O Żydach, cz. 2 - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

O Żydach, cz. 2

W kolejnym odcinku wspomnień Wacława Pawliny powracamy do mrocznej rzeczywistości okupacji niemieckiej w Polsce. Dziś o kolaborantach, likwidatorach z partyzantki oraz prawdziwych zmorach czasów wojny – wszechobecnym strachu i głodzie, który dotykał nie tylko Żydów…

Jest to kontynuacja wątku sprzed tygodnia. Polecamy zapoznać się z tym wpisem przed kontynuacją lektury.

Przed samą wojną Żydzi zajmowali się handlem, rzemiosłem. Dorabiali się na naszej ziemi. Wielu z nich zawyżało ceny. Kiedy powstał PSS było takie hasło: „Kupuj w PSS-ie, nie kupuj u Żyda”. Nie wynikało ono jednak z jakiejś nienawiści, tylko z realiów ekonomicznych.

Potem w czasie okupacji byli tacy, co współpracowali z Niemcami. Ale czy oni byli Polakami? Był tak człowiek, co nazywał się Bołba. Czy to brzmi jak polskie nazwisko? On prześladował i Polaków, i Żydów, wszystkich. W końcu podpadł nawet Niemcom. Aresztowali go i wywieźli na Zamek do Lublina. Trochę tam siedział, po czym go wypuścili. W końcu zastrzeliła go partyzantka. Pochowali go na cmentarzu. Jak tylko Niemcy stąd odeszli, ludność wyrzuciła jego kości na drogę. Zostały zgruchotane przez przejeżdżające obok cmentarza furmanki. Na cmentarnym murze zaś białą farbą ktoś napisał: „Tu leży przeklętej pamięci Bołba, który zdradził Polaków i Ojczyznę”. Były to bardzo mroczne czasy.

W czasie wojny Polacy się bardziej bali niż Żydzi. Strzelano do nas bez przerwy. Gestapowcy w Radzyniu byli polskiego pochodzenia. Bo przecież Neumann przed wojną był Polakiem. Przyszli Niemcy i stał się Niemcem. Tak samo Dykow. Oni dobrze znali ludzi, obyczaje i język polski. Korzystali z tego i się nie patyczkowali. Bardzo ciężko nam było wytrzymać z Niemcami.

A nawet jeżeli zdarzył się taki incydent, że ktoś coś zrobił Żydom czy Niemcom przeskarżył, to byli partyzanci i robili sąd. Podejrzanego obserwowano i zbierano dowody. Kiedy były już niezbite dowody na to, że taki delikwent coś zrobił, to wykonywano na nim wyrok. Tutaj w mieście nie mogli oddać strzału. Tu budynek gestapo, tu w budynku na Gwardii Niemcy zamieszkiwali, tutaj była żandarmeria… Wszędzie chodzili Niemcy. W szkole podstawowej też wojsko niemieckie. No weź tutaj oddaj strzał! Musieli daną osobę pilnować i śledzić ją, aż wyszła za miasto. Wtedy kulka w łeb. Tak likwidowano donosicieli.

A ilu Polaków poszło na Pawiak, na Majdanek, do Oświęcimia, na roboty? Dykow jak po kogoś przychodził, to wszystko wiedział.. Jak przyszedł po Tadeusza Sieromskiego to wiedział nawet, w które z trójki drzwi wejść.

Dzieci za drutami obozu. Kadr z filmu sowieckiego dokumentującego wyzwolenie Auschwitz

W getcie był taki jakby wójt po naszemu, z taką wysoką lachą. Chodził po ulicach i niby porządku pilnował. Strażacy mieli dyżur i pilnowali tej drewnianej zabudowy. No i oczywiście zawsze gestapowcy się tam kręcili. Tam nic nie można było zrobić. Jak złapali młodego Żyda, że przełazi pod drutami, to albo go zbili albo tylko zabrali mu żywność. Bo oni tak po dwa kartofle w kieszeniach nosili, żeby wnieść to do getta.

Miejsce pamięci Żydów przy dawnych warsztatach ZSP

A przecież to wszystko znajomi. Przylatywali do nas do domu po te kartofle. Tak dożywiali siebie i swoich rodziców. Chleba brakowało wszystkim, nam też. Nie było go pod dostatkiem. Tak samo zresztą było i po wojnie – że stało się za bochenkiem chleba dwie godziny w kolejce. Było nam bardzo, bardzo ciężko. Teraz nieraz słyszymy apele, że gdzieś tam trzeba komuś pomóc. Nam tutaj nikt nie pomagał!

Jak się szło do szkoły to brało się ćwiarteczkę chleba za 2 złote. Zanim doszedłeś do szkoły na Kozirynek, to już cały chleb zjadłeś i takie to było twoje śniadanie. Tak się wówczas żywiłem. Przecież wszystko było spalone – nic nie zostało. Całe gospodarstwo spłonęło, tylko chałupę uratowali. Ale wszystko było w ruinie. Bo jak nawet gdzieś coś udało się wynieść, ale upadło, to już ktoś ukradł. Także wiele rzeczy nie można było znaleźć. Nie można było dojść z tym wszystkim do ładu.

Skończyli się Niemcy, przyszli Rosjanie i tak samo postępowali. Jak ktoś im nie pasował, to go wywozili na Sybir albo na Zamek w Lublinie. Przecież tam było wielkie więzienie.

Tym, co żyli prawem wilka

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Człowiek tak ma, że trzyma ze swoimi

Liczba komentarzy 1

  1. szaniec
    02/03/2018

    „Opiszę tu jedną z dobrze rozwijających się spółdzielni w Radzyniu na Podlasiu. Miałam tam odczyt w sali okręgowej spółdzielni spożywców i banku spółdzielczego. Widzę: ładny dom, śliczne sale, wzorowy porządek. Ciekawość mnie wzięła, więc pytam dzielnego kierownika, który pomagał w urządzeniu odczytu, o wiadomości o spółdzielni. W Radzyniu do roku 1906 były tylko sklepy żydowskie, obdzierające lud okoliczny, bo nie miały spółzawodnictwa. Wtedy kilka osób dobrej woli, z doktorem miejscowym na czele, zawiązało spółkę spożywców. Członków założycieli zgłosiło się 76-u, do dzisiaj dnia żyje 37-u. Spółdzielnia zarejestrowana w sądzie okręgowym w Białej Podlaskiej, jest członkiem związku spółdzielni spożywców w Warszawie.Rozwinęła się tak świetnie, że do roku 1929-go miała 7 działów sprzedaży: hurtownię tytoniową i soli, skup jaj, dział spożywczy hurtowy, i drobnej sprzedaży, sprzedaż nafty, dział bławatny, piśmienno-tytoniowy. Poza tem posiada własną piekarnię. Otworzyła dwa sklepy w okolicy, zatrudnia ogółem 16-u pracowników. W przeciągu ostatnich pięciu lat, kiedy kapitał zakładowy z udziałów wynosił 23 tysiące 660 złotych, zwrócono członkom procentami od udziałów i wybranych towarów 24 tysiące 498 złotych. Widzimy jaki to dobry interes. Gospodynie wiejskie mają stały zbyt na jaja w spółdzielni, są niezależne od handlarzy i przekupników, wyzyskujących wieś straszliwie, dostają przy zakupach zawsze uczciwy, świeży towar. Spółdzielnia ta podcięła drobny handel żydowski. Jest to jedyny sposób zwalczania handlu żydowskiego: kupować tylko u swoich, zakładać sklepy spółdzielcze po większych wsiach i miasteczkach. Wymyślanie, dokuczanie żydom na nic się zda, zaostrza tylko stosunki, bo nienawiść nic nie zbuduje, tylko mądre, umiejętne postępowanie nasze może wyrwać handel z rąk żydowskich. Zamiast kłócić się i zwalczać weżmy się do czynu. Przy spółdzielni istnieje jeszcze bank spółdzielczy, przychodzący z wielką pomocą drobnemu rolnictwu, udzielając taniego kredytu. W pięknej sali stale odbywają się posiedzenia kilku miejscowych katolickich stowarzyszeń, które również prowadzi dzielny kierownik spółdzielni p. Jankiewicz. Opuszczam Radzyń Podlaski podniesiona na duchu. W Radzyniu mieszkają dobrzy i mądrzy gospodarze. Oby spółdzielni takich zakładano u nas jak najwięcej.”
    A. Byszewska
    [ Gazeta świąteczna, okres międzywojenny, po 1929 roku, pisownia oryginalna]

Skomentuj