banner

O boisku na Bulwarach

W kolejnym odcinku wspomnień pan Wacław Pawlina powraca do rzeczywistości lat 50. Wtedy to powstawało osiedle Bulwary i plac zabaw…

Tutaj, w Radzyniu, nie było jeszcze tego osiedla Bulwary, jak my to nazywamy, tylko takie stare chałupy, pozarastane krzakami nawet. A plac przy ul. Lubelskiej był ogrodem księdza. Po maleńku zaczęła tutaj powstawać spółdzielnia mieszkaniowa. Prezesem był pan Goluch. Powstało tu stosunkowo dużo bloków i było sporo młodzieży. Pałętali się tak, nie mieli co robić.

Wtedy prezes spółdzielni wystąpił z apelem do księdza proboszcza, żeby ten swój ogród przekazał na plac zabaw dla młodzieży. Po pewnym czasie proboszcz się zgodził, także za zgodą biskupa, i przekazał teren. Przy plebanii zostało odgrodzone, a po tej stronie zrobiono plac zabaw. Prezes Goluch przyszedł do mnie, do szkoły, by omówić, co on chce tam zrobić. Warsztaty szkolne porobiły z rur przenośne bramki. Kiedy już zbudował boisko, bramka taka była ustawiana na czas meczu. Dla młodzieży huśtawki, dla jeszcze młodszych takie koniki, zjeżdżalnię, drabinki… Takich wiele rzeczy wykonaliśmy.

A dla starszej młodzieży było założone boisko. Tworzyły się grupy, które grały w piłkę. Rozniosła się wieść, że jest tutaj zainteresowanie tym sportem. Biskup z Siedlec przysłał do Radzynia młodego księdza, po seminarium zaraz, który również grał w piłką nożną. Chłopcy pytali go: Proszę księdza, zagra ksiądz z nami? On nie odmawiał. Ale starszym księżom się to nie podobało.

Ludzie przychodzili, oglądali, jak to nad rzeką. Było duże zainteresowanie. Bo np. przyszli z młodszym dzieckiem na huśtawki, dziecko tam, a opiekun oglądał. Ale potem nie było mnie tutaj jakiś czas, wróciłem i dowiedziałem się, że księdza przenieśli. Strata tego kapłana negatywnie odbiła się na osiedlowej młodzieży, która dzięki niemu miała jakiś autorytet, nie szlajała się…

Moje najciekawsze wspomnienia mundialowe

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Zastępstwo

Skomentuj