banner

Michał Musiatowicz o swoich mistrzostwach świata

Moja przygoda z mundialami zaczęła się od gorzko-słodkiego mundialu w 2006 roku.

Przegrana Polski, brak wyjścia z grupy, bardzo słaba gra. Znowu było pompowanie balonika, który na turnieju pękł, jak i cała nasza reprezentacja. Polska grała nieudolnie, wszystkie nasze błędy zostały nam przez rywali z Ekwadoru wytknięte niemiłosiernie. Odrobiliśmy lekcję i do końca meczu z Niemcami było 0:0, głównie dzięki fenomenalnemu Borucowi, drobne przebłyski Jelenia i niektórych zawodników, czerwona kartka Sobolewskiego bodajże. Wszystko to doprowadziło, że Niemcy chcąc, nie chcąc wcisnęli nam piłkę do bramki dosłownie siłą w ostatniej akcji meczu. Co z tego, że zagraliśmy z chęcią, z walką, skoro wyjście z grupy przespaliśmy z Ekwadorem. Do tego ta nieszczęsna Kostaryka, gdzie 3 punkty uratował nam zawodnik, który w ogóle miał zostać na MŚ niepowołany – Bosacki. Dlaczego gorzko-słodki.

Słodki dlatego, że mistrzami świata zostali Włosi, z moim idolem Alexem Del Piero, z całą gwardią Juventusu(Buffonem, Cannavaro, Camoranesim, Zambrottą), z fenomenalną generacją piłkarzy. Do tego ten nokaut Niemiec wykonany przez Del Piero w półfinale MŚ, potem niesamowity finał z osobną historią, gdzie też po drugiej stronie barykady grali świetni zawodnicy(Francja z Zidanem, Trezeguetem, młodziutkim wtedy Riberym).

Kolejne MŚ 2010 przeleciały mi trochę gorzej niż te, bo po pierwsze nie było reprezentacji Polski po fatalnych eliminacjach, a po drugie Włochy zagrały żenująco. Mistrzami zostali niestety Hiszpanie, choć ja kibicowałem Holendrom. Pamiętam piękną bramkę Van Bronckhorsta bodaj z Urugwajem, który miał w składzie m.in. Forlana. Fajny turniej. Ten nieszczęsny Iniesta, który rozstrzygnął losy meczu na korzyść Hiszpanów w dogrywce, przestrzelona setka w ostatnich minutach finału przez Robbena.

2014 rok to mundial w którym zapamiętam moją złość na Włochów, kolejny raz brak Polski, a przede wszystkim ugryzienie Chielliniego przez Suareza w fazie grupowej .za które powinien dostać czerwoną kartkę. Blamaż Brazylii 7:1 z Niemcami. Niemcy absolutnie zdominowali ten mundial i  pewnie go wygrali. Chwała naszym, że  w eliminacyjnym meczu w Warszawie pokazaliśmy Niemcom, że wracamy do wielkiej piłki i ten mecz osobiście uważam za punkt zwrotny w polskim futbolu. Mecz przełomowy, który po części dał naszym piłkarzom ogromną wiarę w siebie i w to, że możemy wygrać z każdym.

Mundial 2018 – mam ogromną nadzieję –  będzie mundialem reprezentacji Polski. Jak nie teraz, to kiedy?

Jakub Hapka

Na portalu od jesieni 2012 r. Najpierw jako felietonista, od maja 2015 redaktor naczelny. Absolwent polonistyki UMCS. Fan futbolu.

Jasełka w Przedszkolu na Reja

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

Marianna Bocian, istota niepokorna

Skomentuj