banner

Ewangelia krzyża – młodzież przy krzyżu Chrystusa

„Kto się do mnie przyzna przed ludźmi…” Zamiast wstępu,relacja z małego eksperymentu: gdy w popularnej wyszukiwarce internetowej wpiszemy hasło „diecezja siedlecka” wyświetla się nam ok 124 tys. wyników, kiedy zaś wpiszemy dwa słowa „krzyż Miętne” wynik przekracza 129 tys.

I rzeczywiście, jeżeli nasza diecezja jest z czymś kojarzona to przede wszystkim z dwoma niewielkimi miejscowościami Miętnem i Pratulinem. O Miętnem, a dokładniej o młodzieży zmiejscowego Zespołu Szkół Rolniczych cały świat usłyszał ponad 34lat temu, za sprawą słynnego strajku uczniów zorganizowanego w proteście przeciwko zdejmowaniu przez dyrekcję placówki krzyży ze szkolnych ścian. Warto dokładniej przypomnieć tamte wydarzenia.

Zdejmowanie krzyży, powieszonych w szkole w czasie „solidarnościowej wolności” zaczęło się w listopadzie 1983 r.1 Najpierw niepostrzeżenie zniknęły dwa krzyże wiszące w hallu. Na początku grudnia dyrektor wydał polecenia opiekunom ośmiu pracowni, by i tam zdjęli wiszące w nich krzyże. Zniknął tylko jeden, lecz dwa dni później krzyży już nie było . Uczniowie zaczęli się zastanawiać, jak dalej postąpić. Przygotowali na piśmie petycję do dyrekcji szkoły z pytaniami: „Dlaczego krzyże zdjęto? Na jakiej podstawie prawnej podjęto decyzję?”.
Przed świętami, 19 grudnia, w czasie apelu dyrektor udzielił odpowiedzi: „Krzyże zostały zdjęte, bo trzeba przywrócić porządek prawny. Szkoła jest instytucją świecką, a krzyże powieszono w okresie działania „Solidarności”, kiedy wymuszano na władzy różne decyzje.” W reakcji na te słowa uczniowie odmówili rozejścia się do klas. Zaczęli modlić się i śpiewać: „My chcemy Boga”. Skończyli po półtorej godzinie, kiedy dyrektor zapewnił, że sprawa zostanie ponownie rozważona.

Po feriach, 9 stycznia, władze szkoły ponownie oświadczyły, że w placówce świeckiej, jaką jest szkoła, nie ma miejsca na formy i treści religijne. W odpowiedzi uczniowie wywiesili cytat z Mickiewicza: „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem – Polska jest Polską, a Polak Polakiem”. Zaczęli śpiewać pieśni religijne i skandować hasła: „Oddajcie nam krzyże!”, „Prosimy o krzyże!”, „Żądamy krzyży!”. Zwodzeni przez dyrekcję obietnicami, na koniec złożyli jej votum nieufności. 12 stycznia po lekcjach około pół tysiąca uczniów przemaszerowało ze szkoły do odległego o 5 km kościoła w Garwolinie. Odebrane od dyrektora krzyże przewieziono tam samochodem. Umieszczone zostały na biało-czerwonej tablicy z napisem „Nie było miejsca dla Ciebie, Chryste w naszej szkole – ZSR Miętne”. Ówczesny biskup siedlecki Jan Mazur ofiarował młodzieży niewielkie 10-centymetrowe krzyżyki. I tak w szkole pojawiło się prawie 600 krzyży zawieszonych już nie ścianach a na piersiach uczniów. Protest uczniowski miał charakter modlitewny: na długich przerwach młodzież gromadziła się na szkolnym korytarzu, odmawiała różaniec i śpiewała pieśni. W tym czasie delegacja uczniów chodziła do dyrekcji z petycjami o powrót krzyża.

W odpowiedzi władze szkolne nakazały wychowawcom wezwać rodziców najaktywniejszych uczniów, sądząc że to wyciszy protest. Wychowawcy, by ochronić młodzież przed represjami, wezwali wszystkich rodziców. Ci zaś, nie tylko wystąpili w obronie swoich dzieci, ale sami powiesili w szkole krzyże. Wisiały jeden dzień. Następnego dnia te same krzyże przywieźli do szkoły księża, bo okazało się, że ktoś podrzucił je kościelnemu z garwolińskiej parafii. Uczniowie kolejny raz umieścili krzyże na ścianach. Nim skończyły się ostatnie lekcje, krzyże znowu zniknęły. Tym razem młodzież powiesiła na ścianach krzyże ofiarowane im przez bp. Jana Mazura. Nie zniechęcały ich groźby o wydaleniu ze szkoły ani to, że krzyże szybko znikały.

5 marca w szkole nie było już ani jednego krzyża. Następnego dnia uczniowie odmówili udziału w zajęciach. Od rana do godz. 14 modlili się i śpiewali pieśni. Na popiersiu patrona szkoły Stanisława Staszica zawiesili tablicę ze słowami Romualda Traugutta: „Byliśmy wierni Bogu w dniach zwycięstw i chwały, pozostaniemy mu wierni w dniach prześladowań i klęski. Bóg nas nie opuści.” Bezskutecznie domagali się rozmów z dyrekcją. W końcu zwartą grupą, z dużym krzyżem na przedzie i z mniejszymi w dłoniach, przeszli na nabożeństwo błagalne do kościoła w Garwolinie.

7 marca czterystu uczniów zorganizowało w szkole strajk okupacyjny. Wystawili warty, urządzili punkt żywnościowy i miejsce do spania na matach gimnastycznych. Po „Apelu Jasnogórskim” w szkole pojawił się prokurator. Zagroził sankcjami karnymi za okupację budynku. Dyrektor odczytał zarządzenie o zawieszeniu zajęć. Młodzież zdecydowała się opuścić szkołę z obawy przed ryzykiem pacyfikacji. Z krzyżem ruszono w stronę garwolińskiego kościoła. Tym razem minęła ich kolumna milicyjnych radiowozów, które zagrodziły drogę maszerującej młodzieży na wysokości stacji paliw. Po jednej stronie młodzież, pod drugiej uzbrojony po zęby – w pałki i ogromne tarcze oddział ZOMO. Wezwano młodzież do rozejścia pod groźbą użycia gazów łzawiących.

Młodzież wróciła do Miętnego eskortowana przez samochody milicyjne. Następnego dnia, o 6 rano pod internatem stały 3 autokary, aby odwieźć młodzież do rodzinnych domów. Uczniowie odmówili. Ruszyli w stronę kościoła w Garwolinie. Obawiając się zatrzymania przez ZOMO, tym razem powędrowali polnymi drogami. W kościele na nabożeństwie zgromadziła się już młodzież z garwolińskich szkół. W tym czasie dyrekcja szkoły zarządziła powtórne przyjęcia uczniów, żądając podpisywania „lojalki” zakładającej „świecki charakter szkoły” bez krzyża. Uczniowie odmawiali.

Z końcem marca 380 uczniów zabrało dokumenty. Ministerstwo Rolnictwa rozesłało wtedy do szkół rolniczych w Polsce zakaz przyjmowania uczniów z Miętnego. Tam zaś, na wznowione zajęcia przyszło zaledwie 90. spośród 600 uczniów. Biskup Jan Mazur podjął wówczas post o chlebie i wodzie, do czasu rozwiązania konfliktu. Do uczniów z Miętnego płynęły głosy wsparcia z całej Polski i z zagranicy. Jan Paweł II przekazał im błogosławieństwo i pamiątkowe krzyżyki. Ksiądz Jerzy Popiełuszko przekazał specjalny list od warszawskiej młodzieży.

Sprawa zaangażowała w rozmowy najwyższe władze rządowe i kościelne. Krzyż wrócił do szkoły 6 kwietnia. Zawisł w szkolnej bibliotece. Od tej pory to miejsce stało się nieformalną „kaplicą” – tu się modlono, palono znicze i składano kwiaty.
Za to odważne świadectwo w obronie krzyża zarówno młodzież, jak i nauczyciele, którzy stanęli po ich stronie zapłacili wysoką cenę, ci pierwsi cenę tułaczki po szkołach, ci drudzy utraty pracy.

Podobna scena wydarzyła się sto lat wcześniej na drugim krańcu diecezji w Pratulinie. Również był protest i również przeciwko świeckiej władzy, która odbiera prawo do wolności religijnej. I znowu krzyż i znowu obalony tyle, że nie ze ściany, a z ręki ostatniego spośród 13 mężczyzn broniących swojej katolickiej cerkiewki, który padł od carskich kul.

Niezwykle wymowny jest fakt, że w naszej diecezji heroiczne świadectwo wiary zarówno w Pratulinie, jak i w Miętnem złożyli wierni świeccy. Dostrzegł to Jan Paweł II poświęcając homilię na siedleckich błoniach potędze świadectwa i apostolstwa świeckich w Kościele: ”Jako ludzie świeccy – mówił, wierni swojej tożsamości, żyjąc w świecie czynnie i skutecznie możecie przekształcać świat w duchu Ewangelii. Bądźcie solą, która daje chrześcijański smak życiu.(…).Nowa ewangelizacja potrzebuje prawdziwych świadków wiary. Ludzi zakorzenionych w krzyżu Chrystusa i gotowych dla niego ponosić ofiary. Prawdziwe bowiem świadectwo o życiodajnej mocy krzyża daje ten, kto w jego imię pokonuje w sobie grzech, egoizm i wszelkie zło, i pragnie naśladować miłość Chrystusa do końca.”

Pratulin i Miętne to piękna i wielka, ale jednak historia. Nasze pokolenie przejęło pałeczkę w sztafecie wiary na odcinku, w którym o autentyczne świadectwo wiary zaczynają wołać kamienie.

Co zrobić, żeby nasze świadectwo dawane Chrystusowi w Polsce wolnej od cara i komuny, ale zniewolonej neopogaństwem i materializmem było skuteczne? Przed wielu laty sługa Boży Ks. Franciszek Blachnicki zebrał 9 zasad owocnego dawania świadectwa Chrystusowi:

Zasada pierwsza:Wierzyć, a nawet mieć pewność, że Chrystus jest moim Panem i Zbawicielem, że jest w moim życiu, żyje we mnie, a ja w Nim.

Chodzi o pewność opartą na obietnicy Chrystusa, na Jego słowie. Jest to warunek konieczny, ponieważ z tej pewności dopiero wypływa przekonanie, że trzeba iść do innych ludzi aby głosić, że mamy do przekazania coś radosnego, coś, co innym jest potrzebne, co także im daradość, pokój i szczęście. Jeżeli sam tego nie doświadczyłem, nie będę odczuwał potrzeby, żeby świadczyć o tym wobec innych. Naszym zadaniem jest świadczyć o Chrystusie, jako żywej osobie. Musimy z tą żywą osobą najpierw sami nawiązać kontakt bezpośredni, bliski, musimy do Niego się modlić, jemu polecać swoje problemy życiowe. Dopiero wtedy, kiedy Chrystus jest naprawdę moim przyjacielem mogę iść głosić, dawać świadectwo.

Zasada druga:Uznać, wyznać i obmyć wszystkie swoje grzechy w przebaczającej Krwi Chrystusa, przelanej na krzyżu. 

Muszę być pewnym tego, że moje grzechy uznane, wyznane przed Chrystusem, są naprawdę odpuszczone. Nie mogę w sobie nosić lęku, niepewności, czy jestem uwolniony od grzechu, bo wtedy nie mógłbym świadczyć z radością. I wtedy, kiedy mam w sobie tę radosną pewność, ten pokój, mogę iść do innych, aby dawać świadectwo także o tym niezwykłym darze odpuszczenia grzechów, który przyniósł nam Chrystus.

Trzecia zasada to pewność, że jesteśmy napełnieni Duchem Świętym i że prowadzimy życie w Duchu.

Musimy prosić Ducha Świętego, żeby kierował naszym życiem, żeby dał nam moc prowadzenia prawdziwego życia chrześcijańskiego, życia Słowem Bożym, życia poddanego kierownictwu Chrystusa i opartego na obietnicy, którą przekazuje św. Jan: „Ufność, którą w nim pokładamy polega na przekonaniu, że wysłuchuje On wszystkich naszych próśb zgodnych z Jego wolą” (1 J 5:14.15).

Zasada czwarta mówi, że wiarą w Chrystusa trzeba się dzielić w sposób jasny, prosty, wykorzystując do tego każda okazję.

 Trzeba się pozbyć wszelkich lęków i zahamowań. Pomoże w tym świadomość, że w drugim człowieku, z którym rozmawiamy, też działa Chrystus i Duch Święty. Wielu odczuwa lęk przy dawaniu świadectwa, dlatego że ostatecznie polega na sobie. Jak ja to zrobię, jak ja go przekonam, jakich użyję argumentów? A tymczasem chodzi tylko o proste słowa, płynące z głębokiego przekonania, oparte na mocy Bożej a nie na sile mojej perswazji czy inteligencji. Resztę zostawiamy Bogu. On przez swego Ducha przygotowuje naszego bliźniego na to, by był zdolny przyjąć nasze świadectwo.Ostatecznie tylko Bóg w nas może przyjąć Boga. Musimy o tym pamiętać, a równocześnie o tym, że my naszym zewnętrznym świadectwem włączamy się w to tajemnicze spotkanie człowieka z Bogiem jako narzędzie, wezwania go do wiary. Jest ono konieczne, bo osoba reaguje na osobę (rezonuje), która mówi o swoich wewnętrznych przeżyciach.

Piąta zasada owocnego świadczenia mówi o modlitwie.

Trzeba się modlić za tych wszystkich ludzi, którzy jeszcze nie doznali szczęścia poznania i przyjęcia Chrystusa. Najpierw za tych w najbliższym otoczeniu. Może we własnej rodzinie, na uczelni, w pracy spotykam ludzi, którzy nie wierzą w Chrystusa. Modlitwa jest ogromnie ważna w dziele ewangelizacji, bo przez modlitwę, którą zanoszę do Boga w Duchu Świętym, mogę wpływać na Boga, który z kolei może zmienić wnętrze człowieka.
Szósta zasada: w Słowie Pana idąc nauczajcie.

 Mamy więc wziąć inicjatywę w swoje ręce, nie czekać, aż ludzie przyjdą do nas, nie siedzieć bezczynnie, a potem mówić: nikt nie przyszedł i nie miałem okazji głoszenia Ewangelii. Mamy wyjść do ludzi planując systematyczne akcje ewangelizacyjne. Wtedy spełnimy nakaz Chrystusa, który powiedział: idźcie, idąc nauczajcie.
Szóstą zasadę uzupełnia zasada siódma: idźcie w miłości.

Św. Paweł mówi:miłość Chrystusa mnie przynagla! (Por. 2Kor 5,14) Jest to bardzo ważne stwierdzenie, bo często gdy idziemy do ludzi ze świadectwem odzywają się w nas kompleksy, czy wolno nam mówić do ludzi o Chrystusie, czy mamy do tego prawo itd. Jeżeli mamy miłość, to mamy prawo, bo miłość chce dobra drugiego człowieka. Wiemy, że niesiemy im autentyczne dobro. Jeżeli widzę w czasie powodzi człowieka, który ratuje swój dobytek, to nie pytam się, czy on sobie będzie życzył pomocy, czy mam prawo mu pomagać. Tak samo jest z głoszeniem Ewangelii.

Ósma zasada jest pewną praktyczną radą.

Mianowicie trzeba rozmawiać wprost o Jezusie, tzn. nie robić neutralnych wstępów, nie szukać jakiejś okrężnej drogi.Niektórzy myślą, że potrzeba długich przygotowań, szukają punktu wyjścia w jakiejś ogólnej filozofii. Tymczasem ludzie potrzebują Chrystusa, czekają na Niego w swoim sercu i dlatego mówimy wprost, bez krążenia wokół tematu.

Wreszcie dziewiąta i ostatnia zasad mówi: rezultaty zostawić Bogu.

Nie zniechęcać się, kiedy tych rezultatów nie widzimy, albo nie widzimy ich od razu i nie popadać też w zbytni samo-zachwyt nad własną apostolską skutecznością Robimy to, co do nas należy, pamiętamy o słowach Chrystusa: Kiedy wszystko zrobicie, co do was należy, to mówcie: ,,Słudzy nieużyteczni jesteśmy, wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać”. Por. Łk 17,7-10
Podsumowanie:

Słuchając dzisiejszej konferencji może ktoś dojść do wniosku, że powinna być głoszona trzydzieści lat temu, że trafiła by raczej do młodych z Miętnego, ale nie do współczesnej młodzieży, która jak ta z wrocławskiego liceum prędzej podpisałaby się pod petycją z żądaniem zdjęcia krzyża ze szkolnej ściany. Albo ktoś inny słuchając tych słów dojdzie do wniosku, że nie ma odwagi w środowisku mówić o Chrystusie, tak wprost, bez ogródek. Jeśli już to wolałby poczekać aż sami go zapytają. Ok.

Zatem świadcz, mów o Chrystusie tylko wtedy, kiedy Cię o Niego zapytają, ale jeden warunek – żyj tak, żeby się Ciebie o Niego pytali.

Maryja jako kobieta dzielna i uwielbiona (wniebowzięta)

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

W trudnych warunkach pogodowych, dzień 10

Skomentuj