banner

Szpion z kukurużnika

W dzisiejszym odcinku wspomnień Wacław Pawlina kontynuuje historię swojego sąsiada, którego poznaliśmy w poprzednim tygodniu. Okazuje się, że wojna była okazją do zawierania nieoczekiwanych znajomości…

Ów sąsiad po spaleniu przystosował oborę do mieszkania. Że obora była długa, to przegrodził ją i z rodziną mieszkał w jednej części. Druga część stała pusta. Ale to nie była taka zwykła obora, tylko była wykończona. Sąsiad zrobił okno itd., żeby było drugie pomieszczenie. Ale każdy oszczędzał, bo palił tylko w kuchni, żeby było tanio. Dlatego mieszkali w jednej części.

Z tym, że co i raz ktoś przychodził, prosząc o nocleg. Więc on zrobił w drugiej połowie tak, że pod ścianą wyłożył słomą. Jak ktoś chciał, to proszę bardzo – takie mamy warunki, że można położyć się na słomie, przespać się. Ludzie korzystali z tego, żeby nie spać na dworze. Był tam kawałek przykrycia, ale starczało na dwie osoby. A nieraz było kilku chętnych, to spali w ubraniach czy płaszczem się przykrywali. Taki był nocleg.

Pewnego razu przyszedł taki człowiek i mówi: Wie pan co, chciałbym przenocować. A niech pan siada. Jak panu to odpowiada, niech pan wypoczywa. Tamten przenocował, porozmawiali chwilę i poszedł. Później za jakiś czas wracał i jeszcze raz przenocował u sąsiada. Potem kontakt się urwał. Gdy już weszli Rosjanie i zaczęło się życie takie bardziej normalne, przychodzi do niego oficer w stopniu kapitana. Oficer rosyjski. Mówi: Dzień dobry panu. Poznaje mnie pan? Nie. Panie, pan mnie dwa razy tu przenocował. Przyszedłem panu podziękować. To ja byłem.

Dopiero zaczął mu opowiadać, jak on tu trafił. Nazywał się kapitan Pawłowski. Rosjanie, jak zawsze, mieli swoje wtyczki, wywiadowców. Pomimo tego, że tu była jeszcze okupacja niemiecka, to ten człowiek był zrzucony z z samolotu pod lasem. Samolot ten nazywano kukurużnikiem (widoczny na zdjęciu dwupłatowiec produkcji radzieckiej Polikarpow Po-2). A to dlatego, że potrafił nawet w kukurydzy startować i lądować. Szpion (z ros. szpieg) kładł się na skrzydle, obniżali się, że prawie kołami po ziemi szli, on się zsuwał i spadał. W ten sposób został tutaj zrzucony.

Na pewno miał tutaj radiostację, ale on się tym nie chwalił. Tylko mówił: Chodziłem, obserwowałem. Dzięki takim jak on Rosjanie, gdy tutaj wkraczali, to wiedzieli, którą szosą jechać do Radzynia. Nawet, gdy wjeżdżali na Pałac czołgiem, to nie jeździli wkoło, tylko jechał od Lubelskiej i wiedzieli, że jest grobla, że tędy wjadą. Byli naprowadzani, wszystko wiedzieli. W ten sposób sąsiad się dowiedział, kogo na słomie nocował.

Bezdroża ideologiczne „PONOWOCZESNEJ”

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

MUZYCZNE RADZYNIANA 1. Rockowy Nahorny.