Jak Polacy Niemcom płacili - RadzyńINFORadzyńINFO
banner

Jak Polacy Niemcom płacili

Kolejna część wspomnień pana Wacława Pawliny. Dzisiaj o reparacjach wojennych i o życiu w okupowanej przez Niemców Polsce.

W naszym kraju trwa teraz debata na temat tego, czy Niemcy powinni nam zapłacić za spalone miasta i wsie, i za wymordowanie 6 milionów ludzi. Prawda jest taka, że to myśmy jako naród polski zapłacili Niemcom i dalej płacimy.

Kiedy Niemcy po wybuchu II wojny światowej już się rozpanoszyli w całej Polsce i w naszym mieście, nałożyli rolnikom kontyngent: każdy rolnik musiał oddać ileś tam zboża od hektara, a młyny pracowały ciągle. Zboże i mąkę pociągami wywożono do Niemiec. Świnie były spisane i gdy urosły to przychodzili i zabierali. Na ulicy robiono zasadzki, czyli łapanki i złapanych ludzi wysyłano na roboty do Niemiec. Oprócz tego pracował Arbeitsamt (niem. Urząd pracy): który chłopak czy dziewczyna mieli ukończone 18 lat, a nigdzie nie pracowali, to zabierali ich do pracy. Tym wszystkim my, Polacy, płaciliśmy.

Niemiecki plakat propagandowy z czasów okupacji

Szczególnie bolesne było to wtedy, gdy z Niemcami współpracowali niektórzy Polacy. Kiedy skończyły się świnie, bo nie było jak ich hodować bez oddanego zboża, to przychodzili i zabierali krowy. Pamiętam, jak jeden pan z Radzynia przyszedł do nas z żandarmem niemieckim, otworzył bramę i krzyczał do ojca: „Antek, dawaj krowę!” Ojciec pytał: „Jaką krowę? Muszę dać dzieciom mleko”. „Trzeba armię niemiecką nakarmić!” – odparł tamten. Ojciec tylko spojrzał na niego. W międzyczasie mama wyszła i słuchała, co się dzieje. I w tym momencie świnia wyszła na podwórko z obórki. I mama do Niemca: „Pan! Muu nie” – znaczy krowę nie, tylko tę świnię. Żandarm zrozumiał i powiedział: „Gut”. W ten sposób mama uratowała krowę, a oddaliśmy świnię.

Jak się Niemcom coś nie podobało czy były skargi, to przyjeżdżali i strzelali do ludzi na miejscu. Na przykład w Płudach taki los spotkał siedmioosobową rodzinę. Baba przeskarżyła, bo zauważyła, że ktoś do tego domu przyjechał. Myśleli, że to partyzant, ale to był tylko brat siostry, która tam mieszkała. Jednak tamta dała znać i Niemcy przyjechali raniutko, otoczyli dom i wystrzelali rodzinę. Winien, czy nie winien, nawet malutkie dziecko w becie zastrzelili. Baba zaś dostała nagrodę – 10 kilo cukru.

Budynek dawnego gestapo w Radzyniu Podlaskim
Tablica upamiętniająca ofiary Gestapo, UB i NKWD
Tablica upamiętniająca oddział AK „Jerzyki” (niedaleko parku)
Tablica upamiętniająca zniszczenie synagogi i pamięć ok. 4000 Żydów z Radzynia i okolic zabitych w latach 1939-45 przez Niemców (niedaleko parku)
Miejsce pamięci na osiedlu Bulwary

A czy dzisiaj jest inaczej? Tak samo. Idą i skarżą, Polak Polaka – do Brukseli. Timmermans teraz stale krzyczy, żeby Polskę ukarać. „Złota pani” Merkel też ciągle ma do nas pretensje. Tymczasem nasi poeci już dawno temu nas przestrzegali:

Jak świat światem, nigdy nie był Niemiec Polakowi bratem. W dłoniach lepiej uściskać rozpalone żelazo, jak niemiecką prawicę.

Spisał Jakub Niewęgłowski

***

Pan Pawlina cytując z pamięci połączył ze sobą dwa wiersze. Oto cytaty:

Karol Brzozowski, Nie wierz w Niemca, 1916

Oj! prawda święta: póki świat światem,
Niemiec Polaka nie będzie bratem!

Adam Mickiewicz, Grażyna, 1823

Raczej żelazo rozpalone w dłoni / Niźli krzyżacką prawicę uściskać!

Poprzedni odcinek cyklu tutaj

435. rocznica wprowadzenia kalendarza gregoriańskiego

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Stabilizator, czyli refleksja przed rozpoczęciem roku akademickiego

Skomentuj