki… Łomem podważał. No, czym to się mogło skończyć – powyrywał to wszystko, pogiął… Także zbankrutowali w końcu jak dziadek już umarł. Trzeba było to remontować, no i w końcu się to zawaliło. Przez głupotę, przez pijaństwo. Doszedłem wtedy do wniosku, że nasze społeczeństwo nie jest przyzwyczajone do techniki i technologii. Mało to zna. „Hyy, ja to podniosę łomem!”. Co, mało łomem – i jeszcze czymś innym byś mógł! Korbka była ładnie zrobiona, ale ten nie zdawał sobie sprawy, ile myśmy pracy włożyli żeby to zrobić. I naszej w warsztacie, i tych z melioracji. Przecież melioracji dawało na to pieniądze państwo, które dbało, aby młyny były poodnawiane. Wszystko poznikało – prawdopodobnie nie ma tam śladu.

Jak widać – ślad jednak pozostał, chociaż młyna już nie ma…

Ciąg dalszy nastąpi…

Przeczytaj też inne teksty o działalności szkoły zawodowej:

O bramie w Pałacu | O bramach w parku | O domku na stawie

Najcenniejsze co mamy

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Sąsiedzi po grób

Skomentuj