banner

Na stabilizatorze o „Don Kichocie z Radzynia”

Dokładnie 7 lat temu na stabilizatorze pojawił się wpis Kierowcy Żuka.

Wiele razy czytałem artykuły Mariusza Bobera o radzyńskiej kulturze. W jego tekstach publikowanych w jednym z tygodników wyczuwa się żal i rozgoryczenie. Chciałby coś zmienić w naszym mieście, ale jego inicjatywy i akcje nie cieszą się chyba zbyt dużym zainteresowaniem. Mariusz jest już kolejnym Don Kichotem rodem z Radzynia, który próbuje „dać siebie” innym. Wielu walczyło z wiatrakami, niektórzy zrezygnowali i opuścili nasze miasteczko,inni zaszyli się w swoich domostwach i tworzą „do szuflady”.

Nie wiem z czego to wynika, ale nasi twórcy bardziej są doceniani na tzw. obczyźnie niż w rodzinnym mieście. Myślałem, że powodem jest wrażliwość, wyjątkowość i inwencja twórcza stawiająca odbiorców sztuki w małym zakłopotaniu na przykład z powodu niezrozumienia przekazu autora. Obawiam się jednak, że powód jest zgoła inny.

Mariusz, jak wielu przed nim, stał się ofiarą syndromu „malowanego ptaka”. Osoby mające odwagę pisać i publikować, malować, grać, śpiewać mają ciężki żywot w naszym miasteczku. Wyróżniają się z tłumu i paraliżuje ich strach przed byciem innym, wyjątkowym. Boją się nie tyle wytykania palcami, co obojętności, z jaką mogą się zetknąć na samym początku swej artystycznej kariery. Brak zainteresowania działalnością artystyczną naszych rodzimych twórców prowadzi do zepchnięcia ich na margines kultury.

Dbajmy i pielęgnujmy skarby naszej małej ojczyzny i nie bądźmy obojętni na ich działania twórcze.

Czy nie jest nam miło, gdy słyszymy o sukcesach naszych sportowców? Dajmy szansę też innym, tym, którzy walczą z szarzyzną i bylejakością.

Kierowca Żuka

/12 stycznia 2011/

Konferencja „Prześladowanie Unitów na Podlasiu”

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

25. rocznica śmierci Józefa Czapskiego (12 I 1993)

Skomentuj