Warszawa Tomasza Wojciechowskiego

W naszym mieście mieszka szczęśliwy posiadacz zabytkowego samochodu marki Warszawa. Odwiedziłem go ostatnio, by wysłuchać jego opowieści o ukochanym aucie i zrobić parę zdjęć.

Wchodzimy do garażu na jego posesji. Moim oczom ukazuje się pięknie zachowana, granatowa warszawa. Ma nawet zachowane oryginalne polichromie! Tomasz z dumą prezentuje dowód zakupu auta w lubelskim Polmozbycie, którego dokonał jego ojciec w 1973 roku. To właśnie ostatni rok produkcji zabytkowego auta! Jeden z ostatnich modeli, oznaczony jako warszawa 223, który zjechał z taśmy produkcyjnej. Cały czas w jednym domu.

Auto kosztowało 120 tys. zł. Żeby to sobie wyobrazić, trzeba wiedzieć, jaka była wtedy najniższa średnia krajowa pensja. Ponoć 3 tys. zł – mówi Tomasz Wojciechowski. W sumie powstało tylko 250 tys. warszaw. Ta, która stoi w garażu, wciąż jest na chodzie. – Za czasów mojego taty i zakładu produkcyjnego (produkowaliśmy ceramikę) wożeni w tym byli robotnicy w kufajkach i gumofilcach – wspomina. Teraz jest posiadaczem zabytkowego auta.

Dźwignia zmiany biegów jest nietypowa. Po pierwsze znajduje się przy kierownicy, a trzy biegi ułożone są w zaskakujący sposób. – Najprzyjemniej jest, kiedy jedzie się tym tak z 60 kilometrów na godzinę – zauważa. Zapewnia, że silnik jest bardzo prosty w obsłudze. Za to z tyłu nie ma pasów. Z przodu są, ale bez naciągaczy. Brakuje też świateł awaryjnych. Ale jest  choćby spryskiwacz.

Pytam, co jest wyjątkowego w tym aucie, czego brakuje w nowoczesnych samochodach. – Zapach – odpowiada. Warto dodać do tego niezwykły komfort jazdy, wynikający z nie za wysokiej, dostojnej prędkości i z foteli, które bardziej od tych znanych współcześnie przypominają zwykłą kanapę.

No i ogólnie mówiąc – klimat! Zapraszamy na przejażdżkę.

700. rocznica wiecu w Sulejowie (20-23 VI 1318)

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Historia Orląt na zdjęciach, cz. XVI

Skomentuj