banner

Prowincja kultury. 5: „Sezon ogórkowy” a „podlaskie centrum prawosławia”…

…lub inny tytuł: „sezon ogórkowy a sprawa polska”. Nadchodzący okres będzie dla jednych czasem grzania przodu na słońcu, tyłu na stołku barowym a dla medialnych masochistów tzw. „sezonem ogórkowym”. Tak, jakby życie kręciło się jedynie wokół polityki… Proponuję kontynuować podlaskie wojaże, choćby tylko intelektualne…Tymczasem, chcąc być uczciwym, winniśmy rzec, iż sezonem ogórkowym dla naszego życia jest całe 10 miesięcy, podczas których niemoc wyjazdów próbuje się nam rekompensować armią 400 kabareciarzy. A tu każdy sezon taki sam. Gdyby oceniano ich jak seriale, najbardziej przypominałoby to Modę na sukces, gdzie wszystko toczyło się w jednej rodzinie. Postacie typu Bruk i Ridża to doskonały obraz migracji międzypartyjnych i coraz to nowych mariaży. Babcie, które patrzyły na tę rozpustę znajdowały odpowiednie określenia na takie postawy. Dla nich było to kur…two nam mówi się, że to polityka. I co najgorsze, próbuje się jeszcze wmawiać, że TO jest najważniejsze, no z dołączeniem liczby trupów. Czasem, jak rodzima body count jest mało atrakcyjna, dorzuca się jeszcze kilka ciał obcych. A tak naprawdę, tu gdzie kończy się polityka – zaczyna się normalne życie. Jędrne, krwiste i ekscytujące (z zaznaczeniem, że każdy z trzech przymiotników różnie może być interpretowany).

Płynące z ekranów i szpalt, plakatów, słupów, dymników, z ulic, toalet i lodówek reklamy last minyt będą kusiły egzotycznymi palmami, w których rozwodnione łiski będzie można chłeptać dzień cały za darmo, leżeć na leżaku, poddać ciało obróbce termicznej i doskonale nie myśleć. Warto jednak, kontynuując zainicjowany dwa tygodnie temu wątek humanistyki detektywistycznej, postarać się samodzielnie wytyczyć trasę. Siła własnego odkrywania tożsamości miejsca jest przygodą na miarę Pana Samochodzika. I o tym też jest tekst poniższy dotyczący podlaskiego centrum prawosławia. Jest to wynik peregrynacji po najbliższej autorowi okolicy.

Kościół unicki obrządku greckokatolickiego, powstał w granicach danej Rzeczypospolitej 1595 roku, a oficjalne przyjęcie tzw. „unii” nastąpiło na synodzie w Brześciu nad Bugiem dnia 9 X 1596 r. Wtedy też wyznawcy prawosławia zamieszkujący przeważnie wschodnie tereny Rzeczypospolitej, przystąpili do jedności w wierze z Kościołem rzymskokatolickim, a co za tym idzie uznali papieża za swego zwierzchnika. Zachowali jednak liturgię, obrządek i język wschodni, oraz dotychczasową organizację kościelną, własne prawo i kalendarz juliański. Przyjęli natomiast wszystkie dogmaty katolickie. Z czasem, ze względu na zgodne współistnienie obrządków łacińskiego i greckokatolickiego, unici przyjmowali także łacińskie zwyczaje, a w tym: modlitwy, nabożeństwa i obrzędy liturgiczne (różaniec, godzinki, drogę krzyżową). Przenikanie się obu kultur dawało się także zauważyć w wystroju i wyposażeniu świątyń – pojawiły się organy, ławki, konfesjonały, dzwonki itd. Zaistniałe zmiany nie miały charakteru mniej lub bardziej świadomej asymilacji, ale były elementem pragnienia duchowego pogłębienia wiary i jej wyznawania. Zmiany te zaakceptował i potwierdził swym prawem Synod Zamojski w 1720 roku. Po rozbiorach, na terenie zaboru rosyjskiego, dekretami carów (pełniących z urzędu funkcję głowy cerkwii) skutecznie realizowano akcję rusyfikacyjną. Drastycznymi, krwawymi metodami ograniczano i likwidowano działalność i funkcjonowanie Kościoła unickiego. Wbrew obowiązującemu prawu kościelnemu, Mikołaj I w 1839 r. wydał ukaz ostatecznie likwidujący Kościół unicki w Cesarstwie Rosyjskim. Towarzyszyły temu drastyczne prześladowania unitów broniących swej jedności z papieżem. Na terenach Rzeczypospolitej (choć formalnie ona nie istniała) taka ostateczność nastała w roku 1785. Finał likwidacji unii spowodował, iż do dziś otaczamy czcią i kultem błogosławionych już dziś męczenników podlaskich, w pamięci trwają zaś obrazy dotyczące Drelowa i Pratulina. Niewątpliwie nie tylko te miejscowości odznaczały się uporem, wszak cały ten region, całe Podlasie można uznać za ostatni bastion unii.

Posuwając się do radykalnych w środkach prześladowań unitów, car jednocześnie oficjalnie instalował prawosławie. Wspomniany w tytule podlaski trójkąt Wirów, Mołożew, Czekanów spełniał istotną rolę w tym procesie. W tych miejscowościach znajdowały się główne ośrodki prawosławia. Jednak jak chce legenda miały one pełnić rolę, dużo ważniejszą niż to miało miejsce.

Czekanów1mołożew (4)

Wirów - szpital klasztorny 1910

O Wirowie siedlecki protojerej (przełożony kleru katedralnego lub zwierzchnik większej parafii) N. Miziecki pisał, że jest to „wieczna i niegasnąca pochodnia […], która swym światłem oświeca Nadbuże i krzewi oświatę w kraju niegdyś ruskim, a dziś spolonizowanym i ciemnym”. Słowa te dotyczą żeńskiego monastyru i działalności wirowskich monaszek. Przybyły tu one w 1895 r. z klasztoru w Leśnej pod Białą Podlaską. Rząd i społeczeństwo rosyjskie, przeważnie bogate kupiectwo moskiewskie, pospieszyło z pomocą i w krótkim czasie kościół przekształcono na cerkiew, założono szkoły i ochronki. Matuszka Anna, przełożona klasztoru, cieszyła się wielką powagą w sferach rządowych, wyróżniał ją car Mikołaj II „i nawet w rękę całował”. Po paru latach, z początkowych 6 osób zrobiło się około 50. mniszek, które pracowały w ochronce dla małych dzieci, przytułku dla starców, 7-klasowej szkole dla chłopców i osobnej dla dziewcząt, szkole rzemiosł, prowadziły kursy dla nauczycieli i nauczycielek ludowych oraz szkołę gospodarstwa wiejskiego dla dziewcząt. Klasztor posiadał dwa folwarki, ale otrzymywał też zapomogi rządowe i przeszło 40 000 rubli rocznie z ofiar.

Mniszki wszelkimi sposobami starały się zjednać sobie miejscową ludność, świadcząc jej materialną pomoc podczas nawiedzających klęsk żywiołowych, lecząc chorych i rozdając wiejskim dzieciom słodycze. Nie udawało się jednak zwerbować wiejskich dzieci do swych szkół, te bowiem zapełniały się wyłącznie dziećmi strażników i uboższych urzędników rosyjskich. Matuszka Anna niewyczerpana była w swych pomysłach, by pociągnąć do cerkwi miejscową ludność. Bywało nawet, iż ogłaszała że chętnie odda gospodarzom do pomocy na całe lato swych wychowanków. Nie był to jednak gest miłosierdzia. Liczyła bowiem, że jej pupile nauczą swoich pracodawców mówić po rosyjsku, zaszczepią kult prawosławia i zachęcą do odwiedzania cerkwi, postawiła bowiem warunek, by w dni świąteczne gospodarz przywoził uczniów do cerkwi. Efekt był jednak zgoła odmienny. Gdy chłopcy powrócili jesienią do Wirowa, okazało się, że odwykli mówić po rosyjsku i bardzo się „opolaczyli”. Podobnych eksperymentów nie ponawiano. Po śmierci Matki Anny, przełożoną klasztoru została Księżna Szachowskaja (Matka Zofia), przy której propaganda ucichła i Wirów stał się miejscem kształcenia dzieci prawosławnych. Wraz z ustąpieniem Rosjan w 1915 r. wyjechały również i mniszki wirowskie. Wtedy też zabrały ze sobą obraz Matki Boskiej Łazówkowskiej (o czym szerzej gawędziliśmy poprzednim razem).

Mołożew jako odrębny majątek istniał od XV w. Jego właścicielami była rodzina Mołożewskich, która przybrała nazwisko od nazwy miejscowości. Przez kolejne etapy dziejów był ważnym ośrodkiem komunikacyjnym i kościelnym. W wieku XIX jego właścicielami była rodzina Chojeckich. Po powstaniu styczniowym pozbyli się oni majątku. Ten zaś rychło, po carskim ukazie, został uwłaszczony a znaczna część ziem przypada monaszkom z Wirowa. Toteż na przełomie XIX i XX w. na skraju wsi powstała filia ich monastyru a jego mieszkanki rozpoczęły walkę o rząd dusz.

Klasztor pobudowano w latach 1903-1905. Gmach jest wzniesiony na planie litery „T” a jego architektura prezentuje rzadki w Polsce styl bizantyjski. Charakterystyczne są dla niego łuki wyostrzone w najwyższym punkcie (tzw. „ośli grzbiet”), powtarzające się w głównym oknie oraz trójdzielnej arkadzie wieńczącej środkowy ryzalit. Fasada budynku, choć dziś jednolicie czerwona, pierwotnie była czerwono-biała. Poza tym jednak teren monastyru zajmowały i inne budynki, jak np. przyklasztorny folwark oraz dwie drewniane chaty zamieszkiwane przez Rosjan pracujących przy klasztorze. Żaden z nich do dziś się jednak nie zachował.

W Czekanowie, podobnie, jak i Mołożewie istniała – mówiąc językiem dzisiejszym – filia monastyru wirowskiego w tym szkoła klasztorna, cerkiew i małe gospodarstwo rolne z pasieką. Śladu po tym wprawdzie już nie ma ale można to jeszcze dostrzec na zdjęciach i pocztówkach archiwalnych.

Jak głosi legenda (z domieszką faktów potwierdzanych archiwaliami): Wirów z Mołożewem i Czekanowem miały być centrum prawosławia w katolickiej Rzeczypospolitej. Z tego powodu wydrążono ponoć podziemny tunel łączący Mołożew z Wirowem. Starsi mieszkańcy ponoć jeszcze pamiętają czasy, gdy wlot do niego był widoczny. Potem miano go zasypać.

Po odzyskaniu niepodległości i powrocie Polski na mapy prawosławie nie przetrwało w tych miejscach. Cerkwie – początkowo unickie, potem w większości prawosławne – zostały przemianowane na kościoły rzymskokatolickie. Dziś, kiedy oba te odłamy chrześcijaństwa zgodnie koegzystują, możemy spokojnie, bez podtekstów politycznych, pochylić się nad zagmatwanymi losami naszych przodków i ziem, na których żyli. Częściowo opowiedzą nam o tym starsi mieszkańcy, częściowo zdjęcia archiwalne, czasem zaś własna wędrówka do tych miejsc.

Wirów - dawny monastyr prawosławny (2)

Niedzielne Popołudnie Teatralne

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Radzyńskie parkingi

Skomentuj