banner

PK 6: Tadeusz Grabianka – Król Nowego Izraela

XVIII wiek w dziejach regionu to prawdziwie pasjonująca mozaika. Potoccy w Radzyniu, Radziwiłłowie w Białej, Czartoryscy i Ogińscy w Siedlcach… Pałac Eustachego Potockiego, dziwadła Hieronima Floriana Radziwiłła i przyjęcia Ogińskiej sławne były w całej Rzeczypospolitej. Ale to starosta liwski stał się postacią skali światowej, choć dziś o jego dziedzictwie mistycznym i wolnomularskim nieco się zapomniało. A szkoda…

Tadeusz Grabianka, herbu Leszczyc (1740-1807) – to postać prawdziwie pasjonująca. Z jednej strony starosta liwski, który zostawił po sobie trwały ślad w postaci dobudowanego do zamku dworu, z drugiej zaś podolski magnat oddany sprawom wolnomularskim, iluminata i król „Nowego Izraela”. W Liwie, siedzibie swego starostwa nie bywał zbyt często. Pochłonięty poszukiwaniem „kamienia filozoficznego”, pracami nad „krzyżmem świętym” peregrynował między Podolem, Berlinem, Londynem, Paryżem potem – Awinionem, by w tajemniczych okolicznościach dopełnić żywota w twierdzy pietropawłowskiej w Sankt Petersburgu.

Jego barwny żywot i dzieło (choć żadne dokumenty pisane po nim nie zostały) były przywoływane przez Adama Mickiewicza, który wspominał go w swoim kursie literatury słowiańskiej (wszak był jednym z prekursorów mesjanizmu polskiego), pojawia się także w koligacjach z Cagliostrem – jednym z najsłynniejszych awanturników i hochsztaplerów XVIII wieku, w nielicznych wspomnieniach z epoki ukazywany jest jako postać owiana aurą tajemniczości i – w znaczeniu jakie nadały słowu wieki XVIII i XIX – mistyki ale też żarliwy dyskutant i iluminata.

grabiankaJako pierwsi z naukową biografią Grabianki zapoznali się czytelnicy rosyjscy. W 1860 roku na łamach pisma „Russkij Wiestnik” ukazał się najpierw artykuł Michaiła Longinowa Jeden z magików XVIII stulecia a dwa numery później fragment pamiętników Muromcowa zatytułowany Opowieść naocznego świadka o hrabim Grabiance. Polskiemu czytelnikowi pierwszy przybliżył postać starosty liwskiego Antoni J. Rolle w barwnej książeczce dającej biografię zarówno jego, jak i jego małżonki Teresy ze Stadnickich, a w późniejszym czasie uzupełnił także o opracowanie życia ich córki Anny. Największym walorem niestrudzonego w swych poszukiwaniach Rollego było to, że poza wcześniejszymi rosyjskimi opracowaniami i edycjami pośrednich źródeł, wykorzystał obszerne archiwum Grabianków, które dziś już nie istnieje. Pół wieku później zafascynowany Grabianką Józef Ujejski, warszawski historyk literatury, wydał monografię, która odnosząc się z szacunkiem do badań poprzedników (zwłaszcza Rollego), przynosiła jednak znaczną korektę wcześniejszych ustaleń. Było to możliwe głównie dzięki paryskim kwerendom i odnalezieniu rękopisu, który skrywał obfite dialogi starosty i jego duchowych pośredników eks-benedyktyna Antoine’a Josepha Parnety’ego oraz Brümera (Ludwik Józef Filibert de Morveau) z wyrocznią – „Świętym Słowem”. Uważna lektura pozwolił także na skorygowanie ustaleń faktograficznych i właściwe umieszczenie ich w czasie. U progu XXI wieku powrócił do tematu mistyka z Podola Jerzy Siewierski publikując popularną opowieść biograficzną sumującą dokonania wielkich poprzedników.

Poza obszerniejszymi publikacjami książkowymi powstawały liczne artykuły drukowane tak w prasie, jak i periodykach naukowych. Przy czym do najważniejszych należałoby zaliczyć monograficzną publikację Marii Danielewicz-Zeielińskiej oraz prace Romana Bugaja i Wojciecha Piotrkowskiego, przy czym ten ostatni jedynie wspomina Grabiankę, ale umieszcza go w szerokim kontekście dociekań.

Ze wszystkich prac przeziera postać, o której nawet jeśli pisze się z zacięciem naukowym, to i tak pojawia się w autorach chęć dotknięcia namiastki tej tajemnicy, która okalała jego życie w sensie duchowym i egzystencjalnym. Pojawiają się nieustannie wzmianki o jego podolskich peregrynacjach z Cagliostrem, mimo iż zostały one dowodnie zanegowane przez Ujejskiego i Danilewicz-Zielińską. Chętnie przywołuje się przy tym niepotwierdzoną informację, jakoby razem z Cagliostrem właśnie, hrabią Michałem Aleksandrem Ronikierem oraz Brümerem prowadził, wedle metody ustalonej przez Pernety’ego, prace nad stworzeniem homunkulusa. Co ciekawe – dodajmy na marginesie – Pernety metodę tę wysnuł z interpretacji homerowskiej Iliady i opisu narodzin Achillesa.

„Był on wyobrazicielem – pisał o Grabiance Antoni J. Rolle – tej chorobliwej dążności, która niezadowolona z panującego podówczas porządku, szukała nowych dróg, pragnęła popchnąć ludzkość na nowe tory… Ludzie tacy, męczennicy idei, kończą albo w zapomnieniu, albo przystrojeni w nimbus świętości”. Udziałem naszego bohatera stała się ta pierwsza możliwość. Jedną z przyczyn byłby zapewne fakt, iż ogólna atmosfera czasów, w których przyszło mu żyć nie sprzyjała za nadto poszukiwaniom transcendentu. Przez główne, a może tylko najbardziej popularne i chwytliwe prądy intelektualne epoki, zagadnienia metafizyczne zostały zepchnięte na margines.

Biorąc pod uwagę stan zachowanych archiwaliów i istniejące prace badawcze można by stwierdzić, że właściwie nic nowego w tej kwestii dorzucić się nie da. Jednak przypadająca na rok niniejszy rocznica 50-lecia Muzeum Zbrojowni na Zamku w Liwie, którego administracja mieści się w budynku, który Grabianka pobudował niegdyś (1782) jako siedzibę swego starostwa, skłania do przypomnienia postaci.

Tadeusz urodził się 8 I 1740 r. w Rajkowcach na Podolu. Ojcem jego był Józef, podczaszy Latyczowski, wyobrazicie przekonań szlacheckich z epoki Sasów, pan bogaty, skąpy, dumny, ożeniony z Marianną Kalinowską Córką Ludwika starosty Winnickiego, a wnuką Kamienieckiego kasztelana (od 1712-1738). Osiadł on stale w powiecie Latyczowskim, gdzie oprócz dwóch rezydencji, czyli zameczków tu położonych (Rajkowce i Sutkowce), należało doń jeszcze 15 wiosek. Zasobność rodziny i determinacja matki sprawiły, że młody szlachcic wyruszył w grand tour. Główne więc jego wychowanie przebiegało we Francji w Nancy i Luneville na dworze Stanisława Leszczyńskiego, słynącym ze światowej sławy artystów (malarzy i literatów). Sam monarcha zresztą był niewątpliwie jednym z najświatlejszych ludzi swego czasu. Tutaj też poznał Stanisława Poniatowskiego, późniejszego monarchę. Dodajmy tez od razu, iż szczerze nienawidził go do śmierci w wyniku nieznanego – jak pisze Maria Danilewicz-Zielińska – nieporozumienia. Jako młodzieniec zawarł przyjaźń z domem Czartoryskich. Wiadomo jednak, iż poprzez swe rozliczne zdolności i przymioty intelektualne, publiczne dyskusje i umiejętność zjednywania ludzi zaczął być posądzany o chęć zagarnięcia tronu. Zwłaszcza, że przepowiadano mu, iż zostanie królem polskim wykorzystując zamieszania wewnętrzne które zgubią Rosję i Katarzynę II.

Ze świetnego dworu Leszczyńskiego młody podczaszyc wrócił pełen ogłady, salonowego blichtru, ale i niemałej erudycji. To, co w szerokich kręgach dworskich budziło podziw, nie spotykało się jednak z aprobatą ojca – bardziej ludycznego Sarmaty o niezbyt szerokich horyzontach intelektualnych.

Do kraju powrócił w roku 1759, sprowadzony pospiesznie z powodu śmierci ojca. Podczas uroczystości żałobnych wygłosił mowę, której dał się poznać jako umiejętny, pewno także żarliwy, mówca umiejący pokierować słuchającym go audytorium. Nader istotnym szczegółem jest też fakt, iż już wtedy, w narrację żałobną wplótł analizę znaków zodiakalnych, pod którymi zachorował i umarł jego ojciec.

W 1771 roku poślubił Teresę Stadnicką, która jako dziedziczka sporych majętności stała się w poniekąd wybawicielką poczaszyca, gdyż odziedziczony po ojcu majątek stał się przedmiotem różnych targów rodzinnych, a podróże też nie sprzyjały pomnażaniu go. Jednak zanim to jeszcze nastąpiło, za namową teścia i narzeczonej począł starać się o intratną godność dla siebie. Nie była to sytuacja łatwa, gdyż pozyskanie „tytułu” wiązało się z koniecznością rozmów ze Stanisławem Augustem. Siła perswazji przyszłej małżonki była jednak silniejsza niż zadawniona niechęć do Ciołka. Starostwo liwskie należało wówczas do krewnego Grabianki – Józefa Karczewskiego. Porozumienie przyszło jednak dość łatwo i dnia 21 XII 1770 r. król nadał przywilej mocą którego prawa Karczewskiego przelane zostały na Grabiankę. Od tej pory mógł on się tytułować starostą liwskim i to w pełni go satysfakcjonowało. Nie próbował już w przyszłości dochodzić większych godności. Jeszcze tylko cztery lata później (1774) uzyskał przywilej przyłączający do swego starostwa wieś Grodzisko. Jego żona natomiast chciała dla niego wywalczyć jeszcze kasztelanię Kamieniecką, ale były to działania jednostronne. Zwłaszcza, że w samym Liwie młody starosta nie bywał zbyt często. Właściwie jedynym śladem jego bytności – choć szczytnym – jest wspominane wyżej ukończenie budowy dworu dostawionego do zamku, a z przeznaczeniem na siedzibę starostwa. Inwentarz dóbr liwskich z 1789 r. podaje: „Kancelaria kosztem wielmożnego Tadeusza Grabianki starosty liwskiego, a starannością niegdy wielmożnego Antoniego Jaczewskiego pisarza ziemskiego i grodzkiego liwskiego, przy wieży dawnego zamku roku 1782 z facjatą na górze i Archiwum dla konserwacyi ksiąg o dwu izbach i alkierzach wymurowana”.

Najważniejszym elementem drogi życiowej Grabianki był pobyt w Berlinie w latach 1778-1779 spotkanie Pernety’ego i Brümera. Pierwszy z nich po wystąpieniu z zakonu Benedyktynów wyruszył do Awinionu, gdzie wznowił działalność miejscowej loży „Saint-Jean de Jerusalem” i starał się związać wolnomularstwo z naukami hermetycznymi. Służyć temu miały stworzone przez niego stopnie rytu szkockiego: Chevalier des Argonautes, Chevalier de la Toison d’Or i Chevalier de Soleil. Potem jednak znalazł się na dworze Fryderyka II, jako pracownik jego biblioteki. Praca sprzyjała poznawaniu pism Jakuba Boehmego i Emanuela Swedenborga. Tego drugiego tłumaczył też na język francuski. Podobne doświadczenia translatorskie miał i Brümer, tyle, że jego przekład swedenborgiańskiego Traktatu ciekawego o powabach miłości małżeńskiej ocierał się miejscami o narrację – mówiąc dzisiejszym systemem pojęć – pornograficzną. Pernety’ego i Brumore’a łączyła także działalność alchemiczna wyrażająca się poszukiwaniami „kamienia filozoficznego”.

Józef Ujejski szczegółowo odtworzył wolnomularską działalność mistrzów Grabianki na podstawie rękopisu Musee Calvet nr 3900. Opierała się ona na tzw. „Świętym Słowie”, które udzielało instrukcji wtajemniczonym. Nie da się niestety ustalić, w jaki sposób konkretnie wyrocznia funkcjonowała. Wiadomo, że zwracano się do niej na piśmie i pisemną otrzymywano odpowiedź. Polecenia „Świętego Słowa” były niepodważalne i nie podlegały dyskusji, o czym boleśnie przekonywał się i Grabianka, i dwaj jego mentorzy. „Słowo” nakazało Pernety’emu zorganizowanie stowarzyszenia i dopuszczenie do niego tylko tych, którzy poddadzą się zabiegom tzw. „konsekracji”. Trwały one przez 9 dni, a odbywały się o wschodzie słońca na podberlińskim wzgórzu zwanym „pustynią”. Wznoszono tam ołtarz Potęgi (Autel de Puissance), palono kadzidło – do chwili, w której kandydat dostrzegał postać czuwającego nad nim Anioła (pamiętamy, że anioły zyskiwały szczególne miejsce w pismach Swedenborga). Pomijam tu jednak szczegółowy opis ograniczając się jedynie do najważniejszych wydarzeń związanych bezpośrednio ze starostą liwskim.

Otóż, tak, jak w przypadku wszystkich ważnych i mniej ważnych spraw, z pytaniem o możliwość wtajemniczenia Grabianki Pernety zwrócił się do świętego słowa, które odpowiedziało łowami: „Synu mój, serce jego jest czyste. Nie obawiaj się mieszania twego i jego kadzidła, gdyż pewnego dnia stanie się on siedemkroć ważniejszy od ciebie”. Gdy stowarzyszenie ukonstytuowało się na dobre, Grabianka otrzymał tytuł Króla Nowego Izraela a Pernety Arcykapłana. Organizacja zaś przyjęła – ze Swedenborgiem – nazwę Nowej Jerozolimy, co oznaczać miało mistyczne miasto przyszłości, urzeczywistnienie najszczytniejszych pragnień. Sam zaś Izrael w tytule „królewskim” Grabianki – posłużmy się konstatacją Danilewicz-Zielińskiej – występuje w sensie przenośnym – idąc po linii wywodów św. Pawła – „nowym Izraelem” są chrześcijanie („Izrael z ducha”) przeciwstawiający się „Izraelowi z ciała” — obrzezanym Żydom. W nazwach tych doszukać się można także zalążka idei narodu wybranego zwężonej w następnych latach w pismach mesjanistycznych do Polski.

Do organizacji przystępowały kobiety a nawet dzieci, a ród starosty reprezentowany był tam nad wyraz okazale. Dość dodać, że należała do niej jego żona siostrą i szwagrem, ich matka oraz córka Grabianków Anna. Posłuszność wyrokom „Świętego Słowa” była na tyle bezgraniczna, że kiedy zażądało ono oddania małej Anny okres siedmiu lat pod kuratelę Brümerowi i Mili Bruchier, rodzina przystała na to. Choć był to krok, który wprowadził poważny rozłam w życiu rodzinnym. Wydarzenie to miało miejsce w roku 1780. Wiadomo, że oboje rodzice mocno to przeżywali, możliwe więc, że ta chwilowa aktywność przy budowie liwskiej kancelarii była ze strony starosty formą odreagowania ojcowskiego dramatu. Finalnie jednak opiekunowie Grabianczanki przenieśli się ze swoja podopieczną na Podole (1783) więc rozłąka się praktycznie zakończyła.

W 1785 r. Tadeusz Grabianka został skierowany przez zakonną wyrocznię do Awinionu. Mając odpowiednie zaplecze finansowe stworzył wyraźne zręby organizacji para-wolnomularskiej określanej nazwą iluminatów awiniońskich. Praca organizacyjna była nastręczała pewnych trudności, gdyż musimy pamiętać, iż Awinion był jeszcze wówczas terytorium papieskim. Iluminaci jednak się zawiązali i przystąpili do prac. Podczas rytualnych spotkań czytano i interpretowano pisma Swedenborga, próbowano dociec sensu snów, ale też wywoływać duchy; zajmowano się również astrologią i magią. Efektami były recepty na „złoto filozoficzne” i przedłużającą życie „sól filozoficzną”, która chronić miała przed chorobami. Z czasem jednak Iluminaci ewoluowali w stronę organizacji stricte wolnomularskiej stawiając sobie za cel – mówiąc ogólnie – zmianę ładu światowego.

Peregrynując po Europie był też Grabianka w Londynie gdzie przyjmowano go z różnym nastawieniem. On sam utrzymywał, iż w stowarzyszeniu awiniońskim przechowywana jest jakaś tajemnica, której niestety nie może ujawnić. Przysporzyło mu to tyluż zwolenników, co i wrogów zniecierpliwionych oczekiwaniem i coraz mocniej podejrzewających zwykłą – a często przecież się wtedy pojawiającą – hochsztaplerkę. Jednak mimo to dwóch jego entuzjastów, William Bryan z Londynu i John Wright z Leeds, postanowiło powędrować na piechotę do Awinionu pożywiając się po drodze jedynie niewielkimi porcjami chleba. Jednak ogólny bilans misji londyńskiej starosty był ujemny. Uczniowie Swedenborga byli nieufni wobec awiniończyków. Grabiankę zapamiętano zaś jako dziwaka, czego n sam miał świadomość lecz nie osłabiło to w nim poczucia misji i determinacji. Spotykał się jeszcze, tym razem z powodzeniem, z hrabią Marie-Daniela Bourrée de Corberon.

W 1788 roku Król Nowego Izraela i cała sekta awiniońska miała problemy w związku z watykańskim śledztwem wszczętym z polecenia papieża. Grabianka musiał zatem zrezygnować w pośpiechu z wizyty na rodzinnym Podolu i upragnionego spotkania z rodziną. Interwencja papieska ograniczyła się jednak do rewizji i cenzury znalezionych dokumentów. Jednak dwa lata później Kościół już niedwuznacznie potępił działalność iluminatów, zwłaszcza zaś uzurpowanie sobie możliwości kontaktu z aniołami. Problemem dodatkowym były coraz mocniej doskwierające – mimo poważnej fortuny osobistej Grabianki – kłopoty finansowe trapiące i jego, i całą organizację. Udało się jednak (1798) ukończyć budowę siedziby stowarzyszenia, wzorowanej – podobnie jak wiele lóż masońskich – na świątyni Salomona. Jej oryginalnością były wszakże cztery krzyże: dla Boga Ojca, Chrystusa, Ducha św. i Matki Boskiej uważanej przez iluminatów za czwartą osobę Trójcy św. W tym czasie Król Nowego Izraela był najważniejszą postacią wśród Iluminatów, niczym nieomylny władca, obdarzony absolutną władzą przyjmował pokłony i odbierał hołdy. Wśród jego entuzjastów pojawiały się co raz to inne postacie: książę Ferdynand Wirtemberski jego syn Ludwik z żoną Marią z Czartoryskich, książę Karol Sudermański – późniejszy król Szwedzki Karol XIII oraz książę Mikołaj Repnin.

Radość ze wzniesionej świątyni nie trwała długo. Terror rewolucji we Francji, upadek państwa Polskiego, śmierć córki Anny, separacja małżeńska, śmierć Pernety’ego oraz nieustający brak funduszy wszystko to kumulowało się i nie pozwalało na taki zapał do prac „królewskich”, jak niegdyś. 28 XI 1799, na 12 dni przed objęciem władzy przez Napoleona, Grabianka postanowił zamknąć na rok świeżo wzniesioną świątynię. Z nieliczną kompanią wyruszył nad Newę. Po latach jednak stwierdzi, że to głos z Niebios nakazał mu wyjazd do Rosji. Tak jednak zaczął się ostatni rozdział jego życia. Zdążył jeszcze zawitać do Galicji i na Podole, odwiedzić zaprzyjaźnionych Czartoryskich, Lubomirskich, Tarnowskich, oraz Szczęsnego Potockiego. W sierpniu 1805 r. miał zaś pilnować w Petersburgu postępów swej sprawy rozwodowej. Faktycznie jednak chciał szerzyć swą misję mistyczną, czy może już tylko wolnomularską, bardziej organizacyjną niż duchową. Niestety w Rosji trwał bezwzględny zakaz funkcjonowania lóż masońskich. Droga, jaką mu w Rosji utorowali przybyli wcześniej towarzysze prowadziła więc do jawnego łamania przepisów. Zyskał tam jednak ogromną popularność. Podejmowano go petersburskich salonach z taką samą pompą i namaszczeniem jak w końcowych latach w Awinionie. W swej działalności wystrzegał się oczywiście polityki, choć w pewnym momencie carat inaczej to ocenił. Grabianka został oskarżony o przygotowywanie spisku antyrządowego i działalność szpiegowską na rzecz Francji. Początkowo przeprowadzono rewizję i zastosowano areszt zapobiegawczy. Po długim czasie obserwowania, w kwietniu 1807 r. aresztowano go wszelako na dobre i osadzono w twierdzy pietropawłowskiej. Newralgicznym punktem niechęci władz był chyba przypisany mu tytuł królewski. Podczas przesłuchań musiał się wypierać chęci faktycznego królowania i organizowania spisku antycarskiego, podkreślał, że jest gorliwym katolikiem. Do fingowanego procesu nie doczekał.

Zmarł 6 X 1807 r.; jako przyczynę podawano apopleksję, otrucie, a nawet samobójstwo. Pochowany został zgodnie z obrządkiem katolickim a nabożeństwu przewodniczył biskup kamieniecki Franciszek Mackiewicz.

Katowskie metody

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Chrystus na froncie wschodnim

Skomentuj