banner

O Kodniu

Kolejna część wspomnień Wacława Pawliny. W tym tygodniu o sanktuarium w Kodniu.

W Polsce były niegdyś rody szlacheckie, a między nimi słynny ród szlachecki Sapiehów. Ów ród miał majątki na Krymie, na Kresach Wschodnich, no i w Warszawie. Byli senatorami i wysoko postawionymi patriotami. Jeden z Sapiehów, żyjący w XVII wieku Mikołaj, nie mógł chodzić. Wozili go na wózku. Zwieźli go do Rzymu, gdzie poprosił papieża Urbana VIII o kaplicę do modlitwy. Trafił do kaplicy papieskiej z obrazem Matki Boskiej. Obraz ten był według tradycji namalowany w VI wieku przez mnicha benedyktyńskiego Augustyna, zwanego apostołem Anglii. Był on pierwszym arcybiskupem Canterbury. Obraz namalował na podstawie rzeźby, która miała być wykonana przez samego św. Łukasza Ewangelistę.

Sapieha modlił się przed owym obrazem Matki Boskiej kilka dni. Pewnego razu podczas modlitwy słyszy głos: „Wstań i chodź”. Ogląda się – nie ma nikogo. Za jakiś czas znowu słyszy głos: „Wstań i chodź”. Zmieszał się i poddenerwował, ale modlił się dalej. Dopiero za trzecim razem gdy usłyszał głos „wstań i chodź” wstał z tego wózka i zaczął chodzić. Podszedł do obrazu i modlił się.  Od tego momentu ozdrowiał. Pobył jeszcze trochę w Rzymie. Następnie zwrócił się do papieża, żeby ten podarował mu obraz. Papież odmówił, a Sapieha postanowił ten obraz ukraść.

Mikołaj Sapieha zwany Pobożnym, herbu Lis (ur. 1581, zm. 1644) – kolejno: wojewoda brzeskolitewski i miński

Umówił się z kościelnym i dał mu w złocie 500 dukatów. Poprosił kościelnego, żeby ten zgłaszał brak obrazu dopiero na drugi dzień. Chciał mieć po prostu jeden dzień przewagi w ucieczce. Uciekali i dotarli aż do Bugu. Tam zrobił się wieczór i nie mogli się przeprawić na drugą stronę do dóbr Sapiehy. Rozbili namioty i położyli się spać. Rano jeden z woźniców budzi go i mówi: „Pan! Kaniec! Dień!”. Czyli: „Koniec! Dzień!”. Zorientowali się, że ucieczki za nimi nie ma. Sapieha zastanowił się i postanowił: „Tutaj zostaniemy”. Był to rok 1631. A słowa „kaniec” i „dień” powolutku spolszczyły się i tak powstała nazwa „Kodeń”.

Sapieha wybudował kaplicę w stylu wschodnim. Umieścił obraz w ołtarzu na południowej stronie, gdzie słońce. Północna ściana była pełna, żeby nie było tam łatwego dostępu. Przy wejściu była zaś wieża w której strażnik stale wyglądał i pilnował drogocennego obrazu. W międzyczasie Sapieha postawił tam też rezydencję i mieszkał w niej. Co noc wstawał o drugiej, zakładał strój szlachecki, czapkę z piórkiem i z szablą sprawdzał, czy nikogo nie ma w kaplicy.

Kiedy Sapieha ukradł ten obraz, papież rzucił na niego klątwę. Był on dla Kościoła jak gdyby przeklęty. Ale rodzina czy przyjaciele wstawiali się za nim w Rzymie, żeby papież tę klątwę zdjął. Ten w końcu po pewnym czasie zgodził się i mówi: „Owszem, zdejmuję klątwę, ale jeżeli on przyjdzie na piechotę do Rzymu”. No i Sapieha tak zrobił. On na piechotę, a za nim wozy – bo przecież żywność itd. Zaszedł do papieża i pogodzili się.

Papież Urban VIII. Obraz Pietro da Cortona

Kościół został wzniesiony w latach 1629-1635, a a ostateczny barokowy kształt uzyskał w 1709 roku. Cudowny obraz umieszczono w głównej nawie, tak, że każdy może go z bliska oglądać. Obraz jest rzecz jasna zabezpieczony szkłem pancernym. Jest to bardzo ładny kościół.

Bazylika św. Anny w Kodniu. Godność bazyliki mniejszej kościół posiada od 1973. Znajduje się na trasie Szlaku Renesansu Lubelskiego. Autor: MarcinW

15 sierpnia cała Polska udaje się do Częstochowy na święto Matki Boskiej Wniebowziętej. A ludzie z terenów wschodnich jeżdżą do Kodnia. Ja także jeździłem jeszcze za czasów PRL-u. Było mnóstwo ludzi. Całym tym świętem opiekują się biskupi krakowscy. Jeden z rodu Sapiehów, Adam Stefan, był wszak kardynałem w Krakowie. To on właśnie namawiał Karola Wojtyłę, żeby ten wstąpił do seminarium (przyszły papież poszedł początkowo na studia teatralne). Tak więc przyjeżdżają z Krakowa i w święto Matki Boskiej głoszą kazania. Pamiętam, jak byłem tam za czasów kardynała Franciszka Macharskiego. Stałem blisko niego, kiedy głosił kazanie na ołtarzu polowym. Było to wielkie przeżycie. Także i współcześnie przybywa tam wielu ludzi, wszystko jest tam utrzymane w dobrym stylu.

Kodeń. Uroczystość powrotu cudownego obrazu Matki Boskiej Kodeńskiej do Bazyliki. Reprodukcja z: Tygodnik Ilustrowany 1927 nr 38

Przeczytaj inne odcinki: poprzedni | następny

Dawno temu nad rzeką Białą III, odc.14

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Na krańcu świata, cz. 20

Skomentuj