banner

Misyjność Kościoła

Zmartwychwstały Pan tuż przed swoim wniebowstąpieniem przekazał Apostołom szczególne polecenie: „Idąc na cały świat nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w Imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego” (Mt 28,19).

Jednak w dosłownym tłumaczeniu tego fragmentu, spisanego w języku greckim, nie chodzi tyle o nauczanie, co o to, aby Apostołowie czynili uczniów ze wszystkich narodów. Dlatego od chwili Zesłania Ducha Świętego Apostołowie podjęli to dzieło z tak wielką determinacją i poświęceniem. A ponieważ zgodnie z wolą Chrystusa Pana, Kościół miał iść do wszystkich narodów, dlatego zarówno Dzieje Apostolskie, jak i inne pisma nowotestamentalne ukazują, że młody Kościół nie ograniczył się do diaspory żydowskiej, ale wyszedł ku innym narodom. Już św. Piotr, mimo początkowych wątpliwości, przyjmował do Kościoła pochodzących z pogaństwa sympatyków judaizmu. Jednak największym promotorem dzieł misyjnych stał się św. Paweł, którego Tradycja nazwała Apostołem Narodów. To on pokonał tysiące kilometrów, niosąc Ewangelię od Damaszku, przez tereny dzisiejszej Turcji ku Europie, docierając do Grecji, Italii, a według części podań również do Hiszpanii. Dzieło zainicjowane w dniu Pięćdziesiątnicy jest kontynuowane i dziś, gdy Kościół dociera do coraz to nowych narodów.

ETAPY MISYJNEJ DZIAŁALNOŚCI KOŚCIOŁA

Przez 2000 lat realizowania zbawczej misji Kościół, który nieustannie stara się rozeznać to, „co mówi Duch” (Ap 2,7). Dzięki temu wypracował konkretne etapy swej misyjnej działalności. Pierwszym jest pre-ewangelizacja.  Potrzebę jej zastosowania dostrzeżono już w trakcie prac Drugiego Soboru Watykańskiego tj. w latach sześćdziesiątych XX -go wieku, gdy społeczeństwa Europy wykazywały silne znamiona dechrystianizacji. Skutkiem tego chrześcijaństwo nie było już postrzegane tak, jak na początku, jako religia niosąca nowy powiew ducha w społeczeństwie Imperium Rzymskiego pozbawionym trwałych wartości. Dziś nauka Kościoła odbierana jest przez wielu jako rzecz historycznie przebrzmiała i przestarzała. Co gorsza, wiele wspólnot kościelnych straciło dawny dynamizm, nie zawsze dając dobry przykład chrześcijańskiego życia.

Dlatego pre-ewangelizacja jest konieczna dla usuwania uprzedzeń wobec wiary katolickiej oraz ukazywania prawdziwego obrazu Boga jako miłosiernego Ojca. Wprawdzie soborowy Dekret o działalności misyjnej Kościoła nie używa wprost tego terminu, ale podejmuje problematykę z nim związaną, wskazując na cztery sposoby pre-ewangelizacji. Są nimi: obecność w świecie, świadectwo chrześcijańskiego życia, dialog z ludźmi dobrej woli oraz służba potrzebującym (por. DM 11-12). Te cztery zasady obowiązują zresztą nie tylko na terenach tradycyjnie zwanych misyjnymi, ale również u nas w Polsce, gdzie przecież na co dzień spotykamy się z ludźmi, którzy albo kwestionują istnienie Boga, albo zatracili potrzebę praktyk religijnych, czy też deklarując się jako wierzący nie identyfikują się z nauką Kościoła. W takiej rzeczywistości, gdzie trudno jest podejmować bez emocji tematy związane z Bogiem nierzadko jedynym sposobem dzielenia się wiarą jest świadectwo prawdziwie chrześcijańskiego życia poparte czynami miłosierdzia. Taka postawa ma szansę wzbudzenia u innych pytań na temat wiary, a w konsekwencji zainteresowania osobą Jezusa Chrystusa, właśnie przez to, że Jego nauka ma naoczny wpływ na życie świadka.

Drugim etapem na drodze dotarcia do ludzkiego serca z Dobrą Nowiną o zbawieniu jest kerygmat. Słowo to pochodzi z języka greckiego i znaczy tyle co „ogłoszenie”, „proklamacja” lub „orędzie”. To właśnie czynili Apostołowie po zesłaniu na nich Ducha świętego. Opowiadali oni o ich osobistym doświadczeniu spotkania ze Zmartwychwstałym Panem, wykazując na podstawie starotestamentalnych pism i faktów z życia Jezusa, że Bóg Ojciec ustanowił go Panem i Mesjaszem. Głoszone orędzie było tak autentycznie przekonywujące, że prowadziło słuchaczy do przyjmowania wiary. Znakiem takiej decyzji był chrzest. Treścią wspomnianego orędzia była dobra nowina dla grzesznika, że jest on kochany bezgraniczną miłością przez osobowego Boga Ojca, który bez względu na pochodzenie i dotychczasową historię człowieka był w stanie ofiarować swojego Jedynego Syna, aby zmazać ludzki grzech. Tenże Syn, równy Ojcu w bóstwie, przyjął ludzkie ciało, aby za ludzi przyjąć śmierć jako konsekwencję ich życia bez Boga. Dokonując tego pokazał drogę wyjścia spod zależności szatana. Tą drogą jest naśladowanie Zbawiciela w posłuszeństwie Ojcu, a jedynym skutecznym sposobem podjęcia takiego stylu życia jest otwarcie się na dar Ducha Świętego ofiarującego dar nowego życia.

Biskup Legnicki Zbigniew Kiernikowski zauważa, iż „jeśli tego kerygmatu nie ma na początku, to trudno mówić o dalszych etapach. Często mamy taką rzeczywistość w Kościele, że przepowiadamy Słowo, a to Słowo nie ma punktu zaczepienia, bo ktoś nie został uzdolniony przez kerygmat do słuchania Słowa. Nie zostało mu otwarte ucho na słuchanie. On słucha Słowa, uznaje je za budujące, wprowadzające w nawrócenie, ale zasadniczo tylko do pewnego stopnia. Nie można generalizować, ale bywa, że człowiek staje się sędzią Słowa, mówi: dotąd mogę za tym Słowem iść, ale dalej – nie, dlatego, że nie został wprowadzony w doświadczenie tego podstawowego spotkania ze Słowem, jak w tym obrazowym epizodzie: zostaw, co masz, sprzedaj, idź za mną! Kto tego nie doświadczył, ten będzie zawsze stawiał siebie i swoją egzystencję ponad Słowo i dlatego na ogół patrzymy na to Słowo jak na uduchowiające nas zjawisko, które trochę nam pomaga żyć w dziedzinie moralnej, czy zjawisko nawet kulturowe, ale nie patrzymy jak na wezwanie, by zostawić wszystko i pójść za Panem.”

Z powyższego nie wynika bynajmniej, iż należałoby wstrzymać się z katechezą dzieci i młodzieży do chwili aż osiągną wiek, w którym będą w stanie w pełni świadomie i odpowiedzialnie wybrać Jezusa Chrystusa na Pana ich życia. Wystarczy, aby ich formacja opierała się na fundamencie, jakim jest kerygmat. Pisał o tym papież Franciszek w swojej pierwszej adhortacji apostolskiej Evangelii Gaudium: „W katechezie rolę fundamentalną odgrywa pierwsze przepowiadanie tzw. «kerygma», która powinna zajmować centralne miejsce w działalności ewangelizacyjnej i w każdej próbie odnowy Kościoła. Kerygma jest trynitarna. Jest ogniem Ducha udzielającego się pod postacią języków i sprawiającego, że wierzymy w Jezusa Chrystusa, który przez swą śmierć i zmartwychwstanie objawia nam i komunikuje nieskończone miłosierdzie Ojca. W ustach katechety nieustannie rozbrzmiewa pierwsze orędzie: «Jezus Chrystus cię kocha, dał swoje życie, aby cię zbawić, a teraz jest żywy u twego boku codziennie, aby cię oświecić, umocnić i wyzwolić». Gdy mówimy, że to orędzie jest «pierwsze», nie oznacza to, że jest na początku, a potem się o nim zapomina albo zastępuje się je innymi treściami, które je przewyższają. Jest pierwszym w sensie jakościowym, ponieważ jest głównym orędziem, tym, do którego trzeba stale powracać i słuchać na różne sposoby i które trzeba stale głosić podczas katechezy w tej czy innej formie, na wszystkich jej etapach”.

Papieskie słowa nie mogą pozostawiać żadnych złudzeń co do faktu, iż Kościół znalazł się obecnie w sytuacji, gdy pierwszym jego zajęciem nie jest już chrzczenie nawróconych, lecz nawracanie ochrzczonych.

Trzeci etap misyjnej działalności Kościoła to tworzenie wspólnot wiary. Bynajmniej, nie chodzi tu o administracyjne powoływanie nowych placówek duszpasterskich, czy inną formę kościelnej rejonizacji zagubionych duszyczek. Jeśli kerygmat został właściwie przekazany słuchaczom, to naturalną konsekwencją przyjęcia Jezusa jako osobistego Pana i Zbawiciela jest ich pragnienie doświadczenia życia we wspólnocie z braćmi. Wspólnota bowiem jest miejscem formacji do słuchania Słowa, co jest niesamowicie istotnie w pierwszym etapie po przyjęciu kerygmatu, a bez czego istniałoby niebezpieczeństwo popadnięcia w moralizm, fanatyzm, lub subiektywizm przeżywanej wiary.

Dlatego na tym etapie najważniejsze miejsce zajmuje katecheza, która pomaga zrozumieć tajemnicę Kościoła i prawdy wiary.
W czwartym etapie misyjnej strategii Kościoła chodzi o uświadomienie nowoochrzczonym znaczenia Eucharystii i innych sakramentów, które pozwalają wzrastać w wierze. Dopiero na tym etapie jest miejsce na katechezę mistagogiczną wyjaśniającą tajemnice wiary. Kto próbuje robić to wcześniej, popełnia kardynalny błąd. Próba nawracania ludzi nie mających relacji z żywym Jezusem poprzez wyjaśnianie im znaczenia Eucharystii podobna jest do „karmienia nieboszczyka kawiorem”.

Wreszcie piąty, ostatni etap pracy misyjnej, to formacja rodzimych głosicieli Dobrej Nowiny. Bynajmniej, nie chodzi li tylko o tubylcze duchowieństwo, ale również o świeckie elity wychowane i utwierdzone w zdrowej nauce Kościoła. Co więcej, to właśnie solidna formacja świeckich owocować będzie budzeniem i wzrostem liczby powołań do kapłaństwa. Wielowiekowe doświadczenie Kościoła pokazuje, iż zaniedbanie formowania świeckich do apostolstwa sprawia, iż w tę niszę łatwo wchodzą wspólnoty protestanckie lub sekty. Nierzadko też płytka formacja świeckich skutkuje mieszaniem się dogmatów katolickich z miejscowymi wierzeniami, co w konsekwencji prowadzi do synkretyzmu religijnego, mającego niewiele wspólnego z nauką Kościoła.

NOWE WYZWANIA DLA MISYJNEJ DZIAŁALNOŚCI KOŚCIOŁA

W 1990 roku Ojciec Święty Jan Paweł II w encyklice Redemptoris Missio” o stałej aktualności posłania misyjnego napisał, że działalność misyjna Kościoła nazywana jest „ad gentes” wtedy, gdy skierowana jest do tych narodów, w których Chrystus i Jego Ewangelia nie są znane, albo w których brakuje wspólnot chrześcijańskich wystarczająco dojrzałych, by mogły wcielać wiarę we własne środowisko i głosić ją innym grupom ludzi.

Jednak zmiany społeczno-kulturowe, o jakich wspominał ponad ćwierć wieku temu Jan Paweł II poszły tak daleko, że dziś w wielu europejskich krajach liczba miejscowych powołań nie zabezpiecza potrzeb duszpasterskich. Z tego względu coraz głośniej mówi się o nich, że stały się krajami misyjnymi.

Ta sytuacja wymaga nieustannego rozeznawania tego, „co mówi Duch do Kościoła”. Niewątpliwym znakiem nadziei jest wzrastająca liczba świeckich osób zaangażowanych w dzieło misyjne. Dziś angażują się oni w ewangelizację zarówno na terenach uznawanych tradycyjnie za misyjne, jak również w społeczeństwach krajów wysokorozwiniętych, które do niedawna były na wskroś chrześcijańskie. Posługują jako szafarze Komunii św., katecheci, ewangelizatorzy i formatorzy katechistów w centrach duszpasterskich. Ponadto, w dziele misyjnym świeccy są lekarzami, pielęgniarkami, nauczycielami, budowlańcami, architektami i inżynierami czy doradcami w rolnictwie.

Aktualnie na misjach posługuje 2007 polskich misjonarzy i misjonarek. Przebywają oni w dziewięćdziesięciu siedmiu krajach na wszystkich kontynentach. Najwięcej polskich misjonarzy pracuje w Afryce, bo ośmiuset dziesięciu. Na drugim miejscu jest Ameryka Łacińska, a na trzecim Azja.

Patrząc od strony przynależności misjonarza do diecezji lub zgromadzenia zakonnego to na świecie pracuje 291 księży diecezjalnych (najwięcej z diecezja tarnowskiej: 48) i 983 zakonników (najliczniejsi są werbiści: 201). Spośród 677 sióstr zakonnych najwięcej jest Franciszkanek Misjonarek Maryi: 57, Służebnic Ducha Świętego: 53,i  Elżbietanek: 49). Natomiast, jeśli chodzi o misjonarzy świeckich to obecnie jest ich 56.
Z naszej diecezji aktualnie w krajach zdefiniowanych oficjalnie jako misyjne pracują następujący kapłani:
Ks. Mieczysław  Kłak w Brazylii od 1991 r.
Ks. Miedzianowski Jan w Peru od 2006 r.
Ks. Tomasz Denicki w Boliwii od 2012 r.
Ks. Jarosław Dziedzic w Boliwii od 2014 r.
Ks. Tomasz Grzyb w Boliwii od 2016 r.
Ks. Marcin Dudziński w Boliwii od 2016 r.
Ks. Michał Chromiński w Boliwii od 2016 r.
Każdego roku wyjeżdża też na misje co najmniej jedna osoba świecka do rocznej lub kilkuletniej posługi.

CAŁY KOŚCIÓŁ JEST MISYJNY

Na Drugim Soborze Watykańskim stwierdzono, że cały Kościół jest misyjny. I chociaż od zakończenia Soboru minęło ponad 50 lat, stwierdzenie to nabiera coraz większej aktualności w naszej Ojczyźnie. Jedynie jedna trzecia ochrzczonych Polaków przekracza w niedzielę próg kościoła. W ciągu ostatniego ćwierćwiecza diametralnie spadła liczba powołań kapłańskich. Być może za kilkanaście lat trzeba będzie ogłosić Polskę krajem misyjnym.

Soborowe stwierdzenie, że „cały Kościół jest misyjny” można rozumieć trojako:
– wszyscy członkowie Kościoła są misjonarzami;
– nie ma takiego miejsca na ziemi, gdzie misje nie byłyby potrzebne;
– każda działalność Kościoła ma charakter misyjny.

Każdy z nas z samego faktu przyjęcia chrztu jest powołany do apostolstwa tj. do dzielenia się wiarą. Nierzadko ta misja nie jest łatwiejsza od pracy misjonarzy Afryki czy Azji. Dzieje się tak, gdyż najtrudniej jest być prorokiem we własnym środowisku. Niemniej jednak to nie własną siłą, ale mocą Ducha św. możemy świadczyć o tym, że Jezus żyje dziś. To zaszczytne, ale i odpowiedzialne zadanie. Uchylanie się od jego realizacji jest niczym innym, jak wyparciem się przyjaźni z Chrystusem. Z kolei zaświadczenie o tej miłości zadecyduje o tym, jak będą żyć i jak będą umierać ci, których Pan stawia na naszej drodze.

Ks. Tomasz Bieliński

Maryja jako kobieta przyjmująca trudną wolę Bożą

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Rodzina Bogiem Silna, dzień 8

Skomentuj