banner

Moje zdjęcia biorą się zawsze z radości- rozmowa z Ewą Grodzką, dyrektor I LO

Pani Ewa Grodzka postanowiła podzielić się z nami swoją pasją do robienia zdjęć. Zapraszamy do lektury, a zarazem podziwiania jej pięknych prac!

Od jak dawna Pani fotografuje? Jakie jest Pani pierwsze wspomnienie związane z fotografią?

Ewa Grodzka: Zacznę od tego, że nie nazwałabym tego, co robię, fotografowaniem. Po prostu od czasu do czasu staram się uchwycić moment, który mi się zwyczajnie podoba. Nie jest to jednak moje stałe zajęcie.

Pierwszy kontakt z fotografią musiał nastąpić jeszcze w szkole podstawowej, kiedy brat dostał na imieniny Smienę . Był to malutki aparacik na kliszę tylko i wyłącznie do zdjęć czarno-białych, produkcji  radzieckiej. Do tej pory pamiętam pierwsze próby. Były to zdjęcia robione zimą, kiedy ulepiliśmy ze śniegu iglo. Mam je gdzieś do tej pory w domu. Były to czasy prawdziwych zim, kiedy można się było bawić w śniegu.

Potem przyszłam do naszego liceum jako uczennica. Pad dyrektor Tadeusz Pietras prowadził wówczas kółko fotograficzne, na które uczęszczałam. Uczył nas wywoływać zdjęcia z kliszy w koreksie. Liceum pozostawiło na mnie bardzo wyraźne, pozytywne piętno, jeśli można tak powiedzieć (śmiech).

Później założyłam rodzinę, pojawiły się dzieci i chciało się uwieczniać różne ważne dla nas momenty. Kupiliśmy dlatego z mężem aparat cyfrowy i od tamtej pory starałam się robić zdjęcia, z początku głównie dzieciom. Ale po pewnym czasie, przy okazji różnych wyjazdów, zaczęłam zwracać uwagę także i na inne rzeczy.

Przyzwyczaiłam się do tego, że przy okazji spacerów z mężem po Radzyniu zabierałam ze sobą aparat. A to zobaczyłam ciekawego ptaka, a to nowy kwiatek wyszedł spod ziemi… Kiedy tylko coś przyciągnęło moją uwagę, to fotografowałam.

Tak zrodziła się moja pasja. Potem okazało się, że niektóre z tych zdjęć podobają się nie tylko mi, ale i innym. Nigdy jednak nie myślałam, że będę je pokazywać szerszemu gronu osób. Brały się one z radości fotografowania, z zobaczenia pięknego momentu, który chciałam zatrzymać. I do szufladki  albo do albumu rodzinnego.

Aż powstał pomysł wystawy. Wziął się stąd, że zawiązaliśmy radzyńską grupę rowerową, złożoną głównie z nauczycieli I LO. Jest ona oczywiście otwarta i zapraszamy do niej każdego. Przy okazji wspólnych wycieczek razem fotografowaliśmy. W pewnym momencie państwo Pietrasowie zauważyli, że wychodzą mi zdjęcia przyrody. To oni podsunęli mi ten pomysł. W międzyczasie założyliśmy Stowarzyszenie Przyjaciół I LO. Ma ono za zadanie wspierać i promować szkołę, ale także działalność naszych nauczycieli. W końcu parę miesięcy temu zarząd SPILO postanowił, że zorganizuje wystawę moich zdjęć przyrodniczych.

Zawsze powtarzam, że nie spodziewałam się, że do czegoś takiego dojdzie i nigdy nie robiłam pod to zdjęć. Dalej uważam, że one nie są profesjonalne. Biorą się po prostu z zachwytu nad pięknem przyrody i bardzo je lubię.

Czyli w Pani fotografiach najważniejsze są emocje, wrażenia, a nie warsztat?

Tak, czucia i wrażenia. Impresja, coś ulotnego. Wiemy przecież, że życie to piękne chwile i chce się je zatrzymać na dłużej.Moje zdjęcia biorą się zawsze z radości, z zachwytu nad czymś pięknym.

Jakie są Pani ulubione tematy?

W tej chwili głównie przyroda. Oczywiście także rodzina i jej krótka historia, zapisana w zdjęciach. Ale przede wszystkim przyroda i to w każdym wydaniu. Kwiaty, owady, motyle, ptaki, drzewa, krajobrazy, zachody słońca.

Które z Pani fotografii ceni sobie sama najbardziej?

Zdjęcia przyrody radzyńskiej, najbliższej nam, którą każdy może zobaczyć – tylko czasami w pędzie życia codziennego nie zwracamy na nią uwagi. Tym bardziej cieszy mnie to, że dzięki moim fotografiom ktoś się nią zachwyca: jaka piękna kaczka, jaki piękny kwiat czy motyl…

Wydaje się nam czasami, że piękno jest gdzieś daleko. A tu okazuje się, że wcale nie trzeba było jechać na koniec świata, żeby go doświadczyć. Ono nas otacza na co dzień. Tuż przy polnej drodze, albo na kawałeczku łączki za Radzyniem. Bardzo często robię zdjęcia przy ścieżce rowerowej – a to zobaczę bobra, a to motyla, kwiaty… Bulwar nad Białką to strzał w dziesiątkę!

Dziękuję za rozmowę

Do sukcesu nie ma windy, trzeba iść schodami- Ciężki vs. Proust

NASTĘPNY ARTYKUŁ »

O rutynie nie ma mowy- wywiad z Wójtem Gminy Wohyń, Stanisławem Jóźwikiem

Skomentuj