banner

Atak na Radzyń 1947

Noc sylwestrowa w Radzyniu przed siedemdziesięciu laty miała zgoła nieoczekiwany przebieg dla większości mieszkańców miasta. Sytuacja w zniszczonym kraju, od dwóch i pół roku okupowanym przez sowietów i podległych im kolaborantów nie napawała optymizmem.

Utrzymujący się na wsi system kontyngentów, reglamentacja żywności, terror polityczny, bezmiar wojennego nieszczęścia, jakie spadło na ojczyznę po 1939 dawały obraz beznadziei, jaka wkradała się nieustannie w serca i myśli Polaków. Za cenę rezygnacji z własnych dążeń życia w wolnym państwie, można było kupić sobie względny spokój i starać się przetrwać. Można było też ulec iluzji życia pod rządami czerwonych gierojów, nachalnej i wszechobecnej komunistycznej indoktrynacji, działając z najniższych pobudek starać się wpisać w dotychczas obce społeczeństwu polskiemu idee. Reżim stalinowski okrzepł, ale wielu ludzi wierzyło, że można ten czarny scenariusz zmienić. Ostatecznie każdy nadchodzący nowy rok zawsze był celebrowany z nadzieją lepszego jutra.

Na 19 stycznia 1947 roku zaplanowano wybory do sejmu, które miały dać odpowiedź na to, jak silny jest odpór narodu na to sowieckie piekło. Wielu ludzi mamiło się szansą na ich demokratyczny przebieg, co otwierało perspektywę większości parlamentarnej dla mikołajczykowskiego PSLu. Istniała potrzeba zamanifestowania siły tej części Polaków, którzy nie dali wiary Bierutowi i jego klice. Temu głównie miały służyć wydarzenia sprzed siedmiu dekad.

Pomysł ataku na miasto zrodził się w dowództwie radzyńskiego obwodu WiN, jednak kluczowa dla powodzenia całej operacji miała być rola bojówek pozostających pod komendą por. Leona Taraszkiewicza ps. „Jastrząb”. Pochodzące z obwodu włodawskiego oddziały miały niepomiernie większe doświadczenie w tego typu działaniach. „Jastrząb” 5 lutego 1946 roku zajął na kilka godzin Parczew, 22 października powtórzył ten wyczyn we Włodawie, a na miesiąc przed planowanym atakiem na Radzyń stoczył razem z oddziałem Zdzisława Brońskiego „Uskoka” bitwę pod Świerszczowem, zadając duże straty o wiele liczniejszej grupie operacyjnej KBW. Aura pogromcy ubeków miała wzmocnić morale i jednocześnie zwielokrotnić planowane siły uderzeniowe.

Za pośrednictwem por. Jerzego Skolińca ps. „Kruk” nawiązano łączność z włodawskim obwodem WiN i zorganizowano spotkanie Leona Taraszkiewicza z komendantem obwodu radzyńskiego por. Leonem Sołtysiakiem ps. „James”. Spotkanie to opisał w swoim pamiętniku Edward Taraszkiewicz „Żelazny”:

[…] Na spotkaniu tym przedstawił „James” swój projekt zaatakowania UB w Radzyniu i uwolnienia więźniów politycznych. Według jego słów, akcja ta miała się odbyć w noc sylwestrową. „Jastrząb” nie odmawia prośby udzielenia pomocy, obiecując przyjechać na umówiony punkt autem. Otrzymaliśmy hasło w największej tajemnicy, brzmiące pasująco do wymienionej akcji, a mianowicie „Północ-Pożar”.

Kluczowe dla odtworzenia biegu wydarzeń owej nocy sylwestrowej pozostają właśnie relacja „Żelaznego” oraz raport sporządzony 5 stycznia 1947 roku przez ówczesnego szefa PUBP w Radzyniu Mikołaja Kruta a także jego wspomnienia („Na przełomie epok. Wspomnienia z czasów walki o władzę ludową na Lubelszczyźnie 1936-1947”).

Na podstawie zachowanych źródeł trudno jest odtworzyć szczegółowy plan ataku na miasto, choć z pewnością w dużej części pokrywał się on z pierwszą fazą jego realizacji. Koncentracja oddziałów odbyła się wieczorem 31 grudnia na lotnisku w Maryninie. Nie wiemy dokładnie jak udało się żołnierzom podziemia zabezpieczyć ten teren, w każdym razie, w tak bliskim sąsiedztwie miasta trudno jest ukryć kilkuset żołnierzy. Problemy z komunikacją i transportem opóźniły całą planowaną akcję, sam „Jastrząb” dotarł na miejsce późnym wieczorem, a część planowanych do ataku bojówek z odległych rejonów nie stawiła się na miejsce koncentracji. Ostatecznie „James” miał do dyspozycji kilkusetosobową grupę uderzeniową. „Żelazny” ocenia jej liczebność na 300-350 bojowców, a w jego wspomnieniach sam „Jastrząb” uznał, że jest to „cała armia”. W warunkach konspiracyjnych tego typu koncentracje zdarzały się bardzo rzadko, z drugiej strony relacja ta unaocznia skalę możliwości mobilizacyjnych, jakie pozostawały w radzyńskim obwodzie w początkach 1947 roku. Co ciekawe, Krut raportując do szefa WUBP zaniża tę liczbę do dwustu atakujących.

Głównymi celami atakujących miały być siedziba PUBP, areszt i KPMO oraz budynek szkoły, w którym stacjonował 65-osobowy oddział KBW (w chwili ataku, w szkole przebywało 41 kabewiaków, pozostali obsadzali pocztę, starostwo i wzmocnili obronę UB). Bliskie sąsiedztwo budynków i ich wysokość dawały możliwość wzajemnego wsparcia ogniowego. Ponadto wiosną 1946, po zajęciu Parczewa, radzyńscy ubecy wznieśli od zachodu i południa, zachowany do dziś, wysoki mur obronny dookoła dziedzińca PUBP, wzmocniony dwoma bunkrami. Jak wspomina Mikołaj Krut „to przedsięwzięcie stwarzało (do)godne, bezpieczne warunki obrony w razie napadu”. Od południa otwarta przestrzeń ogródków i rzeka nie dawały szans powodzenia atakującym. Znajdująca się po drugiej stronie ulicy Komenda MO osłaniała od północy budynek UB jednocześnie będąc zabezpieczoną przed atakiem od strony ulicy Warszawskiej. Czterdziestu żołnierzy KBW z wyższych kondygnacji szkoły miało kontrolę nad niemal całym obszarem miasta wzdłuż widocznych ciągów ulic. Przewaga liczebna żołnierzy podziemia nie gwarantowała ostatecznego sukcesu. Kluczowym warunkiem powodzenia całej akcji musiał być element zaskoczenia, a tego z całą pewnością zabrakło.

Leon Taraszkiewicz „Jastrząb”

Leon Taraszkiewicz pragnął zweryfikować przedstawiony na odprawie plan, „zaproponował, by podstępem rozbroić wartowników i wydobyć od nich hasło, co pozwoli niepostrzeżenie i bez walki opanować budynek PUBP”. Zdecydowano jednak inaczej. Oddział Jastrzębia miał zaatakować PUBP, grupy por. Jerzego Skolińca „Kruka” i sierż. Jana Grudzińskiego „Płomienia” nacierać miały na szkołę, natomiast bojówka Antoniego Grochowskiego „Kuli” opanować pocztę i zniszczyć centralę telefoniczną. Plutony por. Wacława Stelmaszuka „Marnego” i por. Piotra Waszczuka „Roli” stanowiły ubezpieczenie od strony Łukowa, Międzyrzeca i Parczewa. Poszczególne pododdziały między 2 a 3 w nocy zajęły z dwugodzinnym opóźnieniem wyznaczone pozycje, nie wiedząc, że obrońcy czekają w gotowości. Zważywszy na rozbudowaną siatkę agentów, w tym aktywnych członków podziemia, Krut posiadał informacje o planowanym ataku na długo przed jego finalizacją. Świadczą o tym działania podjęte w dniach poprzedzających starcie. Dwa plutony KBW zostały zakwaterowane w szkole, co świadczyć może, że dotarły do miasta w czasie przerwy świątecznej, kiedy zajęcia szkolne nie odbywały się. Ponadto w dniu ataku, w budynku PUBP znajdowało się 11 żołnierzy korpusu i 17 ubeków.

Jutro – cz. 2

70. rocznica ataku WiN na radzyński Urząd Bezpieczeństwa (31 XII 1946/1 I 1947)

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Atak na Radzyń 1947, cz. 2

Skomentuj