banner

Adam Świć wspomina mundiale

Dla wielu rozpoczynający się 2018 rok będzie ważny przede wszystkim ze względu na piłkarskie Mistrzostwa Świata w Rosji.

Zanim rozpoczniemy nasz „Radzyński mundial”, podczas którego nasi eksperci będą typować wyniki swoich grup, a następnie dalsze losy „swoich” drużyn, poprosiłem każdego z nich o wspominkowy wpis dotyczący przeżywania kolejnych mundiali. Dziś, przyszył ekspert „polskiej” grupy H – Adam Świć

W zakamarkach pamięci mam zbieranie wody przed Meczem Na Wodzie w ’74 i więcej nic. Mundial ’78 to łzy dziesięciolatka po 0:2 z Argentyną i niewiele ponad to. Prawdziwym świętem była Espana ’82. Już eliminacje (trójzespołowa grupa z NRD i Maltą!!! ale nie było łatwo) wryły mi się w pamięć w sposób absolutnie wieczny. A sam Mundial pamiętam w najdrobniejszych szczegółach. Do dziś czekam na lepszą akcję reprezentacji Polski niż ta na 4:0 z Peru („Boniek do Buncola, cudowna akcja…!”) albo ta na 2:0 z Belgią. Mexico ’86 to gorycz z powodu polskich porażek i wielki, największy piłkarz świata Diego Maradona.

Kolejne Mistrzostwa – aż trzy bez Polski – to sympatie dzielone między Kamerun (Roger Milla!) i Argentynę (Maradona) w ’90, przestrzelony karny genialnego Roberto Baggio i dopingowy koniec Maradony w ’94 i dziwaczny finał w ’98.

W 2002 tak cieszyłem się z upragnionego awansu Polski na Mistrzostwa, że właściwie wybaczyłem im beznadziejną grę z Koreą i Portugalią. Z tego Mundialu do dziś pamiętam też haniebne sędziowskie przekręty na rzecz gospodarzy. Najwięcej zdrowia kosztował mnie 2006 – najpierw wywalenie z kadry Frankowskiego i Dudka przez Janasa (daruję sobie funkcję, imię i inwektywy) a potem 0:2 z Ekwadorem (kto oglądał ze mną mecz, ten wie).

W 2010 i 2014 Mistrzostwa po prostu się odbyły (nie zapomnę pewnie tylko 7:1 Niemców z Brazylią w półfinale). A co przed nami? Nadzieja.

10 najpopularniejszych utworów Radzyńskiej Listy Przebojów!

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Od stycznia przelew do ZUS już na nowe konto

Skomentuj