Ojciec i syn

W dzisiejszym odcinku wspomnień Wacław Pawlina opowiada wzruszającą historię z czasów tuż po kampanii wrześniowej. Mówi o poświęceniu ojca dla syna i o tym, jakie trudności czekały na sąsiada, który chciał wyruszyć w dalszą podróż.

Ostatnio mówiliśmy o „dobrym sąsiedzie”. Inny znowu sąsiad miał syna. Nie pamiętam dokładnie dat. Grunt, że syn był w wojsku w czasie kampanii wrześniowej. Ojciec dostał list, że ten leży w szpitalu wojskowym w Lublinie.

Co się okazało. Niemcy zajęli szpital, a dowódca polski stwierdził, że trzeba go odbić. Nasi chłopcy atakowali więc. Ale Niemcy byli na pierwszym piętrze i kiedy nasi szli po schodach, rzucili z góry granatem. Poszarpało nogi naszym. Tak ów syn został ranny.

Jakoś tam drogą pantoflową dali znać ojcu do Radzynia. No i problem – bo przecież nie było komunikacji. Wyszykował chłopski wóz i konia. Lublin leży na terenach falistych i sąsiad wiedział, że trzeba zabezpieczyć zwierzę. Tak, żeby mógł utrzymać toczący się z góry wóz. Zrobił więc dyszel i pas nałożył koniowi na szyję. Wyszykował to, wziął trochę obroku, wsiadł i pojechał. Długa to była droga. W każdym razie odnalazł syna, porozmawiali. Potem opowiadał: Chciałem go zabrać do domu, ale tam lekarze, pielęgniarki nie pozwoliły. Po drodze nocowali go ludzie i dali mu jeść. Syn został.

Sąsiad wracając do domu widział, że wóz bardzo mu leciał. Nawet koń nie mógł utrzymać. Gospodarz próbował iść z boku i przytrzymywać, ale nie dawał rady. Teraz drogi są trochę wyprofilowane, wtedy było bardziej stromo. Pomyślał i zrobił z deski na sznurku taki hamulec. Pod tylne koło podkładał deskę, koło stało na desce i się sunęło. Takie było hamowanie, a on za konicę się trzymał. Taka to była jazda.

Wrócił i opowiadał. Ja byłem jeszcze mały chłopaczek. Znałem tego żołnierza. Za jakieś dwa tygodnie przyszła wieść, że syn nie żyje. Znowu była jazda do Lublina. Sąsiad się spieszył. Nie było oficjalnej poczty, tylko ktoś prywatnie dał znać, w tajemnicy. Chciał zdążyć na pogrzeb i chyba mu się udało. Syna pochowano w Lublinie na cmentarzu przy ul. Lipowej. Była to zbiorowa kwatera żołnierzy. Kilka rodzin zjechało. Rzeczy osobiste zmarłego mu oddali. Pamiętam, że pokazywał mi pas, który trzymał jako pamiątkę po synu.

Balowanie

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Zazdrość – najlepsza przyprawa

Skomentuj