banner

Ziaba

Bez Zdzicha to już nie jest ten sam Radzyń.

Był prawdziwym symbolem radzyńskiej piłki z czasów „przedskomrowych” – biednych, przaśnych, ale fajnych. Wtedy to była autentycznie zabawa dla amatorów, w skromnych (to mało powiedziane) warunkach i bez żadnych pieniędzy za grę. Jednak Ziaba miał to „coś”: naturalny dar, który mógł go zaprowadzić do dużo większej piłki, gdyby urodził się w jakiejś Łodzi czy Warszawie.

Porównywalną skalę talentu mieli wtedy tylko chyba jego brat Bida i jeszcze Buncol (Włodka Andrzejewskiego z boiska nie pamiętam), ale to byli napastnicy. Ziaba był królem środka pola, mistrzem asyst, ale bramek też strzelał bardzo dużo. I śmiechu było z nim co niemiara! Nie zapomnę jego odpraw przedmeczowych (były czasy, kiedy był naszym grającym trenerem): „Długa piła, krótkie krycie, a w przodzie Mazureczek swoje zrobi…”.

Kiedyś nasz bramkarz Lońka (tzn. ksiądz proboszcz Andrzej) przyszedł na pierwszy powakacyjny trening i mówi: „Chłopaki, ja w tym roku rzadziej będę na treningach, bo matura”, a Zdzicho :”Ch.j z maturą! Aby w piłkę grać!”. Cały On.

W czasach kiedy grał w Łukowie uwielbiałem spotkać Go w poniedziałek na ulicy – opowiedział cały mecz z pokazywaniem poszczególnych zagrań, i kończył zawsze nieśmiertelnym: „Człowieku, a co sędzia wyrabiał…!”. Kiedy w ostatnich latach pojawiał się na Orlętach zawsze było wesoło. Krzyczał, przechwalał się („Co on robi? Szeroko! Pamiętasz jak ja rogi biłem?!”). Ech…

Spoczywaj w pokoju, Kolego! A właściwie nie spoczywaj. Biegaj po niebieskich boiskach. Kiedyś dołączymy do Ciebie. I jeszcze strzelimy sobie karnego „na raty” – tak jak kiedyś Unii Krzywda…

fot. Mirek Piasko

Pan od niemieckiego

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Pan Mieczysław

Skomentuj