banner

Tajemnicza korespondencja Anety Edelman z ul. Ostrowieckiej

W 1930 roku wzmożona korespondencja przychodząca na ulicę Ostrowiecką 21 zwróciła uwagę radzyńskiej policji na jej adresatkę. Była nią uwidoczniona na załączonym zdjęciu Enia Etla Edelman.

Ta 20-letnia, nigdzie nie pracująca i żyjąca przy matce zajmującej się handlem Żydówka, prowadząca szeroką korespondencję z wieloma osobami z całego kraju i zagranicy, a przy tym mogąca sobie pozwolić na częste wyjazdy, wydała się stróżom prawa bardzo podejrzana.  Po otrzymaniu sądowego zezwolenia jej korespondencję objęto dyskretną kontrolą śledczych. Listy były przechwytywane, fotografowane, a następnie docierały do adresatów.

Okazało się, że dziewczyna należy do MOPR – Międzynarodowej Organizacji Pomocy Rewolucjonistom, tzw. Czerwonej Pomocy – jednej z komórek sowieckiej agentury, podobnie jak Komunistyczna Partia Polski sterowanej z Moskwy i mającej na celu rozkład państwa polskiego i morale polskiego narodu od środka.

Za pieniądze otrzymywane zza wschodniej granicy, z Gostomela koło Kijowa w republice ukraińskiej, Enia Edelman, zwana przez swych towarzyszy partyjnych Anetą, utrzymywała stały kontakt z więzionymi w polskich zakładach karnych komunistami oraz pośredniczyła w ich kontaktach między sobą.

Autorami listów byli: narzeczony Anety Mordko Nachtigal, zwany przez swych towarzyszy Beniek, odsiadujący karę 11 lat pozbawienia wolności w zakładzie karnym w Siedlcach za działalność komunistyczną i za szpiegostwo na rzecz Związku Sowieckiego; Jan Karaś, odsiadujący karę 10 lat w zakładzie karnym w Grudziądzu; Benek Brand, kontakt polskich komunistów w Kijowie; wreszcie robotnicy sowieccy utrzymujący kontakt z odsiadującymi wyroki polskimi komunistami na zasadzie „moralnego wsparcia” – Julia Puchtińska i niejaki Danilenko z fabryki w ukraińskim Gostomelu pod Kijowem. Wszystkie przechwycone przez radzyńskich stróżów prawa listy pochodzą z okresu od maja do lipca 1930 r.

Korespondencja ta kierowana była dwoma różnymi drogami: pocztą oficjalną, kiedy przesyłano listy nie kompromitujące organizacji, oraz poza cenzurą zakładu karnego, zapewne poprzez odwiedzających lub straż więzienną.

W liście z 16 maja 1930 r. Jan Karaś robi dziewczynie wykład z podstaw komunistycznej konspiracji:

[…] Dziś wysyłam Tobie czwarty list informacyjny, poza okiem kacyków faszyzmu, i nadmieniam, że w miarę potrzeby będę Ci mógł stale wysyłać niniejszą drogą. Natomiast po drodze, czy też tam u Ciebie, na ostatniej poczcie, nie jestem pewny czy podobni kacykowie faszyzmu nie kontrolują listów nadchodzących do Ciebie. Rozumiem, że trudno to wiedzieć, jednakże można spostrzec bodaj po zewnętrznym wyglądzie koperty (czy należycie zalepiona, czy nie ma jakichś znaków itp.).

[…] proszę pisać do mnie niewidzialnym atramentem – sokiem pomarańczowym wewnątrz koperty (a nie na liście!), tj. w samej kopercie. Ale przed pisaniem, dla wygody, należy kopertę przeznaczoną do wysłania zupełnie rozkleić nad parą, napisać sokiem na wewnętrznej stronie i zlepić kopertę z powrotem. Następnie zaopatrzyć w list normalny, niepodejrzanej treści, i wysłać na mnie drogą zwykłą. Ja tutaj zdołam przeczytać. Tak też proszę zrobić, jeśli zachodzi potrzeba, z listem mego Beńka do mnie.

Należy też przewidywać, że i moja dotychczasowa droga do Ciebie zepsuje się. Wówczas byłbym zmuszony pisać do Ciebie również w taki sam sposób, jak wskazałem Tobie wyżej. A dlatego uważam za wskazane wyjaśnić sposób czytania pisma pisanego sokiem. Otóż takie pismo przed czytaniem należy dobrze nagrzać, niby zasmalić, nad lampą, ale w żadnym razie nie spalić, i wtedy można będzie czytać. Ja, co prawda, lampy nie mam, ale wystaram się o świecę. […]

Środki na opłacanie komunistycznej agentury prosowieckiej pochodziły ze Związku Sowieckiego. Miesięcznie za pośrednictwem radzynianki do Nachtigala jako „zawodowego rewolucjonisty”, tzw. funka, wpływało od 10 do113 zł, czyli warto zauważyć, że górna granica oznaczała ówczesne średnie zarobki robotnika w Polsce. Poza pulą środków z sowieckiej kasy państwowej przeznaczonych na eksport rewolucji do krajów ościennych, ciekawym rozwiązaniem było przerzucenie ciężaru utrzymania „męczenników komunizmu” w Polce na barki rosyjskich robotników. Otóż robotnicy danego przedsiębiorstwa sowieckiego zobowiązywali się do opieki nad konkretnym komunistą w Polsce w postaci wciągnięcia go na listę płac. W ten sposób Mordko Nachtigal został honorowym majstrem w fabryce w ukraińskim Gostomelu, skąd jego pobory przesyłano do MOPR-owskich punktów kontaktowych, takich jak radzyńskie mieszkanie Anety Edelman.

Warto zauważyć, że dzieje się to w okresie kolektywizacji rolnictwa na Ukrainie, w przededniu Wielkiego Głodu, którego pierwsze symptomy są już zauważalne. Osoby wyznaczone do prowadzenia korespondencji zagranicznej nie są jednak przypadkowe, zatem problemy żywnościowe piszący tłumaczą zgodnie ze stalinowską propagandą.

List robotnicy Julii Puchtińskiej do Nachtigala z 21 czerwca 1930 r. (ówczesne tłumaczenie z jęz. rosyjskiego).

[…] Obecnie u nas są duże trudności z produktami spożywczymi, robotnik pracuje bez mięsa, można powiedzieć, że nawet jest głód; robotnik huty szklanej musi pracować na kawałek chleba i butelkę mleka. Przyczyna tego jest taka, że gdy na wiosnę u nas zaprowadzono kolektywizację, nieuświadomione włościaństwo (ci którzy nie chcieli przystąpić do kolektywów) wyrżnęło bezlitośnie bydło, co odbiło się obecnie i przyczyniło się do trudności aprowizacyjnych. Już z górą od miesiąca u nas na Ukrainie wyrobnicy nie mają mięsa, prócz jednych sanatoriów.

 List robotnika Danilenki do Nachtigala z 21 czerwca 1930 r. (ówczesne tłumaczenie z jęz. rosyjskiego).

[…] Również chcę napisać trochę o naszym położeniu, o kłopotach. Najgłówniejszą rzeczą jest to, że w związku z przejściem do kolektywizacji nastąpiła wielka rzeź bydła i trzody – to jest wszystko dziełem kułaków u nas w obecnym czasie. Robotnicy Kijowa wyrazili zgodę i podpisali się, że nie będą otrzymywali sadła i mięsa. Już od miesiąca zaopatrują w mięso tylko Czerwoną Armię, zakłady lecznicze i zaledwie mały procent mięsa dostają stołówki robotnicze. Nie ma mowy o tym, że są duże trudności do pokonania, no mnie się wydaje, że jeszcze można wytrzymać. Jednak jest dużo wśród nas ludzi takich, którzy zanadto kraczą, trzeba tracić dużo energii na powstrzymywanie ich. Co się tyczy kolektywizacji, to jeszcze dużo pozostało do zrobienia, najwięcej kułaków jest na Ukrainie, którzy wrogo do niej odnoszą się. […]

 Pomimo prób izolowania osób osadzonych za działalność komunistyczną, dla „zawodowych agitatorów” pobyt w więzieniu stanowił kolejną okazję do propagowania bolszewickiej ideologii wśród współwięźniów, pracy formacyjnej w duchu marksistowsko-leninowskim oraz prowadzenia komunistycznych akcji propagandowych. Mogli liczyć na przedterminowe zwolnienia spowodowane amnestią lub wymianą więźniów między władzami Polski i Związku Sowieckiego. Nie dziwi zatem, że pobyt w polskim zakładzie karnym komuniści określali jako czas kształcenia w „uniwersytecie więziennym”.

W zachowanej korespondencji uderzające jest posługiwanie się piszących charakterystycznym językiem propagandowym również w kontaktach między sobą, co świadczy o obowiązującej stylistyce wewnątrz ruchu komunistycznego, z której wiele pozostało w sposobie wyrażania się również współczesnego lewactwa.

 List J. Karasia do M. Nachtigala (niedatowany, ówczesne tłumaczenie z jęz. ukraińskiego).

[…] Pierwszy maja był zawsze dniem przeglądu sił rewolucyjnego proletariatu w międzynarodowej skali. W tym roku tym więcej nosił on bojowy charakter. Pogłębiający się z dniem każdym kryzys kapitalizmu i sprzeczności rozsadzają wąskie ramy starego, imperialistycznego świata. […] Masę kolonii wyzwala się z pod obłudnej frazeologii swojej burżuazji i przechodzi do otwartej walki z imperializmem (Palestyna, Indie). Rewolucja w Chinach […], Berlin, Jawa, Paryż, Szanghaj, Londyn i Kalkuta, Nowy Jork i Filipiny – fala rewolucji obejmuje całą kulę ziemską. Najsilniejszą dźwignią rewolucji jest proletariat w ZSRR. Budowa socjalizmu jest silnym czynnikiem w międzynarodowej rewolucji. Pierwszy raz w historii ludzkości pracujące masy dają przykład, jak można bez wyzysku i eksploatacji, bez kryzysów gospodarczych, pięknie i prędzej rozwijać narodową gospodarkę. A tu, w faszystowskiej Polsce, szaleje krwawy terror. Światowy kryzys przede wszystkim silnie podważa zgniłe podwaliny polskiego kapitalizmu. Jeszcze raz nadciąga fala rewolucji. Robotnicze masy jeszcze raz odważnie wychodzą na ulicę i stawiają opór najmitom faszyzmu. […]

 List Jana Karasia do Anety Edelman z 16 maja 1930 r. [37]

[…] Faktycznie i bez okular[ów] widać, że stary, przestarzały, zgniły świat imperialistyczny wali się. Produkcyjne siły tak rozrosły się, że rozsadzają stare formy kapitalistycznego ustroju na wszystkich frontach. Stare ramki świata imperialistycznego trzeszczą. Szerokie masy pracujące, od wieków gnębione przez kapitalizm, coraz bardziej radykalizują się i stają śmiało do boju za socjalistyczną rewolucję, za dyktaturę proletariatu. Klasa robotnicza uświadamia się i masowo staje w szeregi walecznego proletariatu pod kierownictwem swojej wiernej, bojowej i zwycięskiej partii komunistycznej i Kominternu. Rewolucja nadchodzi szybkimi krokami i mocno wierzę, że ona niesie zagładę kapitalizmowi, a dyktatura proletariatu zagwarantuje zupełne wyzwolenie ludzkości. A wtem zostaną wyzwoleni najlepsi bojownicy klasy robotniczej – więźniowie polityczni. Wyjdzie Twój Beniek i inni. Wyjdą wszyscy. Wyjdę i ja. Wtedy urządzimy sobie serdeczne powitanie. Prawda? A więc pluję z 4 piętra na Piłsudskiego i jego amnestię, na swój wyrok i na cały świat kapitalistyczny.

 

Dariusz Magier

archiwozof

Monograficzny koncert twórczości Karola Lipińskiego na XXIII DKL

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Boks w Radzyniu, cz. II

Liczba komentarzy 1

  1. szaniec
    21/07/2018

    „…Innowiercy są w parafii, a mianowicie żydzi tylko, liczba ich w parafii około 5 tysięcy, jak na całym świecie tak i u nas usposobienie żydostwa do ludności katolickiej bardzo wrogie, a szczególnie w czasie okupacji niemieckiej, podłość, nienawiść, szpiegostwo żydostwa względem ludności polskiej wystąpiły w całej pełni, tożsamo powtórzyło się i w czasie inwazji bolszewickiej…”
    pisał w roku 1921 Ks.Infułat Tadeusz Osiński , Proboszcz Parafii Przenajświętszej Trójcy w Radzyniu.

    [ dygresja: właśnie czytam „Zapomniany Holocaust” R.C. Lucasa i tam natrafiłem na: „… W latach 1939-1941 ludność rdzennie polska była bardziej jeszcze niż Żydzi narażona na aresztowania, deportację i śmierć; Żydów bowiem dopiero zapędzano do gett. Emmanuel Ringelblum, znany żydowski historyk, któremu Polacy przedłużyli życie, zanotował w swoim dzienniku pod datą 8 maja 1940 roku, że Polacy deportowani są do Rzeszy , a żydowscy fryzjerzy muszą ich przedtem strzyc. Jak zauważył inny żydowski historyk , Polacy pragnący uniknąć grożących deportacją lub egzekucją łapanek odkryli ” niezwykły sposób ratunku – gwiazdę Dawida”. Kupowali mianowicie lub pożyczali te odznaki, by za ich pomocą wymknąć się obławie. W tym czasie nawet Żyd, jeśli udowodnił, że nie jest ukrywającym się Polakiem, był bezpieczny…Raport informatora OSS mówi , że Polacy traktowani są przez Niemców dużo gorzej niż Żydzi.”]

Skomentuj