banner

Z archiwum stabilizatora

Bardzo cenię western Clinta Eastwooda „Unforgiven”. To oscarowy klasyk równo sprzed 20 lat, znany u nas pod tytułem „Bez przebaczenia”. Prosty, surowy moralitet, który mówi podstawową prawdę: brak sprawiedliwej kary za przestępstwo i rozmydlanie win prowadzą do nieuchronnej katastrofy. Sam Eastwood pewnie nie wiedział, że kręci film o Polsce – pisał nasz felietonista 6 lat temu, 9 lipca 2012.

Nie wystarczy, że nie rozliczyliśmy komunizmu i ubeckich zbrodni, że dziesiątki afer III RP zamieciono pod dywan. Polska prokuratura niedawno orzekła, że największa hekatomba współczesności, czyli katastrofa smoleńska, nie wiąże się z winą i odpowiedzialnością żadnego z urzędników. Koniec, kropka. A że ryba psuje się od głowy setki podobnych przypadków „nieudowodnienia winy i nie stwierdzenia winnych” mamy w naszych samorządach. Wystarczy tylko, żeby zamieszani w sprawę mieli wsparcie w odpowiednich (czytaj: pełniących aktualnie władzę) partiach czy lokalnych koteriach. To widzi każdy, kto nie jest ślepy. Pozostaje pytanie:do czego to wszystko doprowadzi?

W filmie Eastwooda człowiekiem wymierzającym sprawiedliwość w zastępstwie skorumpowanego szeryfa Daggetta jest rewolwerowiec i alkoholik William Munny. Ostatnia scena pokazuje go stojącego nad Daggettem, który wypowiada słowa  „Do zobaczenia w piekle, Munny”, na co pada krótkie „Tak…” oraz strzał w kierunku szeryfa.

195. rocznica urodzin Henryka Rodakowskiego (9 VII 1823)

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Sopran i baryton, czyli koncert wokalny na XXIII Dniach Karola Lipińskiego

Skomentuj