banner

Znajomość

Trwa próba części artystycznej apelu na rozpoczęcie roku szkolnego.

– Ale wy dziewczyny nie chowajcie się tak za swoimi kwestiami.

– No ale my się stresujemy takich występów.

– Ja też się stresuję. Ba, ponoć większość ludzi bardziej boi się publicznego występu niż śmierci. Lecz to nie powód, żeby się tak wycofywać. Trzeba się jakoś przemóc.

– A ja tam zawsze się bardzo boję i trzęsę… I zawsze mi wmawiają, że niby mam jakiś talent aktorski…

– Nie martw się Wiki, mi też to wmawiają.

– Ale pan przecież ma! – jednogłośnie ozwał się cały chórek uczniów.

– I to jaki! Taki kabaretowy…

– Tak, wiem wiem – odparł Belfer znudzonym głosem, jakby powtarzał jakąś wykutą formułkę – powinienem założyć kabaret.

– O właśnie – ponownie zabrzmiał chórek głosów – z nami! Byśmy występowali razem…

– Wie pan, kiedyś Agata z Wiolką przedstawiały kabaret, ale nie do końca dobrze wyszło… Chociaż było śmiesznie.

– Pewnie obydwie śmiały się więcej, niż publika i niż zdołały powiedzieć?

– Tak… A skąd pan to wie? Przecież pana nie było wtedy… przy tym.

– Znamy się już ten prawie rok, to wielu rzeczy mogę się dość skutecznie domyślać.

– Dobry pan jest… A właśnie, proszę pana, to co, jednak przedłużyli panu umowę?

– Jeszcze nie wiem. Mówiłem, że jak się dowiem, to dam wam znać na fejsie.

– Jak to, pan jeszcze nie wie i przygotowuje apel?!

– No tak jakoś wyszło…

– Ale nie może pan tak zrobić!

– Dlaczego?

– Oj, proszę pana… Przecież oni tym bardziej tego nie zrobią, jak pan odwali całą robotę. Niech pan pomyśli: przyjdzie pani dyrektor i powie: „Panie Marcinie i jak, przygotował pan apel?”, pan powie, że tak, a dyrektorka: „A no to spoko, może pan już sobie iść”.

– Hmm… To co, idziemy do domu?

– No nie wiem…

– Będzie rozpoczęcie roku szkolnego, pani dyrektor powie coś na wstępie, a potem: „A teraz uczniowie klas drugich…

– Trzecich! No proszę pana…

– Racja… „A teraz uczniowie klas trzecich zaprezentują nam część artystyczną” i nikt nie wyjdzie. Pani dyrektor rozejrzy się po sali, czy nikt nie kwapi się do mikrofonu, spojrzy na mnie, a ja… – tu nauczyciel wzruszył ramionami i zrobił tak zdumioną minę, jakby zapytano go o coś, o czym nigdy nie słyszał. Chyba przesadził z tym sparodiowanym wyrazem zdziwienia, bo aż dzieciaki parsknęły śmiechem.

– Wie pan, tęskniłam za pańskim poczuciem humoru.

– A dzięki Wiki, ja za wami też.

– To zostanie pan z nami – wtrąciła inna uczennica – bo my z tą panią Basią, to oszalejemy.

– A czemu oszalejecie?

– No właśnie, mnie z Wiolką lubiła, więc nie było tak źle.

– A mnie i Olkę znienawidziła…

– Bo pewnie Wiki z Wiolą się podlizywały, a Kinia z Olą, jak zwykle, gadałyście gdzieś w ostatniej ławce.

– My się wcale nie podlizywałyśmy!…

– Jasne… Trafił pan idealnie. A skąd pan to wiedział?

– Znamy się prawie rok… bla, bla, bla…

– Naprawdę jest pan w to dobry… Dlatego dobrze by było, gdyby pan jednak został… Choćby po to, żeby móc pana spotkać.

– Wiki, naprawdę kochana jesteś… Ale wiem, że masz skłonności do wazeliniarstwa.

– Oj, no… wie pan co!…

– A właśnie! – odezwała się jedna dziewczynka, jakby wybudzona ze snu. Lecz po chwili znów zapadła w jakieś zadumanie – Kidy to było?…

– We wtorek – wtrącił Belfer.

– We wtorek?… – tym samym zadumanym głosem, pytająco powtórzyła uczennica. – Chyba nie…

– No we wtorek – powtórzył już z tonem perswazji nauczyciel – przedwczoraj.

– Ano racja, przedwczoraj; wtedy spotkałam pana w Biedronce – przytaknęła żywiej. A kiedy jej spojrzenie spotkało się ze zdziwionymi obliczami koleżanek, z którymi chciała podzielić się jakąś nowiną, zapytała podejrzliwie, niejako podpisując się pod tym zdziwieniem – A skąd pan wiedział?

– No jak skąd? Przecież byłem tam wtedy.

– No, ale skąd pan wiedział, że mi chodziło o to?!

– Znów mam powtarzać, że się znamy prawie rok itd.?

– Nie. Bo to nie to samo.

– To ja powiem inaczej: znamy się tyle, że potrafię odpowiadać na wasze (niewyrażone jeszcze werbalnie) pytania. Tak lepiej?

– Tak… Ale kurde, wie pan co?

– Wiem, dobry jestem… naprawdę.

– Że szok normalnie…

W śpiewie i modlitwie, dzień 4

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

To była chłodna noc, dzień 5

Skomentuj