banner

Młyny, część 3

Trzecia i ostatnia część wspomnień pana Wacława Pawliny o młynach wodnych. Dzisiaj czas na młyn w Borkach

Po zakończeniu prac w Sobolach zaproponowano nam zrobienie śluzy w Borkach. Niestety, myśmy jako szkoła zawodowa nie mogli tego zrobić. Zastawy pionowe – to do zrobienia. Ale w Borkach trzeba było zrobić zastawy otwierane po łuku. Tam było więcej wody i po łuku jest większa wytrzymałość. My jednak nie byliśmy w stanie powyginać metalowych prowadnic. Także tam wykonała śluzę – prawdopodobnie – fabryka samochodów w Lublinie.

Na łąkach zawsze były przepusty, w których zbierała się woda. Ten pan z Międzyrzeca miał zlecenie wykonania przepustów na dopływach rzeki, żeby woda nie spływała i nawadniała łąki. A kiedy byłoby za dużo wody- to żeby podnieść i żeby spływała. Taka jest zasada melioracji. Robiliśmy tego sporo. Jeden z tych przepustów był postawiony w Borkach. Jak się jedzie do mostu na lewo są łąki. To ja tam nadzorowałem i projektowałem, a tokarze wykonywali, spawacze spawali… Dobrze szło. Melioracja to nazywała „mnichem”. Zrobiłem taką śrubę grubą z płaskim gwintem, z nakrętką mosiężną z kołnierzem, która była umocowana znowuż takim pierścieniem. Tą nakrętką się kręciło.

Opuszczony młyn w Borkach. Jak podaje  syn wieloletniego zarządcy młyna, Stanisława Grochoły, właścicielem młyna do 1944 roku była pani Jaźwińska, która uciekła do Warszawy. Młyn przejęło państwo, a 1 stycznia 1949 roku powstał PGR.

Pewnego razu przyszedł milicjant i pyta się nas, jako do wykonawców. Że złapano chłopa, który z tej zapory wykręcił i ukradł tę śrubę. Ktoś tam zgłosił, szukali i znaleźli to u niego. No i pytam: „Po co chłopu taka śruba?” A on tłumaczył się, że chciał sobie zrobić olejarnię… Człowieka krew zalewała, że taki jest niski poziom w narodzie. Nie zdawali sobie sprawy, ile ktoś pracy w to wkłada. Coś okropnego.

Potem jeszcze zrobiliśmy zastawę w Borkach i na śluzie. Ale młyna nie uruchomili, bo gie-es zaczął plajtować. Zrobili tylko magazyn pasz i tak się to wszystko skończyło. Nastąpił potem taki czas, że zaczęto te młyny likwidować. Podchodzono do tego z rezerwą. Także w Radzyniu był młyn, a teraz stoi pusty. Zapytałem się niegdyś jednego działacza, dlaczego młyny nie chodzą? „A bo nam nie potrzeba, nam przemiał zboża robią Czesi”.

Później jeszcze ten pan z melioracji proponował mi, żeby jakoś w górę rzeki, w jakiejś miejscowości, że tam młyn… Ale ja już odszedłem ze szkoły i chyba nic tam już nie powstało. Na tym skończyła się budowa młynów. W Sobolach został po prostu zniszczony, a w Borowym stoi opuszczony… Młyn w Borkach podupadł i także nie działa. Były tam jeszcze stawy w, ale i one poszły na zmarnowanie… Tylko woda dalej ładnie szumi. Można pojechać i poczuć piękno natury.

Rozlewiska przy młynie w Borkach

Pierwsza część wspomnień o młynach tutaj

Tęsknota

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Na krańcu świata, cz. 24

Skomentuj