banner

Zastępca

Podczas wspomnianej dyskoteki andrzejkowej, do dyżurującego Belfra podeszła pewna pierwszoklasistka. – Proszę pana, zatańczy pan ze mną? – Nie.

– Ale dlaczego?

– Z kilku powodów, których nie mam zamiaru ci przedstawiać, bo wiem, że i tak by ciebie nie przekonały.

– No ale proszę pana, no!…

– No ale nie.

– To ja nie ustąpię…

– A proszę bardzo; twoja wola…

– …I będę za panem chodzić, aż pan się zgodzi.

– Naprawdę? To bardzo miło z twojej strony. Chociaż, swoją drogą, trochę się nachodzisz.

Kiedy tak spacerowali razem, natrafili na doświadczoną polonistkę, która zainteresowała się, osobliwym towarzystwem historyka. Gdy ów już wyjaśnił całą sytuację, jego opiekunka stażu zareagowała – delikatnie mówiąc – niepożądanie.

– No to już może zatańcz z dziewczyną, jak jest taka zdeterminowana.

– A w życiu!

– Ale co ci szkodzi?

– Między innymi to, że nie jedna Karolina jest na dyskotece. Więc gdyby jej się udało, to na pewno pojawi się co najmniej kilka, jeśli nie kilkanaście innych, chętnych.

– No może i racja… Ale co ty teraz zrobisz?

– Chyba już mam pomysł…

Akurat w tym momencie podeszli do jednego z jego najlepszych uczniów; w dodatku bardzo uczynnego chłopaka.

– Damianie – zwrócił się do niego Belfer – czy zechciałbyś zostać moim pełnomocnikiem?

– Yy… mogę.

– To bardzo dobrze! Zatem, proszę cię bardzo, żebyś w moim imieniu zatańczył z obecną tu Karoliną.

Po krótkim namyśle i pod niemą presją dwojga nauczycieli, a może i za sprawą urody młodszej koleżanki, uczeń zgodził się. Co dziwniejsze, zgodziła się i delikwentka, zaskoczona takim obrotem sprawy.

* * *

Kiedy nazajutrz Belfer opowiadał o tym zdarzeniu innej nauczycielce, ta rzuciła mu nowe światło na całą tą sytuację.

– Ty, w tamtym roku uwziął się na mnie Łukasz z drugiej „b” i też mu odmówiłam. A później jego koledzy powiedzieli mi, że przeze mnie przegrał 50 groszy, bo się z nimi założył, że z nim zatańczę.

– No proszę… Może i Karolina się zakładała. Swoją drogą, to nisko cię Gośka wycenili.

 

Dur i dyżur

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Wspomnienia Karola Hurko, cz. 34