banner

Znaczy kapitan

Kiedy na łamach „Wspólnoty” kończący przygodę z piłką Rafał Borysiuk, zdający sobie sprawę, że nie wybiegnie już na boisko jako piłkarz,  wyznał o 10-minutowym płaczu w aucie, od razu przypomniał mi się początek polecanej Wam dziś autobiografii człowieka, który serce zostawił na Anfield. Autobiografia Stevena Gerrarda też zaczyna się od rozdzierającego szlochu w samochodzie, po słynnym poślizgnięciu się legendy Liverpoolu w meczu z Chelsea, który pośrednio odebrał nadzieję „The Reds” na długo wyczekiwany mistrzowski tytuł.

Może cześć z kibiców Premiership pamięta…

W czasie wymuszania przez piłkarskich najemników zmiany klubów, którym płaci się coraz bardziej horrendalne pieniądze, przykład bohatera książki –  jednego z ostatnich Mohikanów piłki – jest łabędzim śpiewem ostatków futbolowego romantyzmu.

Bezskutecznie zasypujący smsami Luisa Suareza, tęsknie spoglądającego na Barcelonę, by pozostał na kolejny sezon na Anfield, bo „znów powalczymy”. Uczestnicząc w kolejnym rozczarowującym sezonie, sam czasem zastanawia się nad zasadnością odrzucenia oferty madryckiego Realu za czasów Mourinho.

Krytycznego na politykę transferową klubu, ogłaszającego kolejny „wielki, przyszłościowy” zakup – a w rzeczywistości już na treningu dostrzegał, że Liverpool to za wysokie progi nawet dla gracza wyróżniającego się w lidze angielskiej. Zżymającego się na głupotę zmarnowanego potencjału Ballotelliego…  Nota bene, podobnymi przemyśleniami dzielił się swego czasu Aco Vuković, obserwując poczynania na Łazienkowskiej.

Zmagający się z kontuzjami, mikrourazami, z reprezentacyjną traumą nieudanych turniejów, na których raz po raz pokazywano Anglikom ich miejsce w szeregu. Z humorem opowiadającego o naszym Dudku, który na jednym z przedmeczowych zgrupowań przeholował z alkoholem i z ułańską fantazją rwał się ino do jakiejś bijacki.

Wreszcie pamiętny finał z Milanem z 2005 roku i zmartwychwstanie po 0-3 w pierwszej połowie. Mecz, który uczynił ekipę Beniteza i jego kapitana nieśmiertelnym. 17 sezonów na Anfield – częściej na złe, niż na dobre.

Zachęcam – książka nie napisana przez żadnego ghostwritera, ale solidny kawał lektury.

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

„Pięść” na jubileusz miasta

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Drobiazgi

Skomentuj