Pakupuj! Litr spirytu! - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

Pakupuj! Litr spirytu!

Kolejny odcinek wspomnień Wacława Pawliny przed nami. Dzisiaj o rzeczywistości tuż po wojnie, kiedy to radzieccy żołnierze kradli na potęgę i sprzedawali drogocenne skarby za litr spirytusu…

Okres powojenny wyglądał w ten sposób, że kiedy rosyjskie pojazdy wojskowe wracały z terenów zachodnich, to każdy musiał coś wwieźć do Rosji. W ten sposób Rosjanie poprzewozili do siebie fabryki, wyposażenie różnych pałacyków i różne inne rzeczy.

To wszystko było pozakrywane. Nieraz nie było widać, co jest na takim samochodzie, a część była poustawiana luzem. Pewnego razu widziałem, jak przez nasze miasteczko przejeżdża samochód i stoi na nim fortepian, przy którym siedzi taki grajek i gra. Z takim humorem wracali do Rosji. Później widziałem z kolei, jak na samochód były załadowane odcinki szyn. Szyny podkręcone do podkładów. Był to takie zapasowe kawałki na wypadek jakiegoś wybuchu miny na torach czy ,czegoś podobnego – tak, żeby nie wymieniać całej długości szyn, tylko owe wstawki ok. 4-metrowe.

Było to odpowiednio przygotowane. Nie umiem powiedzieć w tej chwili, ilu to było metrowe dokładnie. W każdym razie było to poukładane na samochodzie. Czyli nawet te szyny jechały do Rosji. Następnie samochód był załadowany takimi pudełkami kartonowymi. Podjechał do takiego prywatnego rzemieślnika od drobnych napraw.

-Pan, pokupuj! To, co mam na samochodzie. Litr spirytu.

– A co ty masz?

– Nie znaju!

Ten, co miał niby kupować, poszedł i zobaczył, co tam jest. Nożem otworzył pudełko kartonowe a tam w małych pudełeczkach były poukładane żarówki. Jakie mocy, tego nikt nie wie. No i cały samochód był tych żarówek. Kupił to za litr spirytusu.

Musiał to sprzątnąć. Bał się, bo jeden sprzedał, a drugi przyjeżdżał i zabierał. Ale ten, co sprzedał, to nie mógł bezpośrednio jechać do Rosji, tylko musiał znowu coś załadować, bo inaczej by go nie wpuścili. Podejrzewano, że w ten sposób załadowali i wywieźli też bramę z cmentarza. Ale nie potrafię stwierdzić, czy to prawda. Ja byłem wtedy jeszcze smarkacz. Starsi ludzie tylko mówili: O, brama to pewnie pojechała razem z Rosjanami gdzieś tam dalej.

Wiele rzeczy zabrali. Nawet książki były poładowane i jechało to wszystko do Rosji.

Trwało tak to jakiś czas aż się skończyło. Przejechali. Następnie zaczęły maszerować krowy. Gonili je do Rosji. Ile sztuk mogło być w takim stadzie to trudno powiedzieć. Ale co raz gonili te stada.

Jedno stado pamiętam pasło się tam, gdzie teraz Lidl stoi. To były łąki prywatne. Wgonili tam te krowy i dwa dni odpoczywały. Gryzły trawy. A ci Rosjanie chodzili i dogadywali się tak, że wymieniali krowy. Ktoś miał starą krowę, mało mleczną. Dawał takiemu ileś tej wódki i wymienił na inną, wybrał sobie. Bo ten żołnierz ileś tam krów na sztuki musiał mieć. 100 czy 200 w stadzie. Ale jakości krów nie kontrolowali. W ten sposób niektórzy ludzie sobie powymieniali krowy.

Rosjanie lubili sobie wypić. Potem niektórzy tutaj zostali, przy obsłudze lotniska czy czegoś, to jeździli do lasu. Ścinał taki brzozę na długość samochodu i podjeżdżał gdzieś do chałupy.

Pakupuj! Litr spirytusu!

Centrum Radzynia trwa

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

MUZYCZNE RADZYNIANA 2. VOYTEK czyli WOJTEK

Skomentuj