banner

Maryja jako kobieta przyjmująca trudną wolę Bożą

A obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: «Niewiasto, oto syn Twój». Następnie rzekł do ucznia: «Oto Matka twoja». I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie. 

Dwa najważniejsze momenty pokazujące, iż Maryja potrafi zaufać do końca Panu Bogu, to scena zwiastowania oraz scena, kiedy Maryja stoi pod krzyżem, patrząc na śmierć swojego Syna i jednocześnie Syna Bożego.  Jak już mówiliśmy, zgoda młodej dziewczyny na to, aby został całkowicie zakłócony jej plan na spokojne sielskie życie, to nie lada odwaga. To nie jest przejaw braku roztropności, ale dowód ogromnej wiary zakorzenionej w młodym jeszcze sercu, ale już doświadczającym głębokiej relacji z Bogiem, w sercu nieustannie szukającym i odkrywającym Boży zamysł wobec życia, które mam. Możemy nazwać to procesem rozpoznawania swego powołania.

Maryja zgadzając się zostać Matką Jezusa nie wiedziała co ją czeka. Pierwsze objawienie tajemnicy Jej cierpienia, które miało dopiero nadejść, zostało objawione przez starca Symeona w świątyni podczas obrzędu ofiarowania, o czym już wspominaliśmy w pierwszych dniach naszej wędrówki. Warto tu jednak dodać, że ciąża Maryi, to nie tylko czas ogromnej radości z wybrania na Matkę Boga. Zobaczmy, że właśnie czas przed samym porodem już wtedy dla Maryi i Józefa był pierwsza próbą ich wiary w Bożą opatrzność i w Boże prowadzenie. Kiedy okazało się, że mają udać się do Betlejem, aby jako małżonkowie i mieszkańcy tamtych ziem, poddać się publicznemu spisowi ludności, zarządzonemu przez Cezara Augusta, wtedy właśnie dla Maryi nadszedł czas rozwiązania. Czyli zamiast tuż przed porodem zostać w domu, wśród bliskich, w bezpiecznym i znanym sobie miejscu i oczekiwać na rozwiązanie, sytuacja polityczna, czyli odgórny nakaz rzymskiego okupanta, wymusza na dziewczynie w zaawansowanej ciąży iść z mężem do obcej miejscowości. Kiedy okazało się, że poród zbliża się nieuchronnie, jak czytamy, zabrakło dla nich miejsca nawet w gospodzie. Czy Józef był nieudacznikiem i nie potrafił zatroszczyć się o  los swej ciężarnej małżonki? Czy może właśnie sam Bóg chciał, aby Jezus nie rodził się w pałacu, ale w biedzie i prostocie, aby pokazać światu, jak bardzo się uniża, aby ostatecznie wywyższyć człowieka. Jak bliski staje się wobec tych, którzy są  biedni i pokorni, aby wynieść ich nad królewskie trony w chwale nieba.

Jezus rodzi się w stajni betlejemskiej. Mogła to być teoretycznie grota skalna lub stajnia przyklejona do jakiegoś domowego gospodarstwa w którym faktycznie, z racji na ilość przychodzących na spis ludności, mogło po prostu zabraknąć już miejsca. Gospodarz domu, który zgodził się na użyczenie stajni lub groty okazał i tak swe dobre serce, nie wypędzając tych młodych małżonków w siną dal. Użyczył im to, co sam posiadał, choć nie były to ani wymarzone, ani komfortowe warunki do narodzin dziecka.

Dodajmy również, że kolejne trudne dla Maryi i Józefa doświadczenie, to nakaz Heroda wzywający do zabicia chłopców w wieku do dwóch lat. Sytuacja ta na pewno wzbudziła ogromny lęk w sercu Maryi o życie Syna Bożego. Ale znowu ufając Bożemu prowadzeniu, poddaje się Jego woli, choć z drżeniem serca, boi się przecież także o Jej Syna. Tylko wypaczona psychicznie kobieta chciałby utracić dziecko. Kobieta ze swej natury powołana jest bowiem do przekazania daru życia i do jego ochrony, do strzeżenia tego co najważniejsze, czyli właśnie życia i zdrowia dziecka.  Przymusowa ucieczka do Egiptu, doświadczenie losu uchodźcy, to nie lada wyzwanie dla młodej matki z kilkunastodniowym dzieckiem.

Po kilku latach, kiedy Herod umiera, Józef we śnie słyszy nakaz powrotu do bezpiecznego już Nazaretu. Pamiętajmy jednak, że Maryja świadoma boskiego pochodzenia swego Syna, na pewno nieustannie nosiła w sercu pytanie o to, jaka jest Jego samoświadomość tego kim jest, kim jest dla Niego św. Józef oraz tego, jak chronić małego jeszcze Mesjasza. Tego typu myśli zapewne nie raz spędzały sen z oczu troskliwej i bardzo wrażliwej młodej izraelskiej matki.

Wszystkie te momenty, były jednak tylko przedmurzem tego, co tak naprawdę dopiero miała przeżyć Maryja. Widziała i czuła, że Jezus od momentu chrztu w Jordanie przyjętego z ręki Jana Chrzciciela, staje się samodzielnym wędrownym nauczycielem. Powołanie apostołów i wyjście z rodzinnego domu to dla Maryi trudny czas. Z jednej strony widząc czasem tłumy zmierzające za Jezusem mogła być dumna z tego, że realizuje się Boży plan zbawiania świata, że głoszona jest Dobra Nowina, czyli Ewangelia, że uzdrawiani są ludzie chorzy, wskrzeszani zmarli, karmieni głodni, uwalniani od złego ducha opętani. Ale jak wiemy, sytuacja ta wzbudzała coraz większy społeczny sprzeciw wobec osoby Jezusa, a napięcia wokół głoszonych przez Niego słów, sugerowały realnie wzrastające niebezpieczeństwo. Jezus, jak czytamy, wielokrotnie wymykał się żydowskim przywódcom, którzy od pewnego czasu niejako polowali na Jego potknięcie się, aby móc Go oskarżyć i unicestwić.
Chwila, o której rozmyślamy, w końcu nadeszła. Jezus zostaje wydany faryzeuszom przez jednego ze swych uczniów, przez Judasza, który sprzedaje Go pocałunkiem otrzymując w zamian za 30 srebrników. Maryja gubi na chwilę Jezusa z pola swego widzenia, z pola swych wpływów i matczynej opieki. Los jej  Syna jest już w rękach innych ludzi, ludzi niebezpiecznych i  uzbrojonych. Serce Maryi zaczyna odczuwać trwogę. Jak wielkie cierpienie miało spotkać Jezusa przekonujemy się wtedy, kiedy modli się on w Ogrójcu, a modli się krwawym potem. Medycyna zna takie zjawisko i nazywa je hematohydrozją, kiedy to w sytuacjach ogromnego strachu, naczynka krwionośne w gruczołach potowych pękają i porami skórnymi przesączają się na skórę, wydobywając kropelki krwi.

Maryja może w końcu zobaczyć Syna, który zostaje postawiony pod publiczny osąd, a charakter tłumu wyraźnie nie sprzyja obronie Jezusa. Maryja odczuwa ogromne zagrożenie dla życia Jezusa. Tłum zaczyna skandować: „Na krzyż z Nim! Na krzyż z Nim!” Maryja uświadamia sobie to, co było zapowiedzią Symeona, że Jej serce przebije miecz boleści. Ten miecz właśnie zaczyna kierować się dokładnie w samo serce Matki Bożej, dokładnie w najczulszy punkt kobiecej wrażliwości. Serce – oto najważniejsze miejsce matczynego świata uczuć i emocji.

Kiedy Maryja słyszy wyrok ubiczowania, kiedy patrzy na skrwawione od uderzeń bicza ciało swego Syna, wtedy musi zapaść w Jej sercu przykra zgoda na realizację dalszej części Bożego planu. Maryja domyśla się najgorszego i niestety jest to słuszna obawa. Jezus zostaje wyprowadzony na ukrzyżowanie, obarczony ciężarem niewygodnego drzewa. Potykanie się na drodze, upadanie w prochu ziemi unoszącym się z izraelskiego bruku jerozolimskich ciasnych uliczek, dyskomfort braku wody, poniżanie, popychanie i ośmieszanie ledwo żywego Jezusa, to niewątpliwie niezatarte rany pozostające na sercu Maryi.

Szczytem cierpienia Matki jest moment śmierci Jezusa na krzyżu, przebity włócznią bok Jej Syna, woda i krew wypływająca i skrapiająca stojących pod ukrzyżowanym, w końcu przyjęcie w swe dłonie zwłok martwego już Syna. Miecz boleści w tym właśnie momencie głęboko i bezkompromisowo przebija serce Maryi. Wszystkie te momenty, które analizowaliśmy pokazują nam bardzo wyraźnie, jak wielokrotnie pełne bólu i cierpienia było życie Matki Bożego Syna.
Pamiętajmy jednak, że wiara Maryi i Jej całkowite zaufanie Bogu, były większe od tego, na co była skazana Matka Zbawiciela. Nie skupiajmy się tylko na tym cierpieniu, ale zechciejmy analizując je, zobaczyć ogromną moc Boga, który jakby za rękę prowadził Jezusa i Jego Matkę. Mając na względzie cierpienie Maryi, nie zapominajmy o poranku Zmartwychwstania, o całkowitym zwycięstwie dobra nad złem, życia nad śmiercią, radości nad smutkiem i cierpieniem.

Niechaj Maryja będzie dla ciebie wzorem w przetrwaniu tego co trudne i w zawierzaniu wszystkich spraw Bożej opatrzności. Pomódl się dziś o to, abyś cierpliwie znosił przeciwności w całkowity zaufaniu i zawierzeniu Panu Bogu i Jego Opatrzności.

W sieci: radzyńscy pątnicy w drodze do Jasnogórskiej Pani

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Misyjność Kościoła

Skomentuj