banner

Prywatna czy państwowa służba zdrowia?

W poprzednich częściach tego cyklu artykułów przedstawiałem dowody na to, że to państwo jest przyczyną ubóstwa i rozwarstwienia społecznego. Dzisiaj zajmę się mitem, według którego tylko państwo jest nam w stanie zapewnić finansowanie leczenia.

Otóż wśród socjalistów panuje przekonanie, że gdyby nie państwowa służba zdrowia to biedni ludzi umieraliby na ulicach, pozbawieni pomocy chciwych lekarzy. Celowo w poprzednim zdaniu uwydatniłem tragedię płynącą z tego mitu. Chciałem przez to zwrócić uwagę na kilka aspektów lewicowej propagandy. Otóż wygląda na to, że według socjalistów wszyscy ludzie są źli, my sami jesteśmy źli, nie potrafimy o siebie zadbać, tylko państwo i jego urzędnicy dbają o nasze dobro. Warto więc zacząć od przykładów historycznych. Niecałe 100 lat temu nie było państwowej służby zdrowia i ubezpieczeń społecznych. Istniała za to rodzina, kościół, prywatne fundacje i społeczne hospicja, a wielu lekarzy pomagało potrzebującym za przysłowiowe „Bóg zapłać”. Czy jednak możemy sobie pozwolić, by ktokolwiek umarł, bo nie byłoby go stać na leczenie, nie potrafił poprosić o pomoc rodziny, kościoła, uczynnego lekarza, nie miał odwagi by udać się do hospicjum? A czy taki przypadek w obecnych czasach musi mieć miejsce?

Za przykład podać chciałem współczesne systemy opieki zdrowotnej w Hong-Kongu i Singapurze – dwóch państwach uważanych za najbardziej wolnorynkowe. Żeby nie posługiwać się subiektywnymi ocenami, naukowcy poszukują często obiektywnych kryteriów oceny pewnych zjawisk. W przypadku służby zdrowia takim obiektywnym kryterium okazała się średnia długość życia mieszkańców i przeżywalność niemowląt. Kryteria te okazały się w przypadku służby zdrowa bardzo miarodajne, bo pokrywały się z subiektywnymi ocenami jakości funkcjonowania krajowych służb. Są przy tym bardzo ścisłe bo wynikając ze statystycznych danych.

Okazuje się, że w przypadku tych kryteriów Hong- Kong i Singapur znajdują się w światowej czołówce. Ale co ciekawsze, państwa te znalazły się na dwóch pierwszych miejscach w kryterium efektywności służby zdrowia. To znaczy, że przy tak wysokiej jakości, Hong-Kong i Singapur wydają na służbę zdrowia najmniej publicznych pieniędzy. Można? Można. Chciałem się skupić na sposobie finansowania służby zdrowia w Singapurze, który zasługuje na szczególną uwagę (zainteresowanych odsyłam do Internetu). Zbierając dane do tej części, natrafiłem jednak na bardzo ciekawy artykuł o sytuacji na polskim podwórku i na tym się skupię, bo chyba lepiej przemówi do państwa wyobraźni (wszystkie dane z 2014 r).

Radioterapia raka tarczycy, czas oczekiwania w Polsce 4 miesiące. W wielu sytuacjach wiąże się to z wyrokiem śmierci. Prywatnie zabieg ten można zrobić od ręki za 4 600 zł. Staw barkowy (proteza), czas oczekiwania 1 rok. Prywatnie od ręki za 12 600 zł. Złamanie kości udowej w podeszłym wieku, endoprotezoplastyka przez NFZ za 4 lata. Prywatnie poczekamy 3 tygodnie; cena 10 – 20 tys. zł. Drogo, prawda? Za 350 zł miesięcznie (polisa indywidualna) to i wiele więcej możecie mieć „za darmo”, kupując w Polsce prywatne ubezpieczenie. UWAGA!!! Przeciętna składka na NFZ to ok. 300 zł miesięcznie!

Prywatna polisa obejmuje ponadto dostęp do 67 specjalistów z maksymalnym czasem oczekiwania na wizytę 48 godzin (w przypadku państwowego NFZ na dostęp do ortodonty czekamy 11 miesięcy, a do endokrynologa 6 miesięcy), 30 zabiegów fizykoterapii w roku (bez kolejki), pakiet badań dla kobiet w ciąży i dzieci. W przypadku poważnych schorzeń (nowotwór, choroba wieńcowa) i tych lżejszych (przepuklina, żylaki) prywatny ubezpieczyciel gwarantuje „darmową” opiekę w prywatnym szpitalu o podwyższonym standardzie. Za dodatkowe 35 złotych miesięcznie polisa pokryje koszty najdroższych terapii nowotworowych, nawet takich, których nie refunduje NFZ. A wmawia nam się, że jak zachorujemy na raka to już tylko NFZ. Gdyby prywatne polisy się upowszechniły, stałyby się jeszcze tańsze. Przykładem są polisy grupowe oferowane w dużych firmach. Za trochę tylko uboższy zakres usług zapłacić trzeba „aż” 150 zł miesięcznie. Także szpitale pozbawione biurokratycznych regulacji funkcjonowały by taniej.

To kolejny przykład, że prywatna inicjatywa działa sprawniej i jest przy tym często tańsza od państwowego molocha (NFZ). Prywatna służba zdrowia w Polsce to już fakt. Większość gabinetów lekarzy rodzinnych to placówki prywatne. Duża część prywatnych klinik i gabinetów specjalistycznych ma podpisane kontrakty z NFZ i leczy „za darmo”. Pracują przy tym lepiej i efektywniej niż państwowe szpitale. Jeśli w tych prywatnych klinikach są jakieś kolejki, to wynikają one z limitów jakie wprowadza NFZ a nie z ich niewydajności. Problemem jest monopol państwowego ubezpieczyciela i przymus ubezpieczeń. I ten monopol należy zlikwidować. I nie dajcie sobie wmówić, że nie będzie was stać na leczenie. To teraz oprócz szpitali i pracujących w nich lekarz,y utrzymujecie pałace NFZ-u i pracujących tam bezdusznych urzędników. Żeby dbać o nasze finansowe bezpieczeństwo w przypadku choroby, wystarczy mądre prawo. Urzędnik nie tylko nic nie zmienia, ale jak widać tylko komplikuje.
W kolejnej części opiszę inny aspekt „darmowej służby zdrowia” – refundację leków.

Arek Strojek

Absolwent KUL, matematyk, inicjator spotkań Klubu Republikańskiego w Radzyniu, wykładowca i regionalny koordynator projektu Lekcji Ekonomii dla Młodzieży, działacz Zrzeszenia WiN Inspektorat Radzyń.

Wakacyjnie o podatkach

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Refundacja leków czy zmowa cenowa?

Skomentuj