banner

Wigilia za okupacji hitlerowskiej

Wspomnienie Wacława Pawliny na Święta Bożego Narodzenia. Słodko-gorzkie, jak nasza polska historia.

Przypominam sobie, jak spędzaliśmy pierwsze Święta w czasie wojny. Zostaliśmy spaleni – to znaczy nasze zbiory i stodoła spłonęły w nalotach. Nic nie było. Tylko dom został.

Ale Boże Narodzenie to jedno z najpiękniejszych świąt w naszej religii. Narodzenie Pana Jezusa. Każda rodzina chciała, żeby jakoś to wyglądało. Ale to było jak lepienie z niczego.

Trochę kapusty, trochę oleju. Mama pokombinowała i zrobiła te Święta, tę Wigilię. Bardzo się napracowała.

Tak to jakoś przechodziło. Ryb też przecież nie wolno było mieć. Chyba, że ktoś sobie złapał gdzieś w stawie. Ale w handlu nie było. Niemcy nie dopuścili.

Pewnego razu magazynier dogadał się z ojcem w sprawie opału. Bo tego też nie było – opału, drzewa. Węgla to już absolutnie nie było – tylko trochę dla Niemców. Pojechaliśmy na stację kolejową. Ten magazynier miał nam dać worek węgla. Chcieliśmy po prostu, aby w okresie świątecznym było nam troszeczkę cieplej.

Okazało się jednak, że nie mógł tego załatwić. Konwojenci niemieccy rozebrali mu wszystko. Kiedy tak staliśmy z ojcem i czekaliśmy na wolną chwilę, żeby z nim porozmawiać, przejeżdżały akurat pociągi.

Jechał pociąg osobowy od Lublina do Łukowa, cały wyładowany żołnierzami niemieckimi. Wszyscy byli postrzeleni – inwalidzi, obandażowane głowy, ręce podtrzymywane, obandażowane. Wyglądali tak oknami, a myśmy się na nich patrzyli. I mówiliśmy sobie: – Jacy Niemcy butni byli, jak szli na Wschód. A teraz – jacy wracają?

Ale to wracali żołnierze. Najbardziej butni byli oficerowie i gestapowcy.

No i tak przechodziły te Święta. W końcu przeszła i wojna. Jakoś przeżyliśmy. Po wojnie było już trochę lepiej. Więcej towarów – kartofli, lnu. Olej się wyrabiało swój, już i świnię się upasło.

Pamiętam jeszcze, że za czasów okupacji ludzie spotykali się po domach i śpiewali kolędy. Dziewczyny śpiewały po polsku niemiecką kolędę Cicha Noc. A wtedy, słysząc ten śpiew, nawet Niemcy na patrolu zatrzymywali się – i słuchali.

Św. Szczepanie, czy ci nie żal?

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Na krańcu świata, cz. 28

Skomentuj